Wzrost stóp w USA nawet pomimo niskiej inflacji

Finanse i gospodarka

Spadające ceny ropy obniżą inflację, ale wpłyną pozytywnie na kondycję gospodarki, dlatego Fed nawet przy utrzymującym się na obecnym poziomie wskaźniku bazowym CPI zacznie podnosić stopy procentowe. Najbardziej prawdopodobny termin to wciąż czerwiec br. W Europie deflacja i coraz bliżej uruchomienia programu skupu obligacji skarbowych. Do końca miesiąca emocji na rynku nie zabraknie.

Stopy procentowe w USA nie wzrosną co najmniej do kwietnia, ale nie ma co liczyć, że obniżające inflację spadki cen ropy oraz słabsze perspektywy wzrostu na świecie powstrzymają Fed przed rozpoczęciem (około połowy roku) normalizowania polityki pieniężnej. Tak w największym skrócie można streścić wczorajszą publikację sprawozdania z grudniowego posiedzenia Rezerwy Federalnej. Określenie „cierpliwy”, w stosunku do postawy Fed dotyczącej pierwszych podwyżek stóp, które po raz pierwszy pojawiło się w komunikacie po posiedzeniu 17 grudnia  oznacza, co najmniej kilka posiedzeń. Fed powtórzył, że przyszłe decyzje zależeć będą od napływających na bieżąco danych. Komitet zaznacza jednak, że nawet, jeśli inflacja bazowa pozostanie w okolicach obecnych poziomów, stopy procentowe mogą zostać podniesione. Fed będzie chciał się jednak wówczas upewnić, że w dłuższym okresie wskaźniki cen powrócą do poziomu 2 proc. Ogólny obraz gospodarki oraz rynku pracy prezentują się dobrze, lepiej niż można było oczekiwać. Pozytywne efekty dla konsumpcji wynikające ze spadających cen ropy naftowej pozwalają z optymizmem patrzeć w przyszłość. Zagrożeniem dla gospodarki są słabsze perspektywy wzrostu za granicą.

Rynek spokojnie zareagował na publikację minutes. Kurs EUR/USD pozostał w rejonie wieloletnich minimów. Brak silniejszych ruchów sugeruje, że o ton wydarzeniom na rynku w najbliższych tygodniach nadawał będzie Europejski Bank Centralny (EBC). Coraz bardziej prawdopodobne wydaje się uruchomienie programu skupu obligacji już na pierwszym posiedzeniu w 2015 r. (22 stycznia).

Sytuacja w zakresie cen konsumpcyjnych w strefie euro zaczyna przypominać najgorsze momenty po kryzysie z lat 2008-2009. Podstawowy wskaźnik CPI spadł w grudniu, według niepotwierdzonych jeszcze danych, do najniższego poziomu od września 2009 r. W porównaniu do grudnia ub. r. ceny spadły o 0,2 proc. Pozytywne zmiany zaobserwowano we wskaźniku bazowym. Nastąpił wzrost – z najniższego w historii poziomu – 0,7 do 0,8 proc. r/r. Marne to jednak pocieszenie, bowiem spadające ceny energii dopiero z czasem przełożą się na obniżenie produktów innych niż paliwa na stacjach benzynowych. W poprzedniej fazie spadku dynamiki inflacji, obejmujący wszystkie kategorie wskaźnik CPI, zniżkował do połowy 2009 r., podczas gdy bazowy do stycznia 2010 r. Podobnie powinno być i tym razem. Przy czym deflacja na poziomie wskaźnika z wyłączeniem wrażliwych kategorii (czego za 4-6 miesięcy nie można wykluczyć) to bardzo poważna sytuacja. Wpływa na obniżenie oczekiwań inflacyjnych gospodarstw domowych i odkładanie konsumpcji. Żaden bank centralny nie może sobie na to pozwolić. Dlatego Europejski Bank Centralny ogłosi zapewne wkrótce, że rozszerza skup aktywów o obligacje skarbowe z rynku wtórnego. Od połowy grudnia rynek zaczął w pełni dyskontować taki scenariusz.

Podczas gdy z Europy napływają coraz bardziej niepokojące informacje, po przeciwnej stronie Atlantyku trwa prawdziwy gospodarczy boom. W listopadzie bilans handlowy USA był najniższy od 11 miesięcy (39 mld dol.). Oczekiwano wyniku o 3 mld dol. gorszego. A według badań firmy ADP w sektorze prywatnym w grudniu, czwarty miesiąc z rzędu, stworzono ponad 200 tys. nowych miejsc pracy. Zapowiada się, więc dobry, oficjalny raport rządowy (publikacja w piątek). Rozdźwięk w zakresie bieżącej kondycji gospodarki, a co za tym idzie przyszłych zmian w polityce pieniężnej banków centralnych, podtrzymuje presję na osłabienie jednej (euro) i umocnienie drugiej (dolar) waluty. Potencjał spadkowy kursu EUR/USD w średnim terminie powoli dobiega jednak końca. W perspektywie najbliższego półrocza nie spodziewamy się spadku notowań poniżej poziomu 1,10.

EURPLN: Złoty jest nieco mocniejszy, ale to nie koniec wysokiej zmienności na rynku. Co najmniej do końca stycznia wiele dziać się będzie na rynku. Spodziewamy się, że kurs EUR/PLN powróci jeszcze powyżej poziomu 4,30, być może przetestuje 4,35. Dziś najpewniej czeka nas korekcyjne odbicie po wczorajszych spadkach notowań. Są to więc dogodne poziomy do bieżących zakupów. Pod koniec tygodnia ton wydarzeniom na rynku nadawać będzie publikacja danych z rynku pracy w USA za grudzień.

EURUSD: Dolar utrzymuje wysoką wartość. Kurs EUR/USD dotarł do kolejnej figury (1,1800) i nie wykazuje oznak poważniejszego odbicia. Inwestorzy niemal w pełni zdyskontowali scenariusz uruchomienia programu QE w Europie już 22 stycznia. Spodziewany jest również dobry raport o zatrudnieniu w USA. Dzisiejsza sesja w paśmie 1,1800-1,1860, początkowo wzrosty, w dalszej części dnia przecena wspólnej waluty.

Damian Rosiński
Dom Maklerski AFS

Udostępnij artykuł: