Zagranica: Mity o rajach podatkowych

BANK 2013/10

Co kilka tygodni w prasie pojawiają się statystyki i raporty, które wskazują, że w wyniku istnienia rajów podatkowych krowy przestają dawać mleko, dziatki głodują, a wdowy opłakują mężów, albowiem wypływają tam biliony dolarów, których właściciele z jakichś powodów powinni być w ocenie twórców raportów zmuszeni do trzymania pieniędzy gdzie indziej. Najlepiej w krajach o wysokich podatkach i rozbudowanych systemach świadczeń socjalnych, dzięki czemu można by im te pieniądze zabrać i przekazać "ubogim", czyli administracji państwowej, która ma się zajmować redystrybucją dochodu.

Co kilka tygodni w prasie pojawiają się statystyki i raporty, które wskazują, że w wyniku istnienia rajów podatkowych krowy przestają dawać mleko, dziatki głodują, a wdowy opłakują mężów, albowiem wypływają tam biliony dolarów, których właściciele z jakichś powodów powinni być w ocenie twórców raportów zmuszeni do trzymania pieniędzy gdzie indziej. Najlepiej w krajach o wysokich podatkach i rozbudowanych systemach świadczeń socjalnych, dzięki czemu można by im te pieniądze zabrać i przekazać "ubogim", czyli administracji państwowej, która ma się zajmować redystrybucją dochodu.

Mec. Robert Nogacki – Kancelaria Prawna Skarbiec, Dr Marek Ciecierski – Profesjonalny Wywiad Gospodarczy Skarbiec Sp. z o.o.

Tak naprawdę wszystkie te przytłaczające swoją precyzją statystyki pochodzą prawie wyłącznie z jednego źródła – niewielkiej spółki z siedzibą w Anglii o nazwie Tax Justice Network Limited, która zgodnie ze sprawozdaniem finansowym w 2010 r. mogła pochwalić się 2676 funtami zysku, a w 2011 r. 13 949 funtami, a więc cały zysk tej spółki był około dwa razy niższy niż jedna średnia pensja roczna przeciętnego pracownika w Wielkiej Brytanii.

Tax Justice Network to w rzeczywistości niewielki, lewacki think tank, którego koncepcja powstała w czasie spotkania antyglobalistów (zwanych także alterglobalistami) w ramach Światowego Forum Społecznego w 2003 r. Do niedawna TJN była hobbystycznym przedsięwzięciem niewielkiej grupy emerytowanych „rewolucjonistów”, związanych kiedyś z ruchem zielonych i lewicą chrześcijańską. TJN stanowiła element uroczego i barwnego marginesu życia metapolitycznego, obok różnych anarchosyndykalistów, antycyklistów, zapatystów, ekofeministów, pacyfistów.

Jednak w latach 2009-2011, dzięki politycznemu wsparciu spin doktorów OECD, Tax Justice Network stała się główną gwiazdą światowych mediów, wyjmując ze swojego przepastnego kapelusza coraz to nowe statystyki, które charakteryzują się tym, że wszyscy je cytują, chociaż nikt nie potrafi wytłumaczyć, w jaki sposób autorzy doszli do tych wniosków. Jest to o tyle istotne, że patrząc w sprawozdania finansowe TJN, widać, że tej organizacji brakuje infrastruktury, zasobów i narzędzi, aby tworzyć swoje statystyki inaczej, niż wyjmując je z kapelusza. Nawiasem mówiąc, ciekawe jest też to, że spółka Tax Justice Network pokazuje rentowność na poziomie 2,61 proc. przychodów, a więc nie wyższym niż „zachodnie korporacje”, które tak zawzięcie krytykuje. Większość przychodów, które w 2011 r. wyniosły 533 905 funtów zjadają „koszty administracyjne”.

Osobiście uważamy, że metodologia TJN oparta jest na chiromancji, z elementami hydromancji i dafnomancji, bo trudno nam sobie wyobrazić, aby innymi metodami autorzy mogli dojść do tak precyzyjnych wniosków, w sytuacji, gdy brak jest elementarnych danych wyjściowych do dokonywania szacunków. Tym lepiej dla OECD, bo nikt nie jest w stanie skutecznie zakwestionować statystyk Tax Justice Network.

Jak jest w rzeczywistości?

Żaden rozsądny obserwator życia społeczno-politycznego i gospodarczego nie kwestionuje faktu, iż zjawiska prania pieniędzy i oszustw podatkowych to poważne wyzwania i zagrożenia współczesności. Na tyle niebezpieczne, że brytyjski premier David Cameron zaplanował w ramach przewodnictwa brytyjskiego w G-8 i szczytu ósemki najbogatszych państw (17-18 czerwca) koncentrację na walce z protekcjonizmem w handlu międzynarodowym oraz z tzw. rajami podatkowymi, jakoby najważniejszymi przyczynami wciąż trwającego kryzysu finansowego.

Istotnie, Brytyjczycy w trakcie szczytu G-8 usiłowali przekonać pozostałych partnerów do wyrażenia zgody na utworzenie jawnego, powszechnie dostępnego, globalnego rejestru firm. Miałoby to być panaceum na powszechny – ich zdaniem – proceder unikania płacenia podatków przez wielkie korporacje i ich właścicieli. W rezultacie takiego posunięcia firmy będą wiedziały, kto jest ich właścicielem, będą uiszczały podatki tam, skąd czerpią zyski i wreszcie trudno będzie im ukrywać swój majątek. Szczyt się zakończył, jest deklaracja, ale brak konkretów. Wszystkie te kroki wydają się być rozsądne, ale nieodparcie nasuwa się pytanie: co to ma wspólnego z rajami podatkowymi?

Jak postaramy się wykazać, ma, ale niewiele. Ale też nie o to chodzi w tej wielkiej globalnej grze gospodarczej. Tutaj rzecz sprowadza się do szukania winnych, bardziej wydumanych niż prawdziwych, którzy na jakiś czas odwrócą uwagę społeczeństwa od nieudolnego zarządzania państwem, od zaniechania poważnych reform gospodarczych, w tym reform podatkowych. Kryzys trwa, jego skutki będą odczuwalne jeszcze długo, obywatele są coraz bardziej zniecierpliwieni, wiele rządów dostało już od swoich wyborców żółte lub czerwone kartki.

Przyszedł czas na raje podatkowe, ale początkowo były to ataki zawoalowane. Uderzono nie w raje podatkowe jako całość, ale w wybrane cele: nazbyt dyskretne banki szwajcarskie, jak np. UBS czy Fürstenbank LGT w Liechtensteinie, nieuczciwe korporacje typu Starbuck, Amazon, podejrzanych biznesmenów i polityków. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy opinia publiczna, za pomocą populistycznych mediów, mogła się dowiedzieć, iż winnymi kryzysu są takie indywidua, jak Mitt Romney, oskarżany przez demokratów za swoje holdingi rejestrowane na Kajmanach, Jack Lew, kandydat na sekretarza skarbu USA, za utrzymywanie funduszu na tych samych Kajmanach. Winny jest Ulli ...

Artykuł jest płatny. Aby uzyskać dostęp można:

  • zalogować się na swoje konto, jeśli wcześniej dokonano zakupu (w tym prenumeraty),
  • wykupić dostęp do pojedynczego artykułu: SMS, cena 5 zł netto (6,15 zł brutto) - kup artykuł
  • wykupić dostęp do całego wydania pisma, w którym jest ten artykuł: SMS, cena 19 zł netto (23,37 zł brutto) - kup całe wydanie,
  • zaprenumerować pismo, aby uzyskać dostęp do wydań bieżących i wszystkich archiwalnych: wejdź na aleBank.pl/sklep.

Uwaga:

  • zalogowanym użytkownikom, podczas wpisywania kodu, zakup zostanie przypisany i zapamiętany do wykorzystania w przyszłości,
  • wpisanie kodu bez zalogowania spowoduje przyznanie uprawnień dostępu do artykułu/wydania na 24 godziny (lub krócej w przypadku wyczyszczenia plików Cookies).

Komunikat dla uczestników Programu Wiedza online:

  • bezpłatny dostęp do artykułu wymaga zalogowania się na konto typu BANKOWIEC, STUDENT lub NAUCZYCIEL AKADEMICKI

Udostępnij artykuł: