Zagraj na foreksie i wygraj!

Polecamy

KNF alarmuje (od dawna): na foreksie zarabiają właściciele tylko ok. 20 proc. rachunków. To nie znaczy, że pozostali tracą - ktoś słusznie zwrócił uwagę, że mamy jeszcze takie zjawisko, jak rachunki nieaktywne. Tak czy owak, forex to nie jest rynek, na którym wystarczy zainwestować, żeby zarobić. Tymczasem moja skrzynka mailowa pełna jest listów, zachecających - w najlepszym przypadku - do pobrania bezpłatnego „przewodnika handlowego”: bezpłatnego, ale wartego fortunę - zachęca iFOREX („jest nazwą handlową iCFD Limited, dawniej znany jako "iFOREX Cyprus Limited", autoryzowanym i nadzorowanym przez Cypryjski Urząd Securities and Exchange Commision (CYSEC)”).

Admiral Markets zachęca z kolei do pobrania – też bezpłatnego – podręcznika „Skuteczna strategia inwestowania od A do Z”. Do tego (bezpłatne!) szkolenia online i stacjonarne, „materiały i wsparcie na każdym etapie”.

No i XTB. Pobrałem kiedyś z ciekawości ich poradnik – no i się zaczęło. To samo byłoby pewnie w przypadku podręczników obu wspomnianych firm: telefony zachęcające do udziału w szkoleniach, założenia rachunku – i graniu: na walutach czy surowcach. Trzeba przyznać – ostrzegają. Małymi literkami, najlepiej szarymi, żeby bardziej się z tłem zlewały. XTB (na biało) przy raporcie o inwestowaniu w surowce: „Inwestycje w oferowane instrumenty pochodne z dźwignią sa ryzykowne. Straty mogą przekroczyć depozyt”. Bardziej (na szaro) ostrzega iForex:

Handel na rynku Forex, kontraktach na różnice i Opcjach Binarnych („Produkty Firmowe”) wiąże się z wysokim stopniem ryzyka” – po czym temat rozwija. Admiral Markets napisał zaś, że „dokonywanie transakcji z wykorzystaniem lewarowanych instrumentów finansowych jest działalnością wysoce spekulacyjną, obarczoną istotnym poziomem ryzyka i może wiązać się z powstaniem znacznych strat”.

Straszą (małymi literkami), zachęcają (dużymi): „Twoje Bezpłatne 10,000 zł do Handlu” (pisownia oryginalna). Zapisanie się do iForex oznacza powitalną premię w tej wysokości. Mam zatem handlować, zarabiać, i zachować „100% zarabków” (!!!).

To teraz pytanie: ile osób da się skusić, rozpocznie handel (pewnie niewiele rozumiejąc z podręczników i porad), po czy straci wszystko? Skoro zdarzali się tacy, którzy dawali się nabrać na listy od zachodnich bankierów, afrykańskich nababów czy wdów po miliarderach, którzy koniecznie chcieli pomocy w inwestowaniu czy wydawaniu jakichś znalezionych na kontach czy odziedziczonych bajońskich sumach, to pewnie i graczy przybędzie. Amber Gold zaświadcza, że naiwnych nie brakuje.

Przemysław Szubański

Udostępnij artykuł: