Zagranica: Łatanie łata

BANK 2009/12

Rząd w Rydze, nie chcąc narażać się zagranicznym inwestorom, wpadł w pułapkę. Już niedługo Łotwa może mieć niemal identyczne problemy, jak Argentyna 20 lat temu. A wraz nią pewnie i my, bo tamtejsze kłopoty mogą spowodować wzrost nieufności inwestorów wobec polskiej gospodarki.

Rząd w Rydze, nie chcąc narażać się zagranicznym inwestorom, wpadł w pułapkę. Już niedługo Łotwa może mieć niemal identyczne problemy, jak Argentyna 20 lat temu. A wraz nią pewnie i my, bo tamtejsze kłopoty mogą spowodować wzrost nieufności inwestorów wobec polskiej gospodarki.

Maria Kozińska

Władze Łotwy mają twardy orzech do zgryzienia. Z jednej strony przewartościowana waluta obniża konkurencyjność gospodarki. A z drugiej suma zobowiązań denominowanych w euro uniemożliwia bezbolesną dewaluację lokalnego pieniądza. Idea uwolnienia kursu łata ma niewielu zwolenników, bo wyobraźnię Łotyszy wciąż rozpalają nadzieje związane z przystąpieniem do elitarnej strefy euro. Czy jednak uporczywe trwanie w mechanizmie ERM2 nie okaże się zbyt kosztowne dla coraz biedniejszego narodu? – Jeśli sytuacja ekonomiczna zrobi się niestabilna, to problem będą miały nie tylko kraje nadbałtyckie, ale także Polska. Jakiekolwiek kłopoty Łotwy spowodują, że inwestorzy znowu zaczną się przyglądać naszemu deficytowi sektora finansów publicznych – ostrzega Emil Szweda, analityk Open Finance.

Życie na kredyt

Gdy trwała koniunktura, nikt nie chciał widzieć, że Łotwa zbliża się w stronę przepaści. A przecież niebezpieczeństwo można było przewidzieć znacznie wcześniej. I gdyby zdecydowano się na terapię, jej skutki byłyby pewnie znacznie łagodniejsze nie tylko dla Łotwy, ale i dla całego regionu.

Gospodarka Łotwy rozkwitła po wejściu do Unii Europejskiej w 2004 r. W czasach dobrej koniunktury płynący szerokim strumieniem kapitał zagraniczny lokowano głównie w sektorze nieruchomości. W odróżnieniu od Polski prawie nie inwestowano w bazę produkcyjną. Znacznie bardziej rozwinął się natomiast sektor bankowy. Na Łotwie szybko zadomowiły się przedstawicielstwa szwedzkich banków, które chętnie finansowały łotewską konsumpcję. Przez kilkanaście ostatnich lat kraj żył praktycznie na kredyt. Teraz musi go spłacić, i to z wyjątkowo wysokimi odsetkami.

Gwarancja stabilności kursu walutowego, wysoka inflacja – dochodząca do 15. proc. rocznie i dwucyfrowa dynamika płac sprawiły, że ludzie masowo zaciągali kredyty w walutach obcych. Dostęp do pożyczek oprocentowanych poniżej inflacji, przy jednoczesnej gwarancji niezmienności kursu walutowego, pobudzał apetyt na towary konsumpcyjne. A te pochodziły głownie z importu, którego wartość w roku 2007 nieomal dwukrotnie przewyższyła wartość eksportu. Jednocześnie cały czas rosła bańka spekulacyjna na rynku nieruchomości.

Stare porzekadło powiada, że wszystko co dobre, szybko się kończy. Wzrost wynagrodzeń i przewartościowanie krajowej waluty obniżyły konkurencyjność łotewskich przedsiębiorstw, a kryzys na światowych rynkach finansowych dodatkowo ograniczył dopływ pieniądza do gospodarki. Kiedy skończył się boom konsumpcyjny nakręcany przez bankowe kredyty, ceny nieruchomości poszybowały w dół. „Tygrys stracił zęby” – pokpiwano.

Długotrwałe zaciskanie pasa

Od końca 2007 r. Łotwa traciła zaufanie inwestorów. Agencje ratingowe Moody’s Fitch i Standard&Poor’s obniżały ocenę wiarygodności kredytowej kraju. Pod koniec 2008 r. rząd nie był już w stanie finansować swoich zobowiązań i musiał zwrócić się o pomoc do instytucji międzynarodowych. A w lutym tego roku Standard&Poor’s zrównała w swojej ocenie łotewskie obligacje skarbowe z papierami spekulacyjnymi.

Osłabienie waluty mogło podratować słabnący potencjał gospodarczy. Jednak dewaluacja łata doprowadziłaby najprawdopodobniej do masowego bankructwa zarówno łotewskich przedsiębiorców, jak i osób prywatnych. W tej chwili ponad 90 proc. wszystkich kredytów denominowanych jest w euro i franku szwajcarskim. Dług łotewskich konsumentów w tych walutach wynosi około 17 mld dolarów, co odpowiada 90 proc. łotewskiego PKB. Z powodu dewaluacji natychmiastową stratę zanotowałyby także szwedzkie banki matki, które ...

Artykuł jest płatny. Aby uzyskać dostęp można:

  • zalogować się na swoje konto, jeśli wcześniej dokonano zakupu (w tym prenumeraty),
  • wykupić dostęp do pojedynczego artykułu: SMS, cena 5 zł netto (6,15 zł brutto) - kup artykuł
  • wykupić dostęp do całego wydania pisma, w którym jest ten artykuł: SMS, cena 19 zł netto (23,37 zł brutto) - kup całe wydanie,
  • zaprenumerować pismo, aby uzyskać dostęp do wydań bieżących i wszystkich archiwalnych: wejdź na aleBank.pl/sklep.

Uwaga:

  • zalogowanym użytkownikom, podczas wpisywania kodu, zakup zostanie przypisany i zapamiętany do wykorzystania w przyszłości,
  • wpisanie kodu bez zalogowania spowoduje przyznanie uprawnień dostępu do artykułu/wydania na 24 godziny (lub krócej w przypadku wyczyszczenia plików Cookies).

Komunikat dla uczestników Programu Wiedza online:

  • bezpłatny dostęp do artykułu wymaga zalogowania się na konto typu BANKOWIEC, STUDENT lub NAUCZYCIEL AKADEMICKI

Udostępnij artykuł: