XXIV Ranking Banków Miesięcznika Finansowego Bank 2019. Kryptowaluty: Wielka bania na bitcoinie

BANK 2019/06

Fot. peterschreiber.media/stock.adobe.com

Na przełomie maja i czerwca kurs bitcoina przekroczył na moment granicę 9 tys. dolarów, rozgrzewając do czerwoności emocje na giełdach handlujących cyfrową walutą. A to wcale nie musi być koniec, bo niektórzy eksperci twierdzą, że wkrótce może on kosztować 10 tys., a nawet 20 tys. dolarów! Wszystko wskazuje, że na wirtualnej kasie rośnie kolejna bańka.

Michael Novogratz, założyciel i dyrektor generalny Galaxy Digital, a wcześniej zarządzający funduszu Fortress Group i partner Goldman Sachs, spodziewa się, że kurs bitcoina może skoczyć nawet do 10 tys. dol. W programie na żywo dla Bloomberga poproszony o prognozę, odparł, że spodziewa się konsolidacji kursy BTC między 7 tys. a 10 tys. dolarów.

– Bitcoin znów rozpala wyobraźnię inwestorów, co przekłada się na solidne momentum cenowe (wskaźnik zmiany ROC – przyp. red.), które może doprowadzić do dalszych wzrostów – stwierdził szef Galaxy Digital. Jego zdaniem za tegorocznymi szczytami notowań bitcoina stoi upowszechnienie wirtualnych walut oraz blockchaina.

Michael Novogratz przypomniał, że technologii tej używa już sam Microsoft, a Facebook zamierza stworzyć kryptograficzną wersję dolara. – A jeszcze nie tak dawno pieniądz cyfrowy był postrzegany wyłącznie jako eksperyment. Moim zdaniem, wkrótce stanie się on ważną częścią globalnej infrastruktury finansowej – zapowiedział.

RSF: trzeba coś z tym zrobić!

Szybujący od tygodni kurs, który tylko w ciągu ostatniego miesiąca wywindował cenę bitcoina z nieco ponad 5200 do blisko 9000 dolarów, zbiegł się w czasie z publikacją na Starym Kontynencie dwóch ważnych stanowisk dotyczących kryptowalut, zgoła odmiennych od radosnego entuzjazmu Novogratza.

Niemal w tym samym czasie głos zabrała Rada Stabilności Finansowej (RSF), a raport poświęcony kryptowalutom opublikował Europejski Bank Centralny. RSF zachęca organy nadzorcze w poszczególnych krajach do przyspieszenia prac nad oceną ryzyka, płynącego z upowszechnienia cyfrowych pieniędzy. Zdaniem rady, szybki postęp technologiczny może doprowadzić do powstania luk w regulacjach. A to może mieć wpływ na stabilność finansową.

Chociaż organizacje globalne, w tym Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju oraz Bazylejski Komitet ds. Nadzoru Bankowego przyglądają się kryptowalutom, stabilności finansowej i praniu pieniędzy, przepisy w poszczególnych jurysdykcjach bardzo się między sobą różnią.

Rada przypomina, że w pierwszym dziesięcioleciu kryptowaluty wywołały poważny ból głowy u globalnych i krajowych decydentów. Regulatorzy zareagowali zbyt późno, bo organy nadzorcze zaczęły uważniej przyglądać się kryptowalutom w 2017 r., gdy szaleństwo bitcoinowe osiągnęło swoje apogeum, a kurs BTC osiągnął 20 tys. dolarów. Okazało się, że słusznie, bo kilka miesięcy później bańka na kryptowalutach pękła z głośnym hukiem, a bitcoin stracił na wartości 75%!

RSF wskazuje, że w reakcji na krach Chińczycy niemal całkowicie zakazali handlowania i używania cyfrowych pieniędzy, a Japonia wprowadziła licencje dla giełd, które handlują kryptowalutami. Z kolei Stany Zjednoczone i Wielka Brytania wciąż pracują nad stosownymi regulacjami.

W opinii ekspertów Rady Stabilności Finansowej bitcoin i inne kryptowaluty są często pomijane przez regulatorów, a częściowo wynika to z tego, że wciąż nie ma międzynarodowego standardu, jak należy traktować bitcoina i inne cyfrowe pieniądze. Sęk w tym, że regulatorzy w poszczególnych krajach nie są jednomyślni, czy należy wprowadzić globalne standardy dla handlu kryptowalutami.

Rada Stabilności Finansowej podkreśla, że ryzyko związanie z aktywami kryptograficznymi będzie rosnąć wraz rozwojem tego rynku i technologii.

Od stycznia do końca maja bitcoin zyskał na wartości około 125%, ale jak wskazuje RSF tegoroczny rajd był kilka razy przerywany sporymi wahnięciami kursu, przypominającymi te z 2017 r. „Wysoki kurs bitcoina spowodował, że zainteresowali się nim inwestorzy tolerujący wysokie ryzyko, a także duże firmy finansowe, jak Fidelity International, które zaczęły oferować usługi i produkty oparte na kryptowalutach” – stwierdzili.

EBC: nie ma zagrożenia

Czytając opublikowany na przełomie maja i czerwca raport „Crypto–Assets: Implications for financial stability, monetary policy, and payments and market infrastructures” (pol. „Krypto-aktywa: implikacje dla stabilności finansowej, polityki monetarnej oraz płatności i infrastruktur rynkowych”), można odnieść wrażenie, że Europejski Bank Centralny odpowiada na wątpliwości Rady Stabilności Finansowej.

„W obecnych warunkach rynkowych wpływ kryptowalut na stabilność finansową, politykę pieniężną oraz płatności i infrastrukturę rynkową jest ograniczony i możliwy do zarządzania w ramach obecnych ram. Nawet w szczytowym momencie na początku 2018 r. znaczenie kryptowalut było zbyt niskie, aby wzbudzić obawy o system finansowy UE i jej gospodarkę. Ramy regulacyjne dla FMI pozwalają na zarządzanie ryzykiem wynikającym z określonych cech kryptowalut i skutecznie ograniczają ich wykorzystanie” – czytamy w dokumencie.

W opinii jego autorów obecna ocena nie uniemożliwia EBC analizy odporności systemu finansowego na możliwe przyszłe zmiany oraz identyfikacji luk, które należy wypełnić. Analitycy EBC zgadzają się, że zmiany na rynku kryptowalut są dynamiczne a powiązania z sektorem finansowym i gospodarką mogą w przyszłości wzrosnąć. Jak zauważają, większe bezpośrednie i pośrednie ekspozycje na aktywa kryptograficzne mogą wynikać z wielu czynników, od rozwoju rynku po niezamierzone legitymizujące skutki stosowania standardów rachunkowości lub regulowania działalności związanej z kryptowalutami.

„W zależności od tego, jak są regulowane, kryptowaluty mogą łatwiej wchodzić w środowisko FMI i pogarszać profil ryzyka. Dlatego ważne jest, aby EBC nadal monitorował zjawisko kryptowalut, podnosił świadomość i rozwijał gotowość na wszelkie niekorzystne scenariusze, we współpracy z innymi właściwymi organami” – napisali.

EBC zaleca, by instytucje finansowe lokujące bezpośrednio lub pośrednio w aktywa kryptograficzne posiadały odpowiednie regulacje dotyczące zarządzania, w tym kryteria licencjonowania, odpowiednie dla wysokości i ryzyka inwestycji.

Niestabilne jak kryptowaluty

„Jeśli chodzi o infrastrukturę rynkową, EBC jest w stanie narzucić segregację pierścieniową dla FMI z zastrzeżeniem czynników ryzyka. Nadzór odgrywa ważną rolę w zapewnieniu, że ewolucja modeli biznesowych w kryptowalutach nie spowoduje obejścia ram regulacyjnych ani nie osłabi jego skuteczności, w tym poprzez nakłanianie FMI do stosowania bardziej rygorystycznych standardów zarządzania ryzykiem” – podkreśla EBC.

Europejski Bank Centralny jest zdania, że negatywny wpływ na rynek może pojawić się, gdy kryptowaluty staną się wiarygodnym substytutem dla gotówki. Jednak na razie to nie nastąpiło i mimo rosnącej popularności cyfrowych pieniędzy ich wykorzystanie jest mocno ograniczone. Liczba firm przyjmujących płatności jest niewielka i tak pozostanie, dopóki wyceny aktywów cyfrowych będą tak mało stabilne jak dotychczas.

„Brak jakiejkolwiek instytucji chroniącej wartość kryptoaktywów utrudnia ich wykorzystanie jako formy pieniędzy, ponieważ ich zmienność: a) uniemożliwia ich wykorzystanie jako bezpiecznej inwestycji; b) zniechęca do wykorzystywania ich jako środka płatniczego; c) utrudnia korzystanie z nich jako jednostki rozliczeniowej” – podkreślają eksperci EBC.

Łatwa kasa dla hakerów

Opinii o kryptowalutach na pewno nie poprawiają pojawiające się cyklicznie co kilka tygodni informacje o kolejnych przekrętach na giełdach handlujących cyfrowymi aktywami oraz atakach hakerskich.

Dosłownie miesiąc temu świat obiegła informacja o włamaniu do jednej z rzekomo najbezpieczniejszych giełd, za jaką uznawano Binance i skradzeniu z niej 7000 BTC, wartych – bagatela – 40,6 mln dolarów.

Dyrektor generalny Binance, Changpeng Zhao, przyznał, że bitcoiny rzeczywiście zostały wypłacone z rachunków należących do giełdy, lecz przejęte przez cyberprzestępców środki stanowiły zaledwie 2% aktywów będących w jej posiadaniu.

Przy tej okazji warto wspomnieć atak na giełdę Coincheck w styczniu 2018 r. Kradzież pół miliarda dolarów w NEM nastąpiła tuż przed załamaniem rynku kryptowalut i według niektórych obserwatorów była jedną z przyczyn krachu na rynku cyfrowych pieniędzy. Japońskiej giełdzie wytknięto złagodzone środki bezpieczeństwa, a skala kradzieży wymusiła reakcję ze strony nadzoru finansowego, co przełożyło się na wdrożenie pierwszych, i tak wciąż łagodnych, regulacji.

Dosłownie miesiąc po ataku na Coinchecka hakerzy uderzyli we włoskie BitGrail. Ich łupem padło 17 mln nano, wartych 170 mln dolarów. Dodatkowo giełda utraciła płynność wskutek nieudolności jej właściciela Francesca Firano. Część klientów BitGrail oskarżyło go o sprzeniewierzenie środków. Ten odpowiedzialność próbował zrzucić na cyberprzestępców, ale sąd uznał, że jest winny i nakazał zwrócić klientom środki, które utracili z jego winy.

Minęło kilka miesięcy i we wrześniu 2018 r. problemy z hakerami miała kolejna japońska giełda Zaif, która straciła równowartość 60 mln dolarów w kilku różnych kryptowalutach.

Skok stulecia

Cztery lata przed atakiem na Coincheck doszło do spektakularnego upadku giełdy Mt. Gox, obsługującej aż 70% wszystkich transakcji w bitcoinach, spowodowanego równie efektownym atakiem cyberzłodziei, którzy przejęli 850 tys. BTC – 6% wszystkich zasobów światowych. Biorąc pod uwagę wartość skradzionych kryptowalut, wciąż jest to największa kradzież w historii.

Syndyk, który został wprowadzony na Mt. Gox, odzyskał w sumie 141 tys. BTC i niewiele większą sumę w bitcoin cash – walucie, która powstała po rozłamie łańcucha bitcoina. Przepadło 500 tys. BTC, wartych według obecnego kursu ponad 4 mld dolarów…

„Bitcoiny nie są naprawdę walutami, są aktywami. Euro to euro. Dziś, jutro, za miesiąc, zawsze będzie euro. Bo stoi za nim EBC. A kto stoi za kryptowalutami?” – powiedział na początku maja Mario Draghi, szef EBC.

Udostępnij artykuł: