Zagranica: Przegląd wydarzeń

BANK 2016/09

Stress testy coraz bardziej optymistyczne Europejski Nadzór Finansowy przetestował po raz kolejny kryzysową odporność banków. Tym razem pod lupę wzięto tych 51, które poprzednim razem wypadły nie najlepiej bądź tylko poprawnie. Skoncentrowano się na ogólnej ocenie. Wynika z niej, że generalnie banki europejskie podniosły już na tyle kapitał własny i poradziły sobie z toksycznymi aktywami i złymi kredytami, iż powinny przetrwać bez problemu kolejny kryzys podobny do tego z lat 2007-2008.

Stress testy coraz bardziej optymistyczne Europejski Nadzór Finansowy przetestował po raz kolejny kryzysową odporność banków. Tym razem pod lupę wzięto tych 51, które poprzednim razem wypadły nie najlepiej bądź tylko poprawnie. Skoncentrowano się na ogólnej ocenie. Wynika z niej, że generalnie banki europejskie podniosły już na tyle kapitał własny i poradziły sobie z toksycznymi aktywami i złymi kredytami, iż powinny przetrwać bez problemu kolejny kryzys podobny do tego z lat 2007-2008.

Ale czarne owce też się znalazły. Kilka banków dostało ostrzeżenia, a zupełnie poległ włoski Monte dei Paschi di Siena. Jego sytuacja finansowa jest od dłuższego czasu kiepska, a to przez nadmiar złych kredytów. Gdyby w tym roku zaczęła się założona przez scenariusz stress testów recesja, jeszcze w roku 2018 wypłacalność Monte dei Paschi byłaby ujemna (-2,44%). Musi on bardzo szybko podwyższyć swój kapitał własny o 5 mld euro i rozmawia z włoskimi bankami oraz amerykańskimi bankami inwestycyjnymi na temat pozyskania tych pieniędzy w zamian za część akcji. Żółte kartki dostały też Allied Irish Bank (wypłacalność w 2018 r. +4,31 %), austriacki Reiffeisen (+6,12 %), hiszpański Banco Popular (+ 6,13 %) oraz Bank of Ireland (+6,15 %.). Jedyny polski bank wzięty pod lupę, PKO BP, wypadł dobrze, uzyskał współczynnik wypłacalności na poziomie +11,44 proc, w sytuacji, gdy za próg bezpieczeństwa uznawane jest +7%.

Włochy mimo wszystko miną podłożoną pod europejski system bankowy?

Kiepski wynik Monte dei Paschi w stress testach wywołał ogólnoeuropejskie zainteresowanie kondycją włoskiej bankowości.

Według części analityków to właśnie z Italii może nadejść kolejny ewentualny kryzys. Włoskie banki mają gigantyczny portfel niespłaconych kredytów - 360 mld euro. Do końca tego roku może to być nawet 390 mld. Zadecydowały bardzo niskie stopy procentowe w połączeniu ze zmianami w prawie mającymi ulżyć kredytobiorcom, w efekcie czego Włosi przestają spłacać kredyty na masową skalę. Rząd planował zasilić banki pomocą rzędu 40 mld euro, ale nie uzyskał na to zgody Komisji Europejskiej. Zgodnie bowiem z zasadami unii bankowej, banki powinny ratować wypłacalność w pierwszym rzędzie z pieniędzy udziałowców i wierzycieli. Obywatele Włoch wpadli zatem w panikę, że mogą rychło stracić aż 31 mld euro z oszczędności ulokowanych w bankach. Słaba gospodarka, rozczarowanie z powodu dyktatu brukselskiego, napływ imigrantów, którzy w wyniku uszczelnienia granic wewnętrznych UE pozostają w Italii tak pogorszyły nastroje, że już prawie połowa Włochów, wzorem Brytyjczyków, opuściłaby Unię Europejską. Na szczęście kolejne referendum, tym razem w sprawie italexitu, tym razem Europie nie grozi, jako że jego rozpisanie popiera obecnie tylko co piąty Włoch

Niemniej część analityków mówi wprost - gdyby rząd brytyjski zrealizował brexit szybko, zgodnie z wezwaniami choćby szefa Komisji Europejskiej Jeana-Claude’a Junckera - zawirowania pogrążyłyby włoskie banki, a za nimi portugalskie, hiszpańskie i greckie, nawet jeśli część z nich zaliczała stress testy - mielibyśmy nowy kryzys finansowo-gospodarczy już teraz.

Banki chcą wiedzieć więcej o wojnie Komisji Europejskiej z bitcoinami

Europejskie Zrzeszenie Banków (EBA) domaga się od Komisji Europejskiej szczegółów planu walki z praniem brudnych pieniędzy przy wymianie walut cyfrowych oraz portfeli bitcoinowych. Objęcie transakcji bitcoinowych dyrektywą AML o walce z praniem brudnych pieniędzy ma je uczynić przejrzystszymi i zlikwidować anonimowość obrotu, z której chętnie mają korzystać terroryści i przestępcy. Przeciwnicy twierdzą, że te sprawy już zostały uregulowane w prawodawstwach krajowych, a dodatkowe regulacje europejskie tylko zagmatwają i utrudnią transakcje. EBA uważa z kolei, że pomysł Komisji idzie w dobrym kierunku, jednak trzeba uszczegółowić przepisy dotyczące zbierania danych o uczestnikach transakcji. Istotne jest też, czy nadzór nad transakcjami w walutach cyfrowych będzie sprawowany na podstawie ogólnounijnej licencji czy schematu rejestracji obrotu. W drugim przypadku każde państwo unijne mogłoby przyjąć odmienny schemat działania. Dlatego potrzebna byłaby chociaż wykładnia, jak mają wyglądać krajowe przepisy rejestracyjne. Generalnie EBA uważa, że to krajowe instytucje nadzorcze powinny mieć prawo nakładania kar na serwisy transakcyjne za niezgodne z przepisami działania. Chce też, by mogła wyrazić swoją ostateczną aprobatę nie w styczniu przyszłego roku, a w styczniu 2018 r. Dzięki temu byłoby więcej czasu na refleksję nad nowymi przepisami i przygotowanie się państw członkowskich do ich wdrożenia.

Rumunia nową zieloną wyspą UE

W II kw. roku liderem wzrostu gospodarczego w Unii Europejskiej została Rumunia ze wskaźnikiem rocznego wzrostu rzędu 5,9%, przy średniej unijnej 1,6%. Drugie miejsce zajęli Słowacy z wynikiem 3,7%, trzecie Hiszpanie - 3,2%. Sukces Rumunii eksperci wiążą z wprowadzonymi od tego roku zmianami podatkowymi, notabene oprotestowanymi przez Komisję Europejską i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. VAT zmniejszono w Rumunii dość radykalnie - z 24% do 20%, drobni przedsiębiorcy płacą tylko 3% podatku dochodowego, przy czym pułap obrotów, poniżej którego uzyskuje się status mikroprzedsiębiorstwa podniesiono z 60 tys. do 100 tys. euro.

Walka o schedę po City

Jeszcze nie przebrzmiały echa brytyjskiego referendum, a już wybuchła mała wojna podjazdowa między Francją a Niemcami o to, gdzie ulokuje się nowe centrum europejskich i światowych finansów, gdy londyńskie City znajdzie się poza granicami Europy. Większość instytucji finansowych mających siedzibę w Londynie już od dawna bowiem zapowiada, że przeniesie się w przypadku realizacji brexitu na kontynent. Związek banków niemieckich wprost zażądał od Angeli Merkel, by rząd federalny zaangażował się mocno w lansowanie Frankfurtu nad Menem. Zdaniem niemieckich bankowców - polityków z Berlina praktycznie nie słychać w sytuacji, gdy władze francuskie mocno lobbują za Paryżem. Niemieccy bankowcy żądają ułatwień prawnych i finansowych, by zachęcić zagraniczne banki do przeprowadzki nad Men. Podobno największe obawy budzi niemieckie prawo pracy, które jest tak restrykcyjne, że, jak mawia się w światku bankowym: "łatwiej uzyskać eksmisję żony z domu niż zwolnić pracownika". A przeniesienie centrum finansów do Frankfurtu nad Menem stworzyłoby ogromną liczbę nowych miejsc pracy, nie mówiąc już o potężnym zastrzyku inwestycyjno-finansowym. Władze niemieckie odpowiadają, że jeśli chodzi o przepisy i podatki, sytuacja i tak wygląda lepiej niż we Francji, a generalnie trzeba postępować dyskretnie i z wyczuciem, bo rząd federalny musi mieć na względzie także interesy innych strategicznych sektorów niemieckiej gospodarki, jak choćby samochodowego, których interesy w Wielkiej Brytanii są zagrożone przez brexit.

Bufor bezpieczeństwa dla interesów w Estonii

Unijne banki inwestujące w Estonii otrzymały zalecenie stworzenia bufora bezpieczeństwa kapitałowego w wysokości 1% już zaangażowanego kapitału. Zalecenie nie jest wiążące, ale to odpowiedź europejskich władz bankowych na wniosek banku centralnego Estonii. Ten zaś chce bufora bezpieczeństwa, by uchronić lokalny system bankowy od ewentualnego krachu w przypadku powrotu kryzysu do Europy.

 

Udostępnij artykuł:

Zagranica: Przegląd wydarzeń

BANK 2016/07-08

lead

lead

PierwszyAkapit

DrugiAkapit

TrzeciAkapit

CzwartyAkapit

PiatyAkapit

SzostyAkapitOrazKolejne

 

Udostępnij artykuł:

Zagranica: Przegląd wydarzeń

BANK 2016/04

Trzymajcie się z daleka od rosyjskich obligacji. Taką sugestię wystosowały wobec banków zgodnie: amerykański Departament Stanu i Unia Europejska. Chodzi o pierwszą od zajęcia Krymu emisję euroobligacji przez rząd rosyjski. Kreml zaplanował pozyskać za pomocą 10-letnich obligacji około 3 mld euro. Jednak władze amerykańskie i UE doszły do wniosku, że pieniądze te mogą być wykorzystane na rozwój rosyjskiego potencjału zbrojeniowego. Amerykańskie banki postanowiły nie narażać się administracji, dlatego w komplecie postanowiły nie korzystać z oferty Kremla. Groźba działań administracji amerykańskiej na rzecz obniżenia wiarygodności "nieposłusznych" instytucji finansowych zrobiła swoje. Część banków europejskich też postanowiła trzymać się z daleka od rosyjskich obligacji, część waha się. Sprawa pokazała przy okazji, jak nieprecyzyjnie określone są sankcje UE wobec Rosji za zajęcie Krymu i agresję na wschodnią Ukrainę. Nie uwzględniono w nich zakazu kupowania rosyjskich obligacji, dlatego naciski na europejskie banki mają raczej nieformalny charakter.

Trzymajcie się z daleka od rosyjskich obligacji. Taką sugestię wystosowały wobec banków zgodnie: amerykański Departament Stanu i Unia Europejska. Chodzi o pierwszą od zajęcia Krymu emisję euroobligacji przez rząd rosyjski. Kreml zaplanował pozyskać za pomocą 10-letnich obligacji około 3 mld euro. Jednak władze amerykańskie i UE doszły do wniosku, że pieniądze te mogą być wykorzystane na rozwój rosyjskiego potencjału zbrojeniowego. Amerykańskie banki postanowiły nie narażać się administracji, dlatego w komplecie postanowiły nie korzystać z oferty Kremla. Groźba działań administracji amerykańskiej na rzecz obniżenia wiarygodności "nieposłusznych" instytucji finansowych zrobiła swoje. Część banków europejskich też postanowiła trzymać się z daleka od rosyjskich obligacji, część waha się. Sprawa pokazała przy okazji, jak nieprecyzyjnie określone są sankcje UE wobec Rosji za zajęcie Krymu i agresję na wschodnią Ukrainę. Nie uwzględniono w nich zakazu kupowania rosyjskich obligacji, dlatego naciski na europejskie banki mają raczej nieformalny charakter.

Obligacje państwowe jednak ryzykowne? Do takiego wniosku doszła Komisja Europejska i zamierza jeszcze w tym półroczu zaproponować regulacje, które uznają obligacje państwowe za papiery ryzykowne i banki, które je nabyły, powinny zabezpieczyć je na kapitale własnym. Od czasu kryzysu finansowego groźba niewypłacalności części państw strefy euro stała się realna.

W dodatku KE wszczęła też wstępne śledztwo na temat bankowej zmowy kartelowej w obrocie obligacjami posiadającymi gwarancje państwowe. Chodzi głównie o zmowę cenową przy sprzedaży obligacji emitowanych przez Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju oraz niemieckie landy. Na tym etapie śledztwa Komisja Europejska nie ujawniła, o jakie banki chodzi.

Bank Anglii szykuje "tratwę ratunkową". Co prawda w sondażach powoli zaczęli zyskiwać przewagę zwolennicy pozostania Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej, jednak prawdopodobieństwo, że w referendum 23 czerwca górę wezmą zwolennicy wyjścia z niej, jest wciąż duże. Dlatego, by zapobiec gwałtownym perturbacjom na brytyjskich rynkach finansowych, Bank Anglii przygotował specjalną finansową "tratwę ratunkową". Banki i inne instytucje finansowe, bojące się utraty płynności, mogą zwrócić się do niego o dodatkowy zastrzyk finansowy. Przewidziano trzy terminy na uzyskanie finansowego wsparcia: 14, 21 i 28 czerwca. Analitycy przestrzegają eurosceptyków, że wyjście z UE może kosztować Wielką Brytanię, do 2020 r., 100 mld funtów i blisko milion utraconych miejsc pracy. Strat tych nie powetuje nawet zawarcie przez rząd brytyjski dwustronnych umów handlowych z członkami UE

bank.2016.04.foto.137.a.400xBrytyjskie sfery gospodarcze podzielone w sprawie Brexitu. Londyński "The Times" opublikował list otwarty 200 najwyższych rangą przedstawicieli brytyjskiego biznesu, ostrzegający przed negatywnymi konsekwencjami ekonomicznymi wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Wśród sygnatariuszy listu są prezesi 36 ze 100 największych brytyjskich spółek. Ważnym sygnałem dla biznesu było lekkie załamanie kursu funta po tym, jak wpływowy burmistrz Londynu Boris Johnson ogłosił, że angażuje się na rzecz Brexitu. Z punktu widzenia zwykłego obywatela Brexit nie byłby odczuwalny od razu dla obydwu stron - Londyn nie jest w strefie euro, zachował kontrole graniczne. Co więcej, wyjście Brytyjczyków mogłoby doprowadzić do wyraźnego podziału na dwie Unie dwóch różnych prędkości - z perspektywą wyjścia tych krajów, które nie wprowadziły euro. Ale jednocześnie scementowałoby strefę euro - która mogłaby stać się tą "Unią właściwą", jeszcze bardziej zintegrowaną politycznie i gospodarczo. Ta "Eurounia" byłaby w stanie rzucić wyzwanie Londynowi jako światowemu centrum finansowemu i związać ręce City i brytyjskim bankom, choćby poprzez zapanowanie nad transakcjami w euro i narzucanie w nich własnych reguł. A to już oznaczałoby ogromne straty finansowe dla brytyjskiej gospodarki, z perspektywą głębokiej recesji włącznie.

Kolejny kryzys lada chwila? Tak przynajmniej przewiduje główny strateg Société Générale Albert Edwards. Według niego zapalnikiem nowego kryzysu może być krach Deutsche Banku, który spędza sen z powiek ekonomistów na świecie już od pewnego czasu. Przy aktywach rzędu 2,5 biliona euro zanotował w zeszłym roku 6,7 mld euro straty. Mówi się, że jego zaangażowanie w derywaty i inne ryzykowne przedsięwzięcia może sięgać wysokości 12-letniego PKB Niemiec, nałożono też na DB kary za łamanie międzynarodowych sankcji i udział w praniu brudnych pieniędzy, agencje ratingowe szacują go bardzo nisko. Zdaniem Edwardsa - DB straszy z Europy, z Ameryki z kolei straszy niezbyt stabilna pozycja dolara i brak zaufania obywateli do elit polityczno-biznesowych. Ewentualny nowy kryzys byłby na początku pełną powtórką lat 2008-2009, a dalej ma być już tylko gorzej - prorokuje Edwards. Z kolei ekonomiści Royal Bank of Scotland zalecają swoim klientom wyprzedaż wszystkich walorów, z wyjątkiem najlepszych obligacji, a analitycy JP Morgan zalecają wyzbywanie się akcji. Jednak szef eurogrupy Jeroen Dijsselbloem oraz szef Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi cały czas próbują wylewać oliwę na wzburzone fale, zapewniając, że banki w strefie euro dzięki wdrażaniu zasad unii bankowej i przeprowadzanym restrukturyzacjom są zdrowsze i mocniejsze niż kilka lat temu. W drugiej połowie lutego zresztą te banki, które prezentowały się najsłabiej, zostały poddane przez EBC kolejnym stresstestom z odporności na kryzys.

Unijne ograniczenia zarobków bankowców - w większości na papierze. Według danych Europejskiego Nadzoru Bankowego narzucone przez UE ograniczenia zarobków czołowych bankowców są bardzo zręcznie omijane przez instytucje finansowe. Dlatego w 2014 r. liczba top menedżerów bankowych zarabiających ponad milion euro rocznie wzrosła aż o 22 proc. - do 3685. Bardzo ciekawa sytuacja wytworzyła się w londyńskim City, największym europejskim centrum finansowym. Formalnie zarobki spadły tam o 16 proc. Ale uwzględniwszy zmiany kursu funta do euro - wzrosły o 40 proc! Generalnie ograniczenia unijne dotyczą zmniejszenia wysokości bonusów i innych niestałych składników wynagrodzenia, zależnych od wyników finansowych, co ma zniechęcić menedżerów do spekulacyjnych działań, mogących w konsekwencji zagrozić wypłacalności banków. Rady nadzorcze zadecydowały zatem, że menedżerowie będą dostawać wyższe płace zasadnicze.

Unia bezgotówkowa? W ciągu 10 lat materialny pieniądz, czyli banknoty i monety, zniknie z obiegu, przekonywali szefowie największych banków inwestycyjnych na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. W użyciu będą tylko elektroniczne kanały płatności. Ma to zapobiec fałszowaniu pieniędzy, napadom na banki, rabunkom z bankomatów, praniu brudnych pieniędzy etc. Pomysł zrodził się wśród skandynawskich bankowców, ale zyskał dość powszechne poparcie w świecie bankowym, m.in. szefostwa PayPal czy dyrektora zarządzającego Międzynarodowego Funduszu Walutowego Christine Lagarde. Cieszy się również branża ubezpieczeniowa - transakcje bezgotówkowe pozwolą jej stworzyć kompletne bazy danych potencjalnych klientów i tworzenie na ich podstawie polis dedykowanych dla określonych wąskich grup ubezpieczonych. A jednocześnie korzystniejszych dla samych towarzystw ubezpieczeniowych. Dwa tygodnie później szefowie resortów finansów UE wezwali Komisję Europejską, by razem z Europejskim Bankiem Centralnym stworzyła mechanizm wycofania z obiegu banknotów euro o wysokim nominale, szczególnie 500 euro. To z kolei miałby być sposób na uporanie się z nielegalnymi transakcjami gotówkowymi. KE obiecała, że we współpracy z EBC i Europolem opracuje do kwietnia raport na temat przepływu pieniędzy i zaproponuje rozwiązania mające doprowadzić do przejęcia kontroli nad walorami, którymi obracają terroryści i przestępcy, włączywszy w to obrót dziełami sztuki i transakcje w walutach wirtualnych. Obydwie te informacje wywołały prawdziwą burzę w Austrii. O ile jeszcze pozbycie się wysokich nominałów znalazło zrozumienie, o tyle perspektywa rezygnacji z gotówki w ogóle spotkała się z ogromnym sprzeciwem społecznym. Austriacka Partia Ludowa zaproponowała nawet wpisanie do konstytucji prawa do posługiwania się gotówką. Sprzeciwili się tylko socjaldemokraci, wszystkie partie nielewicowe poparły pomysł. Padły przy tym ważkie argumenty: gotówka pozwala zwykłym ludziom lepiej kontrolować wydatki i unikać wpadania w spiralę zadłużenia. Poza tym daje wolność wyboru transakcji i gwarantuje anonimowość przy wielu płatnościach. Transakcje bezgotówkowe oznaczają w praktyce totalną inwigilację obywatela. Sprawę zachowania obrotu gotówkowego Austria zamierza postawić na forum unijnym.

Europa wesprze budowę Gazociągu Anatolijskiego. Europejski Bank Inwestycyjny zamierza wyasygnować miliard euro na budowę TANAP, jak w skrócie nazywa się gazociąg prowadzący z Azerbejdżanu do Turcji. EBI część pieniędzy wyłoży w postaci kredytu dla tureckiego udziałowca Botas, a część jako kredyt bezpośrednio na budowę gazociągu. Wypłaty mają być zatwierdzone w kwietniu, a uruchomione w sierpniu. Budowa ma zakończyć się planowo w 2020 r., ale dwa lata wcześniej Turcy będą już mogli otrzymać pierwsze dostawy gazu z TANAP. Docelowo Turcja będzie odbierała 6 mld metrów sześciennych gazu rocznie, a 10 mld popłynie do Europy Południowej, gdy TANAP zostanie połączony z TAP, czyli Gazociągiem Transadriatyckim. Udziałowcem większościowym TANAP jest azerski koncern państwowy SOCAR, pozostałe pakiety akcji mają turecki Botas i BP.

 

Udostępnij artykuł:

Zagranica: Przegląd wydarzeń

BANK 2016/01

W gospodarce UE wreszcie drgnęło. Według Banku Światowego wzrost unijnej gospodarki, liczonej jako całość, wyniósł w roku 2015 dwa procent. Tendencja ma utrzymać się w roku 2016, Bank Światowy prognozuje 2,1 proc. wzrostu. Czynnikami wzrostu są spadek cen surowców, rosnący optymizm w europejskim biznesie oraz luźna polityka fiskalna. Dzięki trwałemu wzrostowi zmniejszyć się ma w zjednoczonej Europie skala ubóstwa, która wzrosła po 2008 r. z powodu kryzysu gospodarczego. Z kolei jako czynniki ryzyka Bank Światowy wymienia: możliwe zawirowania geopolityczne, zmienność zachowań inwestorów na rynkach finansowych oraz wciąż dość niską stopę inwestycji

W gospodarce UE wreszcie drgnęło. Według Banku Światowego wzrost unijnej gospodarki, liczonej jako całość, wyniósł w roku 2015 dwa procent. Tendencja ma utrzymać się w roku 2016, Bank Światowy prognozuje 2,1 proc. wzrostu. Czynnikami wzrostu są spadek cen surowców, rosnący optymizm w europejskim biznesie oraz luźna polityka fiskalna. Dzięki trwałemu wzrostowi zmniejszyć się ma w zjednoczonej Europie skala ubóstwa, która wzrosła po 2008 r. z powodu kryzysu gospodarczego. Z kolei jako czynniki ryzyka Bank Światowy wymienia: możliwe zawirowania geopolityczne, zmienność zachowań inwestorów na rynkach finansowych oraz wciąż dość niską stopę inwestycji

Komisja Europejska chce zbudować prawdziwy wspólny rynek finansowy.

Komisja Europejska prowadzi trzymiesięczny okres konsultacji i na wiosnę zamierza ogłosić plan działań w kierunku usunięcia barier ograniczających korzystanie z usług finansowych za granicą kraju członkowskiego, czyli w innych krajach UE. Do tej pory jedynie 3 proc. mieszkańców Unii skorzystało z usług finansowych w innych krajach członkowskich, a tylko 1 proc. wzięło tam kredyt. W całej operacji nie chodzi o totalne ujednolicenie rynku finansowego, bo ze względu na różnice siły nabywczej obywateli w różnych krajach członkowskich - nie jest to możliwe. Stworzenie zachęt do skorzystania z oferty finansowej w innym kraju UE ma generalnie doprowadzić do spadku kosztów usług finansowych. W starej Unii sporo niższe jest na przykład oprocentowanie kredytów hipotecznych niż w Polsce, na Węgrzech, w Bułgarii czy Rumunii. Odwrotnie jest natomiast z ubezpieczeniami samochodów - szczególnie wysokie kwoty płacą Włosi. Ogromne różnice między poszczególnymi krajami utrzymują się też w kosztach posiadania karty kredytowej. Komisja Europejska chce przynajmniej spłaszczyć te koszty.

Pazerny eurodeputowany.

48 godzin spędził w szwajcarskim areszcie 62-letni czeski eurodeputowany z ramienia komunistów - Miloslav Ransdorf. W towarzystwie trzech Słowaków wszedł do oddziału Zuercher Kantonalbank i usiłował wypłacić... 350 mln franków. Ponieważ pracownicy banku wykryli rozbieżności w dokumentach przedstawionych przez przybyłych - wezwali policję. Ransdorf i dwaj Słowacy zostali po serii przesłuchań zwolnieni, trzeci ze Słowaków trafił do aresztu śledczego pod zarzutem posługiwania się fałszywymi pełnomocnictwami. Lider czeskich komunistów Vojtech Filip zaprzeczył, jakoby Ransdorf, od 11 lat europarlamentarzysta, wykonywał "zadanie partyjne". Według Filipa, być może Ransdorf próbował dobrać się do szwajcarskich kont czeskich Żydów, zamordowanych w holocauście. Konta te, jeśli nie zgłosili się legalni spadkobiercy, w dalszym ciągu istnieją w szwajcarskich bankach z adnotacją "brak wieści o właścicielu".

Niemiecki fiskus kontroluje konta bankowe.

Od 1 stycznia niemieckie banki są ustawowo zobowiązane do zbierania danych każdego posiadacza konta dla celów fiskalnych. Każdy, kto otwiera nowe konto, musi podać, w którym kraju ma rezydencję podatkową oraz udostępnić bankowi swój NIP. Dane klientów, którzy mają już konta, będą zbierane przy okazji dokonywania operacji. Od 1 stycznia 2017 r. niemieckie władze podatkowe będą już dysponowały tym zbiorem danych oraz będą automatycznie informowane przez banki o każdym nowym kliencie. Chodzi tu o uszczelnienie systemu podatkowego i zapobieżenie praniu brudnych pieniędzy. Niemieckie regulacje są zgodne z regulacjami o wymianie danych bankowych między krajami członkowskimi UE.

Rekordowy rok banków inwestycyjnych.

W 2015 r. banki inwestycyjne pobiły transakcyjny rekord - 5 bln dolarów. To o blisko 200 mld dolarów więcej niż w dotychczas najtłustszym, przedkryzysowym roku 2007. Połowa największych fuzji i przejęć, które zostały przygotowane i nadzorowane przez banki inwestycyjne, miała miejsce w Stanach Zjednoczonych. Również amerykańskie banki przodują w przeprowadzaniu takich operacji. Goldman Sachs zarobił na nich 2,6 mld dolarów, JP Morgan - 1,9 mld, a Morgan Sachs - 1,6 mld. Najwięcej fuzji i przejęć było w sektorach farmaceutycznym i technologicznym. "Transakcją roku 2015" okrzyknięto zakup przez potentata farmaceutycznego - Pfizera koncernu Allergan za 160 mld dolarów.

Finansowa ofensywa Chińczyków.

Mimo spowolnienia wzrostu gospodarczego Chiny rozpoczęły prawdziwą ofensywę inwestycyjną na świecie. Przeprowadziły swój zamysł sztandarowy, czyli utworzenie Banku Rozwoju dla Azji. Zostały także przyjęte jako 65 członek Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. Otrzymały co prawda symboliczny udział członkowski: 0,1 proc., ale Chińczycy nie kryją, że chcą odgrywać równie kluczową rolę jak dotychczas - europejscy założyciele EBOiR. Tym bardziej że bank inwestuje także w Azji Środkowej i na Bliskim Wschodzie - a te rejony bardzo mocno weszły w orbitę zainteresowania Chin.

Komisja Europejska wstrzymuje dochodzenie w sprawie derywatów.

Po dwóch latach Komisja Europejska wstrzymała dochodzenie przeciwko 13 największym bankom inwestycyjnym, którym zarzucała stworzenie kartelu obracającego derywatami poprzez własne platformy transakcyjne, a nie przez znacznie bardziej przejrzyste operacje giełdowe. W czasach kryzysu banki inwestycyjne zarobiły na derywatach ogromne pieniądze. Teraz Komisja Europejska uznała jednak, że zebrała zbyt mało dowodów, by podtrzymać zarzuty o zmowie banków.

Ograniczenie bonusów bankowców - także w małych bankach.

Europejski nadzór bankowy chce, by ograniczenia dotyczące zarobków i bonusów najwyższych menedżerów obowiązywały także w małych bankach. Właśnie system bonusów miał skłaniać menedżerów bankowych do ryzykownych operacji, co skończyło się najpierw kryzysem finansowym, a w konsekwencji - także kryzysem gospodarczym. Europejski nadzór bankowy uważa, że w stosowaniu obostrzeń nie powinno być żadnych wyjątków. Małe banki bronią się, argumentując, że nie mają takich możliwości podnoszenia pensji podstawowych jak wielkie instytucje finansowe, zatem tylko bonusy mogą skłonić menedżerów bankowych, by pracowali w niewielkich bankach.

 

Udostępnij artykuł:

Zagranica: Przegląd wydarzeń

BANK 2015/04

Europejczyk, Chińczyk - dwa bratanki. Biznes to biznes, dlatego największe potęgi gospodarcze Unii Europejskiej: Wielka Brytania, Niemcy i Francja postanowiły dołączyć do chińskiej inicjatywy: AIIB, czyli Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych.

Europejczyk, Chińczyk - dwa bratanki. Biznes to biznes, dlatego największe potęgi gospodarcze Unii Europejskiej: Wielka Brytania, Niemcy i Francja postanowiły dołączyć do chińskiej inicjatywy: AIIB, czyli Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych.

Opracował Jacek Biernacki - dział zagraniczny "Panoramy" TVP2

Władze w Pekinie stworzyły AIIB w październiku ubiegłego roku, zapraszając inne kraje do udziału w bardzo sprytny sposób: oferując status członka założyciela. I do tej pory akces zgłosiło już ponad 30 państw, w tym druga obok Chin azjatycka potęga: Indie. Bank ma mieć kapitał założycielski 100 mld dolarów i inwestować w azjatycką infrastrukturę: przede wszystkim w transport, energetykę i telekomunikację. Szacuje się, że w tych dziedzinach potrzeby inwestycyjne Azji wynoszą aż 8 bilionów dolarów, a zatem to biznes pewny i długofalowy.

Chińczycy nie ukrywali, że AIIB miałby stać się swoistą konkurencją dla Banku Światowego, Międzynarodowego Funduszu Walutowego czy Azjatyckiego Banku Rozwoju. Dlatego powstanie AIIB bardzo chłodno przyjęli Amerykanie, obawiający się w dodatku, że nowa inicjatywa ugruntuje chińską dominację ekonomiczną w Azji. Innych to nie odstrasza: przystąpienie zadeklarowali także Włosi oraz Australijczycy. Ci ostatni, by nie robić przykrości Waszyngtonowi, ogłosili jednak, że ostateczną decyzję podejmą wtedy, gdy działania i procedury AIIB spełnią zasady przejrzystości. Na razie Chińczycy zrezygnowali z prawa weta przy podejmowaniu decyzji w AIIB, co zachęciło europejskie potęgi do włączenia się w prace nowej instytucji bankowej. Przy okazji słynny amerykański portal Huffington Post zakpił sobie z niezaradności polityczno-propagandowej ekipy Baracka Obamy, która przestarzałymi metodami - przejazdem kolumny pancernej - chce umacniać swoje wpływy w Europie Środkowej i uśmierzać antyrosyjskie obawy. Chińczycy, zdaniem lewicującego Huffington Post stosują bardziej nowoczesne i wyrafinowane sposoby - utrzymują dobre układy z Kremlem i jednocześnie kupują sobie przychylność Europy perspektywą zyskownej ekspansji kapitałowej w Azji.

Tańsze transakcje kartami płatniczymi w Europie coraz bliżej. Parlament Europejski przegłosował obniżenie interchange od transakcji kartami płatniczymi. Nowe przepisy wejdą w życie prawdopodobnie w maju. W transakcjach zagranicznych opłata spadnie do 0,2 proc. dla kart debetowych i 0,3 proc. dla kart kredytowych. W transakcjach na rynku wewnętrznym przez pięć lat poszczególne kraje członkowskie mogą jeszcze zezwolić na naliczanie opłaty w wysokości 0,2 proc. średniej wszystkich transakcji na wewnętrznym rynku. Potem ma to być sztywno 0,2 proc każdej transakcji albo najwyżej 5 eurocentów za transakcję. Ograniczenia nie będą dotyczyć kart płatniczych biznesowych, a karty American Express i Diners zostaną objęte nowymi przepisami za trzy lata. Polska już od 1 lipca ubiegłego roku wprowadziła limity opłat od transakcji: 0,2 proc. dla kart debetowych i 0,3 proc. dla kart kredytowych. Oblicza się, że z tytułu opłat interchange handlowcy detaliczni w Europie oddawali bankom 10 mld euro rocznie, odbijając to sobie podwyższeniem ceny towaru. Teraz, dzięki nowym limitom, będą to tylko 4 mld. Brukselscy urzędnicy liczą, że wpłynie to na delikatny spadek cen oraz zachęci tych sprzedawców towarów i usług, którzy dotąd przyjmowali od klientów tylko gotówkę i przelewy - do wprowadzenia transakcji kartami.

Pierwszy bank islamski w Niemczech. BaFin, czyli niemiecki odpowiednik polskiej Komisji Nadzoru Finansowego, wydał pierwsze zezwolenie na działalność w Niemczech banku kierującego się prawami szariatu. To Kuveyt Turk Bank ze Stambułu - instytucja turecka z dominującym udziałem kapitału kuwejckiego. Bank liczy na znalezienie licznych klientów wśród 4,5-milionowej mniejszości muzułmańskiej w Niemczech (wśród której dominują Turcy). Z badań opinii publicznej wynika, że co piąty muzułmanin najchętniej korzystałby z usług banków islamskich. Kierują się one inną filozofią: ponieważ prawo islamskie (szariat) zabrania lichwy, a za taką uważa każde pożyczanie na procent i ściąganie odsetek od kredytu, podstawą działalności jest inwestowanie pieniędzy klientów, by przyniosły zyski i bankowi, i im. Ale inwestowanie rozsądne i bezpieczne, by zysk zawsze był, nawet nieduży. Dlatego po kryzysie sektora bankowego w Europie i Stanach Zjednoczonych oraz spektakularnych upadłościach - banki islamskie zaczęły wyrabiać sobie renomę bardziej społecznie odpowiedzialnych i godnych zaufania. Działają już one w Wielkiej Brytanii (nawet Lloyd’s utworzył pion bankowości islamskiej), Francji i Hiszpanii. Instytucje kierujące się prawem szariatu planują ekspansję w całej Europie, korzystając z tego, że na podstawie licencji wydanej w jednym kraju Unii Europejskiej można zakładać przedstawicielstwa w innych. Głównym klientem pozostaną oczywiście wyznawcy Mahometa, ale banki islamskie nie kryją ambicji pozyskiwania klientów niemuzułmanów, kusząc ich stabilnością i niewielkim, ale jednak pewnym zyskiem. Pojawiają się wszakże głosy sceptyczne, wyrażające obawy, czy islamska ekspansja finansowa nie będzie aby powiązana z polityczną ofensywą muzułmańskich radykałów w Europie.

Za trzy lata definitywny koniec bezpiecznego azylu Europejczyków w szwajcarskich bankach.

Unia Europejska i Szwajcaria zawarły ostateczne porozumienie o szczegółach wymiany danych bankowych dla celów podatkowych. Musi jednak być ono jeszcze formalnie podpisane, a także ratyfikowane przez szwajcarski parlament oraz kraje członkowskie UE. Procedura wymaga czasu, dlatego w praktyce automatyczna wymiana informacji o klientach banków między Szwajcarią a 28 państwami członkowskimi UE zacznie się w 2018 r. Jednak już od 2017 r. szwajcarskie banki będą gromadzić dane o klientach z obszaru Unii Europejskiej, takie jak: nazwa firmy lub personalia posiadacza konta, numer identyfikacji podatkowej, wszystkie rodzaje wpływów i wydatków z konta, a także saldo. Banki będą przekazywać te dane władzom Szwajcarii, a te przekażą je władzom państw członkowskich Unii. Podobnie postępować będą państwa UE w przypadku, gdy jakiś Szwajcar ulokuje swoje finanse na terenie Unii. Umowa to ostateczne zwycięstwo państw unijnych w ściganiu tych ich obywateli, którzy - by uniknąć podatków - przenosili swoje aktywa do Szwajcarii.

Nowy komisarz finansów bardziej przychylny sektorowi bankowemu. Brytyjczyk Jonathan Hill, który objął stanowisko komisarza ds. finansów w ekipie Jeana-Claude’a Junckera, jawi się jako przeciwnik nadmiernej regulacji sektora bankowego. Jego zdaniem, po wybuchu kryzysu pewne działania regulacyjne wydawały się zrozumiałe, ale on w czasie swoich pięciu lat urzędowania nie zamierza dokładać zbyt wielu nowych przepisów. Co więcej, zamierza wziąć pod lupę część już wprowadzonych dyrektyw bankowych, czy nie złamały zasady równowagi pomiędzy zapobieżeniem ryzykownym działaniom a koniecznością zapewnienia stabilności sektora bankowego i wzrostu gospodarczego. Dla Jonathana Hilla priorytety ekonomiczne to: wzrost i nowe miejsca pracy. A sektor bankowy ma pomóc to osiągnąć. Dlatego - jak uważa - dla zminimalizowania ryzyka upadłości trzeba zrobić wszystko, by małe banki nie ponosiły proporcjonalnie takich samych obciążeń finansowych, jak wielkie instytucje bankowe.

Na razie koniec stress testów. W tym roku nie będzie już stress testów dla europejskich banków - ogłosili szefowie EBA, czyli Europejskiego Nadzoru Bankowego. Zamiast tego będzie tylko kontrola przejrzystości, podobna do tej z roku 2013. Największe europejskie banki będą musiały przedstawić szczegóły dotyczące swoich bilansów i zaangażowania kapitałowego. EBA uznała, że zeszłoroczne stress testy zmusiły banki do podniesienia zasobów kapitału własnego do w miarę bezpiecznego poziomu. EBA chce im też dać trochę więcej czasu na uzupełnienie występujących jeszcze gdzieniegdzie luk kapitałowych. Ale w roku przyszłym zamierza jednak powiedzieć: "sprawdzam" i przeprowadzić kolejne stress testy.

 

Udostępnij artykuł:

Zagranica: Przegląd wydarzeń

BANK 2014/12

Europejskie banki będą płacić podatki w krajach, w których działają. Ma to zapobiegać przenoszeniu zysków do państw, gdzie opodatkowanie jest niższe. Odchodzący członkowie Komisji Europejskiej uważają, że nowe zasady płacenia podatków nie osłabią kondycji finansowej banków. Decyzja ta to pokłosie "afery luksemburskiej", gdy okazało się, ze ponad 300 wielkich firm, w tym banków, wynegocjowało z rządem Luksemburga poufne umowy, gwarantujące im płacenie niższych podatków w tym kraju.

Europejskie banki będą płacić podatki w krajach, w których działają. Ma to zapobiegać przenoszeniu zysków do państw, gdzie opodatkowanie jest niższe. Odchodzący członkowie Komisji Europejskiej uważają, że nowe zasady płacenia podatków nie osłabią kondycji finansowej banków. Decyzja ta to pokłosie "afery luksemburskiej", gdy okazało się, ze ponad 300 wielkich firm, w tym banków, wynegocjowało z rządem Luksemburga poufne umowy, gwarantujące im płacenie niższych podatków w tym kraju.

Opracował Jacek Biernacki - dział zagraniczny "Panoramy" TVP2

Walka o osłabienie amerykańskich regulacji bankowych.

Unia Europejska zamierza ostro walczyć podczas negocjacji na temat umowy o wolnym handlu ze Stanami Zjednoczonymi o to, by europejskie banki, działające na rynku amerykańskim lub na niego wchodzące, nie były obciążane amerykańskimi regulacjami powyżej tego, co absolutnie niezbędne, gdyż zmieni to w sposób niekorzystny rynkowe warunki ich działania. Podobno część krajów Unii wręcz zażądała od Komisji, by przyjęła twardy kurs w negocjacjach i nie rzucała ręcznika na ring wcześniej, niż będzie to absolutnie jedynym wyjściem.

Taka postawa irytuje nawet niezależnych amerykańskich ekspertów. Ich zdaniem, Europejczykom przydałyby się twardsze regulacje bankowe, gdyż banki z Europy są słabsze rynkowo. Tymczasem żąda się dla nich furtki do obejścia amerykańskiego prawa, by zaistniały na tamtejszym rynku. W tej sytuacji postawa negocjacyjna administracji amerykańskiej może być równie twarda.

Europejski Bank Centralny rządzi!

Formalnie od listopada przejął nadzór nad blisko 130 największymi bankami Eurolandu. Dominująca pozycja EBC i wspólny fundusz pozwalający na kontrolowany upadek banków uważane są przez brukselskich urzędników za największe osiągnięcia unii bankowej. Nie brakuje jednak głosów krytycznych. Ponieważ Wielka Brytania jest poza strefą euro, również poza systemem kontrolowanej likwidacji banków pozostaje w praktyce główne centrum finansowe Europy - Londyn. Pojawiają się też obawy, czy europejski nadzór bankowy i fundusz kontrolowanej upadłości rzeczywiście wystarczą, by - w razie nowych kłopotów - zapanować nad sytuacją w największych bankach Eurolandu.

Niemcy formalnie zatwierdziły unię bankową.

Bez specjalnego szumu medialnego, największa potęga gospodarcza Unii Europejskiej zatwierdziła unię bankową. Jednocześnie, skoro uprawnienia w zakresie nadzoru bankowego i kontroli rynków finansowych oraz pieniądza przeszły na Europejski Bank Centralny i Europejski Nadzór Bankowy, w Niemczech rozgorzała dyskusja na temat przyszłości Bundesbanku. Według skrajnych opinii, cała struktura przestała być potrzebna, skoro dotychczasowe kompetencje przeszły na organy Eurolandu. Słychać nawet głosy, by Bundesbank albo całkowicie zlikwidować, albo zostawić tyko prezesa, dać mu gabinet, sekretarkę, komórkę i laptopa z dostępem do internetu. To ma wystarczyć, by reprezentować interesy Niemiec wobec Europejskiego Banku Centralnego. Na razie jednak, według koncepcji Angeli Merkel, urzędnicy Bundesbanku mają wspomagać instytucje Eurolandu w kwestiach emisji pieniądza i nadzoru nad rynkami finansowymi. A niemiecka komisja nadzoru finansowego pozostanie i będzie sprawować pieczę nad 2 tys. małych instytucji finansowych: kasami oszczędnościowymi i bankami spółdzielczymi.

Europejskie banki też odczuły sankcje przeciwko Rosji.

Zdaniem wiedeńskiego instytutu zajmującego się analizą porównawczą gospodarek różnych krajów świata - sankcje przeciwko Rosji dotknęły nie tylko reżim Putina, ale także europejskie banki. Szczególnie odczuwalne jest odebranie rosyjskim bankom możliwości zaciągania na Zachodzie kredytów dłuższych niż 30-dniowe. Banki europejskie, głównie z Francji, Austrii i Włoch, a także banki amerykańskie ponoszą z tego powodu wymierne straty finansowe. W przypadku Francji może to być nawet 50 mld, a Austrii 20 mld dolarów.

Brytyjczycy kapitulują w sprawie bonusów dla bankowców.

Wielka Brytania wycofała, złożoną w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości, skargę przeciwko Unii Europejskiej. Przypomnijmy, że Brytyjczycy zaskarżyli tam decyzję o ograniczeniu bonusów dla bankowców, podjętą przez Komisję Europejską po wybuchu kryzysu. Zdaniem Brukseli, wysokie bonusy od zysków zachęcały menedżerów bankowych do prowadzenia ryzykownych operacji, które zbyt często kończyły się klapą i wpędzały sektor bankowy w tarapaty finansowe. Brytyjczycy oponowali, bo bali się, że bankowcy i ich banki uciekną z londyńskiego City - dziś czołowego centrum finansowego w skali światowej - do krajów, gdzie restrykcji płacowych nie ma. W Wielkiej Brytanii pojawiły się pomysły na "salomonowe rozwiązanie". Zamiast ograniczać bonusy konkretnym bankowcom, należy wprowadzić górne limity dla banków, a one w ramach tego limitu niech już dowolnie dzielą pieniądze między swoich menedżerów.

 

Udostępnij artykuł:

Zagranica: Przegląd wydarzeń

BANK 2014/11

Znów kary za zmowy kartelowe. JP Morgan, UBS i Credit Suisse to kolejne banki ukarane przez Komisję Europejską za zmowy kartelowe. Tym razem jednak suma nie jest drastycznie wysoka - kara wynosi łącznie 94 mln euro. Według KE JP Morgan uczestniczył w latach 2008-2009 w manipulacjach wskaźnikiem LIBOR dla franka szwajcarskiego. Zapłaci za to ponad 61,5 mln euro (wliczono już 20 proc. rabatu za współpracę z KE w czasie dochodzenia). Wszystkie trzy ukarane banki w 2007 r. manipulowały ceną instrumentów pochodnych denominowanych we frankach szwajcarskich.

Znów kary za zmowy kartelowe. JP Morgan, UBS i Credit Suisse to kolejne banki ukarane przez Komisję Europejską za zmowy kartelowe. Tym razem jednak suma nie jest drastycznie wysoka - kara wynosi łącznie 94 mln euro. Według KE JP Morgan uczestniczył w latach 2008-2009 w manipulacjach wskaźnikiem LIBOR dla franka szwajcarskiego. Zapłaci za to ponad 61,5 mln euro (wliczono już 20 proc. rabatu za współpracę z KE w czasie dochodzenia). Wszystkie trzy ukarane banki w 2007 r. manipulowały ceną instrumentów pochodnych denominowanych we frankach szwajcarskich.

Od kogo i po ile na fundusz upadłościowy. Wielkość i ponoszone ryzyko - te czynniki mają, według decyzji Komisji Europejskiej, wpływać na wysokość wkładu banku do unijnego funduszu upadłościowego o docelowej wysokości 55 mld euro. Banki najmniejsze i kasy oszczędnościowe będą płacić ryczałty w wysokości od 1000 do 50 tys. euro rocznie. Zdaniem KE, małe instytucje finansowe, z bilansem rocznym poniżej miliarda euro, zwykle nie zajmują się ryzykownymi przedsięwzięciami, zatem niewielkie są szanse, by miały korzystać z pieniędzy przeznaczonych na kontrolowaną upadłość. Natomiast największe banki sfinansują lwią część funduszu - i dlatego, że dysponują największymi aktywami, i dlatego, że skłonność do ryzyka jest w nich największa. Fundusz upadłościowy ma zapobiegać w przyszłości znanym z pierwszych lat obecnego kryzysu sytuacjom, gdy miliardy z pieniędzy podatników szły na utrzymanie przy życiu wielu dużych i znanych instytucji bankowych w Europie - by ich upadek nie doprowadził do zapaści całego unijnego systemu finansowego.

Rosyjskie banki zaskarżają unijne sankcje w Strasburgu. Sbierbank, WTB i WEB zdecydowały się złożyć w T rybunale Sprawiedliwości w Luksemburgu wniosek o uchylenie unijnych sank cji. UE nałożyła restrykcje 1 sierpnia w odwecie za rosyjsk ą agresję na Ukrainie. Objęły one łącznie 5 rosyjskich banków - wstępnie na rok z możliwością rewizji po 3 miesiącach. Jednak filie ukaranych banków w krajach unijnych zostały wyłączone spod sankcji (o ile nie działają bezpośrednio na zlecenie spółek matek.)

Rosjanie zaskarżają sankcje, ale jednocześnie twierdzą, że przy niskim zadłużeniu państwa i 400 mld dolarów rezerw finansowych są dług o w stanie podtrzymywać objęte restrykcjami firmy - i tym samym minimalizować skuteczność sankcji.

Żegnaj tajemnico bankowa. Unijni ministrowie finansów zatwierdzili zmiany w dyrektywie z 2011 r. o współpracy administracyjnej w dziedzinie podatkowej, faktycznie likwidujące tajemnicę bankową w krajach UE. Banki krajów członkowskich będą zobowiązane przekazywać automatycznie dane o kontach klientów służbom podatkowym krajów członkowskich. Innymi słowy - konto w Luksemburgu nie będzie już poza zasięgiem np. polskiego fiskusa. Nowe zmiany mają wejść w życie od 2017 r. Tylko Austria wynegocjowała sobie roczny okres przejściowy (do 2018 r.) na udoskonalenie systemu wymiany danych bankowych. Nowe regulacje mają na celu zapobieżenie unikaniu płacenia podatków przez obywateli krajów UE. Według szacunków, co roku z tego powodu kraje unijne tracą ok oło biliona euro.

 

Udostępnij artykuł:

Zagranica: Przegląd wydarzeń

BANK 2014/07-08

Rosyjsko-chińska odpowiedź ratingowa. Rosja i Chiny porozumiały się w sprawie stworzenia wspólnej agencji ratingowej, która rozpocznie działalność od oceny rosyjsko-chińskich projektów inwestycyjnych - poinformował rosyjski minister finansów Anton Siłuanow. Podkreślił podczas podróży do Chin, że agencja powstanie na bazie istniejących już instytucji. - Chcemy, aby ratingi były apolityczne - podkreślił Siłuanow w oświadczeniu wysłanym przez jego biuro prasowe. To kolejny w ostatnim czasie przykład wzmacniania współpracy między Moskwą a Pekinem. W drugiej połowie maja podpisano kontrakt na dostawy rosyjskiego gazu do Chin.

Rosyjsko-chińska odpowiedź ratingowa. Rosja i Chiny porozumiały się w sprawie stworzenia wspólnej agencji ratingowej, która rozpocznie działalność od oceny rosyjsko-chińskich projektów inwestycyjnych - poinformował rosyjski minister finansów Anton Siłuanow. Podkreślił podczas podróży do Chin, że agencja powstanie na bazie istniejących już instytucji. - Chcemy, aby ratingi były apolityczne - podkreślił Siłuanow w oświadczeniu wysłanym przez jego biuro prasowe. To kolejny w ostatnim czasie przykład wzmacniania współpracy między Moskwą a Pekinem. W drugiej połowie maja podpisano kontrakt na dostawy rosyjskiego gazu do Chin.

Opracowali: Jacek Biernacki (JB) i Anna Waśkiewicz (AW)
- dział zagraniczny "Panoramy" TVP2

Pod koniec kwietnia agencja ratingowa Standard and Poor’s obniżyła, po raz pierwszy od ponad pięciu lat, rating Rosji z poziomu BBB do BBB minus, tłumacząc swą decyzję rosnącym napięciem w stosunkach rosyjsko-ukraińskich. Zaniepokojeni zagraniczni inwestorzy wycofali w pierwszym kwartale 2014 r. z Rosji około 70 mld dolarów, więcej niż w całym 2013 r. Według Banku Światowego w 2014 r. inwestorzy mogą wycofać z Rosji łącznie 150 mld dolarów. Standard and Poor’s przypomina, że gospodarka rosyjska w ub.r. wzrosła tylko o 1,3 proc. MFW prognozuje, że w tym roku wzrost PKB Rosji wyniesie zaledwie 0,2 proc. (AW)

Londyn nie zapłaci.

"The Times" informuje, że Komisja Europejska oczekuje podwyższenia podatków w Wielkiej Brytanii. Według gazety, zasugerowała ona nowy podatek gruntowy i od nieruchomości, rezygnację ze sztandarowej reformy zasiłków, wyższe nakłady na opiekę nad dziećmi oraz dofinansowanie społecznego sektora mieszkaniowego zamiast wspierania prywatnego rynku nieruchomości. Kanclerz skarbu George Osborne oświadczył, że Komisja ma rację, iż Europa musi dołożyć więcej starań, aby uzyskać wzrost gospodarczy. Ale właśnie dlatego Wielka Brytania nie odstąpi od swego długoterminowego planu redukcji deficytu państwa, tworzenia miejsc pracy, obniżania podatku dochodowego oraz kontrolowania zasiłków i imigracji. Jeden z konserwatywnych posłów, cytowany przez gazetę, uznał postulaty Komisji za szlachetne, ale dodał: "jeśli chcą nam mówić, jak mamy wydawać własne pieniądze, to niech staną do wyborów". Inny poseł przypomniał, że "Komisja przyczyniła się do bankructwa strefy euro i do najbardziej antyunijnego wyniku eurowyborów w historii".

"The Times" dodaje, że Bruksela nie zmieniła swego myślenia nawet w obliczu tej porażki. Komisja chce zwiększyć tegoroczny budżet o 4,73 mld euro na pomoc w tworzeniu miejsc pracy, na rozwój gospodarczy i dla Ukrainy. Bruksela chce uzyskać ponad 2 mld euro w formie dodatkowych składek. Argumentuje, że Londyn sam głosował za zwiększeniem pomocy dla bezrobotnej młodzieży i dla Kijowa. Brytyjskie ministerstwo skarbu uważa jednak, że te sumy powinno się wygospodarować z obecnego budżetu, o którego zamrożenie tak usilnie zabiegał rząd w Londynie. Zapowiedziało, że wspólnie z innymi państwami Wielka Brytania będzie naciskać na dochowanie wywalczonej przez premiera Davida Camerona dyscypliny finansowej w budżecie Komisji Europejskiej. (AW)

Uczciwy jak Włoch.

Niesamowita pointa napadu na jeden z banków w Mediolanie - złodziej obiecał, że odda zrabowaną sumę 6500 euro i ku zaskoczeniu wszystkich dotrzymuje słowa. Niedawno odesłał do banku pierwszą ratę - 500 euro. Włoskie media poinformowały, że dyrektor banku nie mógł uwierzyć własnym oczom, gdy otworzył przysłaną pocztą kopertę z banknotami i notatką: "to pierwsza rata". Szybko jednak przesyłkę skojarzył z wydarzeniami w swojej filii sprzed kilku miesięcy. Do oddziału wszedł wówczas mężczyzna w średnim wieku, który miał trzymać w kieszeni spodni przedmiot w kształcie pistoletu, krzycząc zażądał od kasjera wydania pieniędzy i zanim ktokolwiek zareagował, uciekł z sumą 6500 euro. Zainstalowane w banku kamery zarejestrowały słowa, które wypowiedział, gdy zatrzymał się na chwilę przed opuszczeniem banku: "ja nie jestem typem, który okrada ludzi, nigdy tego nie zrobiłem". Obiecał jeszcze, że odda pieniądze, jakby była to jedynie pożyczka.

Policja i prokuratura prowadzą dochodzenie w sprawie napadu na mediolański bank i poszukują sprawcy. Przyznają, że nie jest to proste, gdyż wszystko wskazuje na to, że nie był on dotychczas znany wymiarowi sprawiedliwości. Teraz pojawiły się nowe znaki zapytania - czy sprawca odda całą sumę, a jeśli tak, to w jakich ratach i kiedy. Nie wiadomo jednak, czy ewentualny zwrot łupu zostanie potraktowany jako okoliczność łagodząca w przypadku jego zatrzymania. (AW)

Szwajcarskie banki nie takie solidne.

Francuska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie genewskiego HSBC Private Bank. Zarzuca mu namówienie ok. 3000 francuskich klientów do ukrywania kont przed urzędem podatkowym. Wymiar sprawiedliwości we Francji podejrzewa, że w ten sposób fiskus stracił ok. 4 mld dolarów.

"HSBC Private Bank ukrywał źródła przepływów pieniężnych i organizował pranie brudnych pieniędzy. Pozwalało to tysiącom jego klientów skutecznie ukrywać majątek przed francuską administracją podatkową" - zaznaczali prowadzący dochodzenie sędziowie Renaud Van Ruymbeke oraz Charlotte Bilger. "Bank dawał swoim klientom do dyspozycji konta offshore zakładane pod nazwą zagranicznych firm i zachęcał do ukrywania na nich środków finansowych".

Wszystko wydało się w 2008 r., gdy 26 grudnia jeden z pracowników banku, 39-letni informatyk Herve Falciani, wręczył francuskim władzom podatkowym kilkadziesiąt gigabajtów tajnych informacji, wśród których były dane francuskich klientów HSBC z lat 2005-2006.Sprawę ujawnił wówczas francuski "Le Parisien". Dzięki temu francuski wymiar sprawiedliwości sporządził listę ok. 3000 nazwisk potencjalnych oszustów podatkowych. Znaleźli się na niej zarówno klienci już rozliczeni z francuskim urzędem podatkowym z tytułu posiadania konta w Szwajcarii, jak i ci, którzy takie konto ukrywali. Francuski minister ds. budżetu Eric Woerth ogłosił wówczas, że podatkowi grzesznicy mają czas do końca roku, by dojść do porozumienia z francuskim fiskusem. W tej drugiej grupie znalazł się Antoine Francisci, były bankier i właściciel kasyna w Paryżu, który przyznał się do założenia konta w Szwajcarii "w celu lokowania tam środków, których nie chciał zgłaszać urzędowi podatkowemu". Dzięki HSBC zarobił ok. 10 mln euro. Zameldowany od 2009 r. w Szwajcarii Antoine Francisci zapewnia, iż rozliczył się już z francuskim fiskusem. Twierdzi, że musiał zapłacić 2 mln euro kary. Dyrekcja HSBC odmawia komentarza. W ostatnim oświadczeniu w tej sprawie z 2009 r. bank dementował doniesienia o swoim udziale w podobnym procederze i potępił uchylanie się od płacenia podatków w jakiejkolwiek formie. (AW)

Litewska mennica wybiła pierwsze narodowe monety o nominale 1 euro.

Do strefy euro Litwa ma przystąpić 1 stycznia 2015 r. - To historyczny dzień. Litwa wkracza do wspólnej europejskiej przestrzeni walutowej - powiedział premier Algirdas Butkeviczius, który zainaugurował, wspólnie z prezesem zarządu Banku Litwy Vitasem Vasiliauskasem, wybijanie euro na Litwie.

Zgodnie z przyjętą zasadą, monety euro we wszystkich krajach eurolandu mają wspólny rewers i narodowy awers. Na awersie litewskich monet euro jest Pogoń - godło Litwy. Masowe bicie euro w tym kraju rozpocznie się po formalnym ogłoszeniu decyzji Unii Europejskiej w sprawie zmiany litewskiej waluty. Szacuje się, że Litwa będzie potrzebowała około 370 mln monet euro. Komisja Europejska przed kilkoma tygodniami uznała, że spełnia ona tzw. kryteria konwergencji i jako termin przyjęcia wspólnej waluty zaproponowała 1 stycznia 2015 r. Ostateczna decyzja zapadnie podczas unijnego szczytu 26-27 czerwca oraz po wydaniu opinii przez Parlament Europejski. Wyniki ostatniego Eurobarometru wskazują, że wśród Litwinów rośnie optymizm w sprawie przyjęcia euro. Odsetek popierających wprowadzenie w ich kraju europejskiej waluty wyniósł w kwietniu 46 proc., czyli o 5 punktów proc. więcej niż w tym samym okresie rok wcześniej. Przeciwko było 48 proc. badanych, czyli o 6 punktów proc. mniej niż rok temu. Sześć procent respondentów nie miało zdania. Litwa, która przystąpiła do Unii Europejskiej w maju 2004 r., ubiegała się o przyjęcie do strefy euro w 2007 r., jednak KE uznała wówczas, że nie pozwala na to inflacja nieznacznie przekraczająca dopuszczalny limit. Będzie 19. państwem z euro. Wspólną walutę mają już pozostałe dwa kraje bałtyckie. (AW)

Urlop za bitcoiny.

Znane internetowe biuro podróży, Expedia, zaczyna przyjmować opłaty w wirtualnej walucie bitcoin. Firmy należące do grupy Expedia Inc. obsługują przeszło 70 punktów sprzedaży w ponad 55 krajach na całym świecie. - Expedia jest w wyjątkowej sytuacji i jako jedno z wiodących biur turystycznych, szuka rozwiązania umożliwiającego planowanie podroży i rezerwacji, tak dla klientów, jak i partnerów, poprzez przyjęcie najnowszych technologii przy realizowaniu płatności - mówi Michael Gulmann, wiceprezes Global Expedia Produkt. Forma płatności walutą wirtualną staje się coraz popularniejsza, ale obserwatorzy ciągle przypominają, że kurs bitcoina jest niestabilny. Na razie jest to eksperyment, ograniczony do płacenia tylko za hotele i wyłącznie w Stanach Zjednoczonych. Jeśli nowa forma płatności przyjmie się, Expedia rozszerzy ją także na pozostałe usługi. Firma podaje, że ze względu na wahania kursu będzie na bieżąco wymieniać bitcoiny na dolary. Pakiet usług oferowanych przez nią obejmuje podróże firmowe i wypoczynkowe, zarówno klasy ekonomicznej, jak i luksusowej. Jest ona największym na świecie usługodawcą rezerwacji hotelowych, udostępniającym miejsca w ponad 100 tys. hotelach na prawie wszystkich kontynentach oraz umożliwiającym korzystanie z setek linii lotniczych, biur podróży, wypożyczalni samochodowych, a także usług świadczonych w miejscu wypoczynku.

Według szacunków obecnie około 60 tys. internetowych firm i sklepów przyjmuje bitcoiny. Waluta ta robi się coraz modniejsza, ale analitycy przestrzegają przed zbytnim entuzjazmem, jeśli chodzi o inwestycje - można dużo zarobić, ale też dużo stracić. (AW)

Wojna o BNP Paribas zniweczy chwilowo Unię Transatlantycką?

Unia Europejska i Stany Zjednoczone planowały połączyć siły w ramach Unii Transatlantyckiej, by sprostać konkurencji ze strony Chin, Indii i Rosji. Tymczasem zamiast uzgadniać szczegóły tworzenia - Waszyngton i Bruksela pokłóciły się w sprawie BNP Paribas. Amerykanie twierdzą, że francuski gigant omijał sankcje nałożone na Iran i chcą go ukarać aż 16 mld dolarów grzywny. Rozwścieczyło to władze francuskie, które podkreślają, że BNP Paribas jest jedną z kluczowych instytucji finansowych całej strefy euro. Tak wysoka kara może zdestabilizować nie tylko sytuację finansową Francji, ale i całego eurolandu. Francuski prezydent Francois Hollande interweniował u Baracka Obamy oraz naciskał na unijną dyplomację, by wzięła w obronę bank. Ponieważ Obama odmówił interwencji, podkreślając, że nie może ingerować w suwerenne decyzje wymiaru sprawiedliwości, Francuzi zagrozili zawetowaniem prac nad Unią Transatlantycką. Część ekspertów uważa, że 16 mld dolarów to suma wyjściowa do negocjacji nad wysokością kary. Sam BNP Paribas proponował, że może zapłacić miliard. Nieoficjalnie mówi się, że Waszyngton może zgodzić się na 10 mld dolarów, co i tak pochłonęłoby prawie cały dochód banku przed opodatkowaniem za ubiegły rok. W ostatnich kilku miesiącach Stany Zjednoczone nałożyły wiele wysokich kar na europejskie banki, nie tylko pod zarzutem omijania sankcji, ale też manipulowania stopami procentowymi oraz ułatwiania prania brudnych pieniędzy.

Doszło do tego, że do prowadzonych stress testów 128 największych banków unijnych Europejski Bank Centralny zamierza dołączyć sprawdzenie ich odporności na działanie w warunkach kryzysowych przy jednoczesnym obciążeniu bilansu potencjalną karą nałożoną przez władze amerykańskie. (JB)

Europejskie banki zbyt tłuste.

Za duże banki, zbyt wielka koncentracja w sektorze - taką diagnozę na temat europejskiej bankowości postawili w specjalnym raporcie członkowie Rady ds. Ryzyka Europejskiej Komisji do Spraw Ryzyk Systemowych - jednego z ciał nadzorczych Unii Europejskiej, kontrolujących rynki finansowe. Wśród autorów raportu są przewodniczący Komisji, ekonomista Marco Pagano, wiceszefowa Bundesbanku Claudia Buch i naukowiec z Instytutu Maxa Plancka Martin Hellwig. Ich zdaniem europejskie banki osiągnęły już takie rozmiary, że ich wpływ na wzrost gospodarczy w Europie jest prawie żaden, a lada chwila może okazać się negatywny. Aktywa europejskich banków wzrosły już do 234 proc. PKB całej Unii. W Japonii ten stosunek wynosi 193 proc., w Stanach Zjednoczonych tylko 145 proc.

W dodatku gęsta sieć powiązań i zależności pomiędzy samymi bankami oraz między bankami a państwami jest już tak gęsta, że ewentualne ich ratowanie przez władze staje się niemożliwe - i to może doprowadzić do kolejnych fal kryzysu. Lekarstwem może być tutaj wprowadzany przez UE wspólny nadzór bankowy, ale to nie musi wcale wystarczyć. Potrzebne są kolejne przepisy - odchudzające banki, uniemożliwiające im ryzykowne operacje i zmuszające do prowadzenia tradycyjnej polityki kredytowej. Nie mówiąc już o tym, że należy zmusić banki do jeszcze większego odkładania kapitału własnego i zakazać im dalszej koncentracji. (JB)

Pieniądze na naukę i innowacje.

Komisja Europejska oraz Europejski Bank Inwestycyjny łączą siły, by wesprzeć badania naukowe i projekty innowacyjne w gospodarce. Program ten nazwano "Innofin - Fundusze Unijne dla Innowatorów". Ma on zawierać tak bezpośrednie pożyczki dla przedsiębiorstw, jak i gwarancje dla instytucji finansowych gotowych udzielać kredytów na badania naukowe i przedsięwzięcia innowacyjne, a także usługi doradcze. Jego budżet liczy 48 mld euro, połowa tych środków winna być wydana w ciągu najbliższych siedmiu lat. Oprócz dużych koncernów na równych prawach beneficjentami systemu mają być też małe i średnie przedsiębiorstwa. Komisji Europejskiej chodzi nie tylko o pobudzenie wzrostu gospodarczego, ale też o zachęcenie unijnych przedsiębiorstw do większych inwestycje w nowe technologie i usługi, bo pod względem innowacyjności unijna gospodarka, mimo ogłaszania w ostatnich dwóch dekadach różnych inicjatyw, wciąż pozostaje w tyle za amerykańską. (JB)

Obniżony rating europejskich banków.

Agencja ratingowa Moody’s obniżyła rating aż 105 banków z Unii Europejskiej, Norwegii i Liechtensteinu. 81 z nich zasłużyło na notę "negatywny", 2 na zmianę z "pozytywnego" na "stabilny". Wśród nich jest m.in. 12 banków niemieckich, 10 francuskich i 8 austriackich. Moody’s nie kryje, że na zmianę oceny wpłynęły nowe regulacje dotyczące kontrolowanej upadłości banków, w tym przeniesienie ciężaru strat na udziałowców i wierzycieli banków. (JB)

Płace po londyńsku.

Na najlepsze płace w sektorze mogą liczyć pracownicy największych banków inwestycyjnych w Londynie. Są one średnio o 37 proc. wyższe niż w mniejszych instytucjach finansowych. Dyrektor zarządzający może liczyć średnio na 275 tys. funtów pensji zasadniczej i 400 tys. funtów w postaci bonusów. Dla dyrektorów niższego szczebla jest to odpowiednio: 170 tys. funtów i 192 tys. funtów. Według unijnych statystyk w Londynie pracuje aż 2188 menedżerów bankowych z dochodami rocznymi powyżej miliona euro. Dla porównania - we Francji jest ich tylko 117, a w Niemczech - 100. (JB)

Ile kosztuje wspólny europejski nadzór bankowy?

260 mln euro - tyle ma kosztować rocznie wspólny europejski nadzór bankowy - oszacował Europejski Bank Centralny. Nowe ciało nadzorcze ma zatrudniać około 800 osób - koszty osobowe mają stanowić 60 proc. budżetu. Kolejne 30 proc. pójdzie na podróże, zaplecze informatyczne i doradztwo zewnętrzne. Pozostała część budżetu nadzoru finansowego to koszt wynajmu pomieszczeń biurowych we Frankfurcie nad Menem.

Europejski nadzór finansowy ma być finansowany ze składek wpłacanych przez banki. 128 największych banków strefy euro, które będą non stop nadzorowane przez komisję EBC, będzie zobowiązanych do wnoszenia wkładu finansowego w wysokości od 700 tys. do 2 mln euro. Pozostałych 5800 mniejszych banków, kas oszczędnościowych itp. ma płacić od 2 do 7 tys. euro. Owe mniejsze instytucje będą na bieżąco kontrolowane przez władze swoich państw, ECB będzie miał w tym przypadku uprawnienia wyższej instancji kontrolnej. (JB)

Syryjski bank zdjęty z czarnej listy instytucji objętych sankcjami.

Unijny sąd pierwszej instancji w Luksemburgu usunął Syryjski Międzynarodowy Bank Islamski (SIIB) z listy objętych sankcjami instytucji mających powiązania z reżimem Baszara Assada. Sąd nie dopatrzył się w transakcjach obsługiwanych przez SIIB ryzyka, że mogłyby to być pieniądze władz syryjskich. Co prawda SIIB prowadził operacje dla osób mających także konta w dwóch innych bankach objętych sankcjami, ale to, zdaniem sądu, nie jest jeszcze powód, by decydować o umieszczeniu SIIB na czarnej liście. Nie ma też dowodów, by bank obsługiwał osoby odpowiedzialne za masakrę ludności cywilnej w Syrii.

Komisja Europejska wpisała SIIB na listę instytucji objętych sankcjami, w tym zamrożeniem aktywów, podejrzewając, że bank działa jako przykrywka dla operacji również objętych sankcjami: Banku Handlowego Syrii (CBS) oraz Syryjsko-Libańskiego Banku Handlowego. SIIB jest spółką syryjsko-katarską. (JB)

Hiszpania zwraca Unii pieniądze.

Rząd hiszpański rozpoczął zwracanie przed czasem pożyczki unijnej wziętej dwa lata temu na ratowanie upadającego tamtejszego sektora bankowego. Jak podkreśliły władze w Madrycie - hiszpańska gospodarka jest już w stanie udźwignąć ciężar zobowiązań. Pierwsza rata spłaty wynosi 1,3 mld euro. UE obiecała Hiszpanii pomoc w wysokości do 100 mld euro, władze hiszpańskie w praktyce wykorzystały 40 mld. (JB)

Unijne pieniądze na albańską obwodnicę.

Europejski Bank Inwestycyjny pożyczył Albanii 18 mln euro na budowę blisko 30-kilometrowej obwodnicy miasta Vlora. Nowa trasa jest istotna dla tworzenia Paneuropejskiego Korytarza Transportowego numer VIII. EBI sfinansuje tą pożyczką 35 proc. wartości inwestycji, resztę rząd albański dołoży z budżetu, pieniędzy z funduszów przedakcesyjnych oraz linii kredytowej w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju. Obwodnica ma zwiększyć przepustowość komunikacyjną wokół Vlory. (JB)

Udostępnij artykuł:

Zagranica: Przegląd wydarzeń

BANK 2014/06

Wielka Brytania miliarderami stoi. Na Wyspach Brytyjskich liczba miliarderów wzrosła w tym roku do ponad stu. Według "Sunday Timesa", Wielka Brytania ma najwyższy odsetek krezusów na świecie, a Londyn to ich światowa stolica. Nad Tamizą mieszka aż 72 miliarderów, w Moskwie - 48, w Nowym Jorku - 43, w San Francisco - 42, w Los Angeles - 38, w Hongkongu - 34. W Wielkiej Brytanii społeczne nasycenie miliarderami jest największe na świecie. Jeden bogacz przypada tam na 607 tys. mieszkańców, podczas gdyw USA - jeden na około milion Amerykanów.

Wielka Brytania miliarderami stoi. Na Wyspach Brytyjskich liczba miliarderów wzrosła w tym roku do ponad stu. Według "Sunday Timesa", Wielka Brytania ma najwyższy odsetek krezusów na świecie, a Londyn to ich światowa stolica. Nad Tamizą mieszka aż 72 miliarderów, w Moskwie - 48, w Nowym Jorku - 43, w San Francisco - 42, w Los Angeles - 38, w Hongkongu - 34. W Wielkiej Brytanii społeczne nasycenie miliarderami jest największe na świecie. Jeden bogacz przypada tam na 607 tys. mieszkańców, podczas gdyw USA - jeden na około milion Amerykanów.

Opracowała ANNA WflSKIEWICZ - dział zagraniczny "Panoramy" TVP2

Londyn zyskał miano finansowego środka świata, bo położony jest na styku stref czasu, milionerzy mogą tu uzyskać najlepszą poradę finansową, dokonać transakcji, reżim podatkowy jest dla nich łagodny, więc czują się tu bezpieczni. Wśród najbogatszych dominują obcokrajowcy. Pierwsze miejsce zajęli urodzeni w Indiach bracia Srichand i Gopichand Hindu- ja. Należąca do nich Hinduja Group to jeden z największych globalnych konglomeratów, zatrudnia 70 tys. ludzi. Fortunę obu braci, którzy w Londynie osiedli w 1979 r., szacuje się na 11,9 mld funtów. Właściciel klubu piłkarskiego Chelsea Roman Abramowicz z piątej pozycji listy londyńskich miliarderów spadł na miejsce dziewiąte. Pierwszy na liście Brytyjczyk - książę Westminste- ru - jest dopiero dziesiąty.

"Sunday Times" tak radzi, jak zostać miliarderem czy choćby milionerem: Znajdźcie niszowy produkt albo usługę i postarajcie sięje szybko wdrożyć, zanim pojawią się rywale,gotowi połknąć wasz rynek.

Mniejsze podatki we Francji. Socjalistyczny rząd zapowiedział, że zniesie podatek od dochodu dla 3 min obywateli. W2010r. 17 min Francuzów płaciło podatek od dochodu, trzy lata później aż 20 min. Zdaniem premiera Manuela Vallsa, nadmierne podatki zabijają konkurencyjność francuskiej gospodarki. Zniesieniem podatku od dochodu zostanie objętych 1,8 min gospodarstw domowych o najniższych dochodach, czyli ok. 3 min osób. To zdecydowanie więcej niż zapowiadane jeszcze tydzień wcześniej 650 tys. - Po konsultacji z prezydentem oraz ministrem ds. budżetu, doszliśmy do wniosku, że należy uczynić większy krok w kierunku obywateli, by pokazać że rząd dotrzymuje swoich zobowiązań - tłumaczył premier Republiki Francuskiej. W przyszłym roku podatku nie zapłacą osoby o zarobkach na poziomie krajowej płacy minimalnej, czyli nieprzekraczających 14 tys. euro rocznie dla osoby samotnej, 28 tys. dla rodziny dwuosobowej czy 38 tys. dla rodziny z trojgiem dzieci. Ponadto rząd zamierza obniżyć podatki emerytom. Tym samym w przypadku emerytur do 1200 euro miesięcznie podatek dochodowy spadnie z 1000 do ok. 300 euro na rok. Nowe ulgi podatkowe będą kosztować skarb państwa około miliard euro rocznie. Kwota ta ma zostać sfinansowana dzięki bardziej skutecznej walce z oszustwami podatkowymi. Choć obietnica wpisuje się w zapowiadaną przez rząd politykę zmniejszenia obciążeń podatkowych, komentatorzy nie zostawiają na niej suchej nitki, wskazując na jej wyborczy kontekst. Rząd ogłosił swa decyzję zaledwie tydzień przed wyborami do europarlamentu. Nie jest to zresztą pierwszy taki przypadek. Były socjalistyczny premier Lionel Jospin obiecywał przed wyborami prezydenckimi w 2002 r. nowy dodatek dla bezrobotnych. Nie mniej ciekawe niż deklaracje rządu są reakcje Francuzów, z którychjedyne 40 proc. wierzy, że rząd dotrzyma słowa.

Szczodrzy Polacy... ze Szwecji. Polska społecznośćw Szwecji znacząco wspiera rodziny w kraju. Według danych, które opublikowała w Sztokholmie jedna z instytucji finansowych zajmujących się prywatnymi transferami pieniędzy w ponad 130 krajach, co roku na prywatne konta Polaków wpływa z tego kraju ponad 418 min zł. Mieszkający i pracujący w Szwecji wszyscy imigranci wysyłają co roku równowartość 1, 9 mld euro. Równa się to połowie sumy przekazywanej corocznie przez rząd szwedzki jako bezzwrotna pomoc rozwojowa dla wielu krajów świata. Podając takie liczby, autorzy raportu zastrzegają się równocześnie, iż na pewno nie udało się im uwzględnić wszystkich dokonywanych transferów gotówki.

16 proc. mieszkańców Szwecji urodziło się po zajej granicami, co stanowi 12 proc. osób pracujących oficjalnie i płacących podatki. Połowa z nich pochodzi z państw europejskich. Polacy znajdują się na drugim miejscu, jeśli chodzi o wartość sum corocznie przekazywanych do kraju pochodzenia. Wyprzedzają nas w tym tylko Irakijczycy, którzy przesyłają do ojczyzny równowartość ponad 670 min zł. Za nami natomiast są Irańczycy, wspomagający co roku swych bliskich w kraju sumą równą ponad 360 min zł.

Manipulowanie stopami procentowymi. Komisja Europejska przedstawiła zastrzeżenia trzem bankom, które są podejrzewane o udział w zmowie i manipulację stopami procentowymi w walucie euro. Chodzi o Credit Agricole, HSBC oraz JPMorgan. Komisja podejrzewa, że wymienione banki mogły wspólnie manipulować cenami instrumentów pochodnych opartych na stopach procentowych. Takie postępowanie oznacza naruszenie artykułu 101 Traktatu ofunkcjonowaniu UE, a także artykułu 53 Traktatu o Europejskim Obszarze Gospodarczym. Bruksela podkreśla, że na obecnym etapie są to jedynie zastrzeżenia, które nie przesądzają o ostatecznym wyniku postępowania. - Najbardziej szokujące w skandalach LIBOR i EURIBORjest nawet nie samo manipulowanie tymi stopami, czym zajmują się także regulatorzy rynku z całego świata, lecz fakt współpracy między bankami, które powinny ze sobą konkurować. Przez naszą decyzję chcemy pokazać, że Komisja będzie wałczyć z kartelami. Te trzy banki mają teraz szansę się bronić. Uważnie przeanalizujemy ich argumenty, zanim podejmiemy końcową decyzję - tłumaczył komisarz ds. konkurencji Joaąuin Almunia. Jeśli podejrzenia Brukseli się potwierdzą, będzie to równoznaczne z naruszeniem unijnych zasad zakazujących uczestnictwa w kartelach, atoz kolei oznacza poważne kary finansowe. W grudniu zeszłego roku Komisja Europejska ukarała już osiem europejskich i amerykańskich instytucji finansowych za manipulację kluczowymi stopami procentowymi na światowych rynkach. Wtedy rekordowa wartość kary wyniosła łącznie miliard siedemset milionów euro.

Business like usual. Bank Światowy zamierza udzielić Rosji pożyczki na sumę 868 min dolarów. Pieniądze będą przeznaczone m.in. na budowę rurociągu - takie informacje opublikował szwedzki dziennik "Svenska Dagbladet". Gazeta powołuje się na dokumenty, które świadczą o tym, że pomimo agresji na Krymie i wspierania przez Kreml terrorystów grasujących na wschodzie Ukrainy, prace dotyczące kredytu toczyły się bez zakłóceń od 24 marca br. Bank Światowy to wyspecjalizowana agencja ONZ obracająca kapitałem składającym się głównie z wpłat 188 państw członkowskich. Dla przykładu, Szwecja w 4 minionych łatach wpłaciła do jego kasy równowartość ponad miliarda dolarów. Od 1992 r. Rosja otrzymała łącznie 21 000 000 000 dolaróww pożyczkach. Wkład tego kraju do Banku Światowego w czerwcu ubiegłego roku wyniósł więcej niż 580 000 000 dolarów.

Bank Światowy działa na mocy postanowień konferencji w Bretton Woods z lipca 1944 r. Główną ideą jego powstania była chęć odbudowy zniszczonych II wojną światową krajów Europy i Japonii oraz pomocy krajom w realizacji ważnych społecznie inwestycji. W zamian wymaga się od nich pewnych działań politycznych między innymi wałki z korupcją czy demokratycznego rozwoju społeczeństw. Szwedzcy komentatorzy podkreślają, że trudno Rosję, po aneksji Półwyspu Krymskiego, przedstawiać jako kraj spełniający warunki państwa demokratycznego. Jednak wstrzymanie dla niej kolejnych pożyczek może się odbić choćby blokowaniem przez Moskwę, będącą członkiem BŚ, pomocy dla innych państw. Satu Santala, przedstawiciel krajów skandynawskich i bałtyckich w zarządzie Banku Światowego podkreśla, że zdarzają się sytuacje, w których Bank Światowy odracza pożyczki dla państw, które są w sytuacjach delikatnych politycznie i prawdopodobnie jest to również delikatna sytuacja. Rosja jest opisana jako długoterminowy "partner" Banku Światowego. Dlatego nie majeszcze żadnych decyzji w tej sprawie. Mimo to, odpowiadając na pytanie gazety, urząd szwedzkiego ministra ds. pomocy międzynarodowej stwierdził, że Bank Światowy nie może uczestniczyć w legitymizowaniu bezprawnej aneksji Krymu.

Wyrzuty sumienia? W Credit Suisse, jednym z największych szwajcarskich banków, nie wszystko funkcjonuje jak w szwajcarskim zegarku. Przyznał się, że pomagał w unikaniu płacenia podatków przez zamożnych Amerykanów, zgodził się przy tym zapłacić amerykańskiemu rządowi 2,6 mld dolarów kary. Według dziennika "Financial Times", podczas trwającego wiele łat śledztwa szwajcarski bank, delikatnie mówiąc, nie w pełni współpracował z amerykańskimi władzami. W lutym tego roku szef Credit Suisse, Amerykanin Brady Dougan, przyznał przed jedną z podkomisji Senatu, że bank naruszył przepisy podatkowe, ale winą za to obciążył nieliczną grupę pracowników Credit Suisse. Z jednego z raportów wynika jednak, że "ta nieliczna grupa" to aż 1,8 tys. pracowników, którzy byli zaangażowani w ukrycie przed amerykańskim fiskusem około 10 mld dolarów. Brady Dougan twierdził, że chodziło o ok. 7 mld dolarów. Amerykańskie władze już od dawna tropią banki, głównie szwajcarskie, które pomagają bogatym Amerykanom w procederze wywożenia zysków bez opodatkowania przez IRS. W 2009 r. inny szwajcarski bank, UBS, przyznał się, że pomógł ukryć przed amerykańskim fiskusem prawie 18 mld dolarów należących dol9 tys. obywateli USA. Ze względu na to, że szybko przyznał się do winy i w pełni współpracował z amerykańskimi władzami musiał zapłacić "jedynie" 780 min dolarów kary.

 

Udostępnij artykuł:

Zagranica: Przegląd wydarzeń – maj 2014

BANK 2014/05

Niebieska książeczka oszczędnościowa? Konto dla każdego to już byt realny. Komisja Europejska ma jednak jeszcze jeden pomysł - wprowadzenie wspólnej unijnej książeczki oszczędnościowej. Osobom wpłacającym na nią przysługiwałyby ulgi podatkowe, a nawet gwarantowana przez państwo wysokość oprocentowania. Wzorem jest istniejąca już we Francji tak zwana Livret A

Niebieska książeczka oszczędnościowa? Konto dla każdego to już byt realny. Komisja Europejska ma jednak jeszcze jeden pomysł - wprowadzenie wspólnej unijnej książeczki oszczędnościowej. Osobom wpłacającym na nią przysługiwałyby ulgi podatkowe, a nawet gwarantowana przez państwo wysokość oprocentowania. Wzorem jest istniejąca już we Francji tak zwana Livret A

Opracowali: JACEK BIERNACKI (JB) i ANNA WAŚKIEWICZ (AW)
- dział zagraniczny "Panoramy" TVP2

Książeczkę zaproponowano, Komisji uważa bowiem, że rekordowo niskie oprocentowanie wkładów bankowych zniechęca mieszkańców Unii do oszczędzania. A mają oni sporo niewykorzystanych środków finansowych. Pieniądze zyskane dzięki niebieskim książeczkom oszczędnościowym miałyby posłużyć do finansowania inwestycji publicznych - dróg, szpitali, mieszkań socjalnych, przedsięwzięć innowacyjnych, a także do kredytowania małych i średnich przedsiębiorstw. To wszystko miałoby przy okazji pobudzić koniunkturę gospodarczą. Emitentem książeczek mógłby zostać Europejki Bank Inwestycyjny. Idea jest na razie w fazie początkowej, konkretny projekt ma zostać opublikowany pod koniec roku. Potem musiałby zostać zatwierdzony przez rządy państw członkowskich, a niemiecki sektor bankowy już ostro lobbuje przeciwko europejskim książeczkom oszczędnościowym. Zdaniem bankowców, urzędnicy brukselscy przejęliby bezpośrednią kontrolę nad częścią zasobów finansowych obywateli Unii, uszczuplając rynkowe szanse produktom bankowym. Na dodatek gwarantowane odsetki wymagałyby dotacji finansowych - a skąd Komisja Europejska miałaby wziąć na to środki, jak nie poprzez uszczuplenie budżetu wspólnotowego... (JB)

Bezpieczniej w europejskich bankach. Mają być one odporniejsze na kryzys i nie łatać budżetów oszczędnościami klientów. Parlament Europejski przyjął w tej sprawie pakiet przepisów. Powodem tych radykalnych zmian był kryzys finansowy oraz bankructwa banków. Nowe regulacje, w ramach tworzonej unii bankowej, spowodują, że postanowienia dotyczące ok. 550 głównych banków eurolandu będą zastrzeżone dla rady SRM, złożonej m.in. z przedstawicieli krajów strefy euro. To znaczy, że decyzje, czy zamknąć bank, czy też zarządzić jego naprawę, będą wspólnie podejmowane w Brukseli, a nie w macierzystych krajach. To historyczna reforma. Pieniądze na ratowanie banków mają pochodzić z funduszu SRM utworzonego ze składek banków. Docelowo będzie to 55 mld euro w 2023 r. (to 1 proc. gwarantowanych depozytów), jednak na początku każde państwo należące do unii bankowej będzie samo musiało odłożyć pieniądze dla swoich banków. Na wspólny garnuszek przejdą one dopiero po ośmiu latach. Taką klauzulę wprowadzono na żądanie Niemiec, które obawiały się, by z niemieckich składek nie ratowano banków np. w Europie Południowej, choćby greckich. Ponadto banki, w przypadku kłopotów finansowych, będą musiały zagwarantować wypłatę do 100 tys. euro depozytów, czyli oszczędności ulokowanych przez klientów. Zatwierdzono już mechanizm tzw. bail-in, który wejdzie w życie w 2016 r. Podczas restrukturyzacji banków straty w pierwszej kolejności będą ponosić jego udziałowcy oraz inwestorzy, a w ostatniej kolejności właściciele depozytów powyżej 100 tys. euro (jak to miało miejsce na Cyprze). W sytuacji gdy to nie wystarczy, bank będzie mógł sięgnąć do funduszy SRM. Jeśli zabraknie pieniędzy w SRM, banki będą musiały prosić o pomoc rządy swych krajów, a dopiero w ostateczności ESM - fundusz ratunkowy eurolandu. (AW)

Włoskie banki przegrywają z internetem. W najbliższych latach we Włoszech zostanie zamkniętych 1500 filii wielkich banków i nieznana liczba mniejszych instytucji finansowych. Powodem tych zmian jest przeniesienie dużej części bankowych operacji do internetu. Niemal wszystkie instytucje od pewnego czasu ograniczają liczbę swych oddziałów, ale ta operacja w ostatnim czasie znacznie przyspieszyła, przede wszystkim z powodu rozpowszechnienia się bankowości on-line. Z danych banku centralnego Banca d’Italia wynika, że od 2007 r. zamknięto w całym kraju 800 oddziałów. W kolejnych latach liczba ta będzie prawie dwa razy wyższa - ocenia dziennik "La Repubblica", zastrzegając, że dotyczy to jedynie filii największych banków. Mniejsze zapewne postąpią podobnie. Oddziały, które pozostaną, również w istotny sposób zmienią charakter swej działalności, stając się przede wszystkim punktami doradczymi, np. dla osób zainteresowanych uzyskaniem kredytu. Przeciwko reformie, która sprowadza się do zamykania oddziałów i zwalniania pracowników, protestują związki zawodowe, a włoskie gazety nie omieszkają wytykać bankowcom, że zanim zaczną oszczędzać na zamknięciu swych filii, wydają najpierw tysiące euro na prace związane np. z usunięciem pancernych szyb oraz sejfów. (AW)

Unijne instytucje oblężone przez lobbystów. Ponad 5700 firm lobbingowych i organizacji pozarządowych zarejestrowało się w brukselskim Rejestrze Przejrzystości Lobbystów. Około 2 tys. z nich ma własne biura. To może być wierzchołek góry lodowej, gdyż rejestr jest całkowicie dobrowolny, dlatego duża część lobbystów postanowiła się w nim nie ujawniać. Jeśli chodzi o sektor finansowy, dane są tu dokładniejsze. Działa tu 1700 lobbystów i 700 organizacji pozarządowych. Nie wpisało się do rejestru 450 z nich. Lobbyści finansowi dysponują rocznym budżetem aż 123 mln euro, tymczasem organizacje pozarządowe i związki zawodowe, działające wokół unijnych instytucji w obszarze finansów muszą zadowolić się 4 mln euro rocznie. Najwięcej brukselskich lobbystów pochodzi z Wielkiej Brytanii i Niemiec. Zdaniem niektórych ekspertów, bankowe regulacje unijne byłyby jeszcze ostrzejsze, gdyby nie działalność lobbystów. Wpływają oni nie tylko na brukselskich urzędników, ale przede wszystkim na doradców opiniujących różne projekty. Parlament Europejski postawił nawet cztery warunki, które muszą spełnić eksperci, by liczyć na wynagrodzenie z unijnej kasy:

  • Interes ekonomiczny doradcy nie może wpływać na niezależność opinii.
  • Doradca nie może być jednocześnie lobbystą.
  • Powoływanie nowych doradców musi być szczegółowo uzasadnione.
  • Wszystkie porządki dnia i protokoły posiedzeń ciał doradczych muszą być jawne i przejrzyste. (JB)

Papież nie zlikwiduje watykańskiego banku. Wstrząsany licznymi skandalami bank IOR nadał będzie pełnić swoją misję dla dobra Kościoła katolickiego, Stolicy Apostolskiej i Państwa Watykańskiego. Jego przyszłość stała pod znakiem zapytania, krążyły nawet pogłoski, że zostanie zlikwidowany. IOR powstał w latach 40. XX w. W latach 80. jego ówczesny prezes, amerykański arcybiskup litewskiego pochodzenia Paul Marcinkus, był zamieszany w skandal upadłości włoskiego Banco Ambrosiano. W ramach zadośćuczynienia Watykan wypłacił wtedy jego udziałowcom kilkaset milionów dolarów, co nadszarpnęło poważnie jego finanse. Kilka ostatnich dekad w historii watykańskiego banku naznaczyły takie skandale, jak zarzuty powiązań z groźnym rzymskim gangiem Banda della Magliana, prowadzenia niejasnych operacji finansowych i prania brudnych pieniędzy. Również w atmosferze skandalu do ustąpienia zmuszony został poprzedni prezes Ettore Gotti Tedeschi, któremu za pontyfikatu Benedykta XVI rada kardynałów zarzuciła nielojalność i niewywiązywanie się z obowiązków. On sam broni się i argumentuje, że został zdymisjonowany przez tych przedstawicieli hierarchii, którzy byli przeciwni wprowadzaniu programu reform i przejrzystości. Reforma banku była przedmiotem dyskusji kardynałów przed ubiegłorocznym konklawe, które wybrało Franciszka. Podejmując decyzję co do przyszłości banku, papież miał się przychylić do propozycji przedstawionych mu przez kilka komisji doradczych. W zamian za ocalenie obecny zarząd i kierownictwo banku musiały zobowiązać się do dokończenia programu reform instytucji, tak by mogła ona działać jako część nowej struktury finansowej Stolicy Apostolskiej i Państwa Watykańskiego. Najważniejszymi elementami przebudowanej struktury, odpowiedzialnymi za wszystkie sprawy finansowe za Spiżową Bramą, są Rada oraz Sekretariat ds. Ekonomicznych, powołane przez papieża. Działalność banku będzie regularnie kontrolowana przez utworzony w Watykanie Urząd ds. Informacji Finansowej. Ponadto w watykańskiej nocie przypomniano podjęte przez IOR zobowiązania dotyczące przestrzegania przepisów o przejrzystości transakcji finansowych i ich nadzorowaniu oraz dostosowaniu reguł banku do międzynarodowego prawodawstwa. (AW)

Plaga oszust podatkowych. I to mimo nowych, ostrzejszych regulacji. Według rożnych danych łącznie przed fiskusem ukrywa się co roku około 120-150 mld euro. W kreatywnej księgowości na europejska skalę przodują południowcy. We Włoszech np. bardziej opłaca się być pracownikiem najemnym niż pracodawcą. Z analiz deklaracji podatkowych wynika, że średni dochód pracowników najemnych wynosi niecałe 20 680 euro rocznie, podczas gdy przeciętny dochód przedsiębiorców jest niższy o 210 euro i sięga 20 470 euro. Podatkowa pomysłowość od lat jest włoską specjalnością i osobliwością. Włoski fiskus stworzył jedyną w Europie mapę kraju, na której znalazły się dość dziwnie brzmiące określenia. "Nie jesteśmy aniołami", "Wszyscy mają się dobrze", "Totalne zagrożenie" - tak urzędnicy podatkowi nazwali niektóre regiony kraju, kierując się poziomem życia ich mieszkańców i skalą oszustw podatkowych. Mimo określeń świadczących o poczucie humoru urzędników, mapa to rezultat mrówczej pracy i dokładnych analiz. Krajowa Agencja Podatkowa podzieliła Italię na 8 wymyślonych grup miast i gmin. Dokument trafił do parlamentu i potwierdza ogromne różnice i podziały we Włoszech, gdy chodzi o rozliczenia z fiskusem. Ciężki kawałek chleba urzędnicy podatkowi mają przede wszystkim na południu: na Sycylii, w Kalabrii i Kampanii - tę część nazwano "Totalne ryzyko". Północ Sycylii oraz Sardynia zyskały określenie "Nie jesteśmy aniołami", co ma sugerować, że mieszkańcy nie mają czystego sumienia w kwestiach rozliczeniowych z fiskusem. Ogólnie wskaźnik przestępstw i nadużyć wobec urzędu podatkowego określa się tam jako średni. Jednak na tej samej Sardynii są regiony zaznaczone jako "Nic do zadeklarowania", co wystarczająco obrazowo pokazuje wiarygodność składanych deklaracji podatkowych. Umbria i Toskania to regiony zamieszkałe przez "podatkowych akrobatów". W Ligurii część miast i gmin zyskała ocenę "Ryzykowne przyzwyczajenia". Najbardziej uprzemysłowione części Włoch, jak Trydent, Piemont, Lombardia czy Emilia-Romania, gdzie mieszka ponad jedna trzecia Włochów, to okolice gdzie "Wszyscy mają się dobrze". (AW)

Polska lepsza energetycznie. A przynajmniej coraz lepiej dba o własne potrzeby energetyczne. Widać to na przykładzie możliwości zwiększonego importu gazu z Niemiec - zauważył analityk prestiżowego tygodnika "The Economist". W zeszłym roku Polska importowała 60 proc. swego gazu z Rosji. Od pierwszego kwietnia może zmniejszyć ten import, dzięki rozbudowanej stacji Mallnow na granicy polsko-niemieckiej. Nowy system oznacza, że gaz płynący normalnie z Rosji do Niemiec gazociągiem jamalskim, teraz po raz pierwszy może być pompowany z zachodu na wschód. W razie czego w ten sposób będzie można zapewnić jedną trzecią tego niezbędnego Polsce paliwa. Dzięki innym źródłom z Niemiec, Czech oraz budowanemu gazoportowi dla skroplonego gazu ziemnego Polska będzie mogła sama zadbać o zaspokojenie wszystkich gazowych potrzeb. Nie oznacza to, że da się uniknąć importów z Rosji - obowiązują nas przecież zawarte wcześniej kontrakty. Ale dzięki zróżnicowanym źródłom energii Polska być może wynegocjuje z Rosją obniżkę cen gazu - wnioskuje analityk "The Economist". (AW)

Bunt w City - chcą Unii! Im bliżej zapowiadanego na 2017 r. referendum na temat wyjścia Wielkiej Brytanii z UE - tym głośniej londyńscy bankierzy ostrzegają, że byłoby to fatalne dla City. Gdyby Brytyjczycy zagłosowali jednak za Brexit - część wielkich banków zapowiada wprost, że wtedy przeniosłyby centra swoich operacji do Frankfurtu n. Menem lub Paryża. Według przeprowadzonych badań aż 84 proc. bankowych menedżerów z City chce pozostania Wielkiej Brytanii w Unii. W brytyjskim społeczeństwie członkostwo popiera obecnie 42 proc. obywateli, za Brexit jest 37 proc., a 21 proc. nie ma zdania.

Bankowcy z City głośno protestują przeciwko ograniczaniu przez Brukselę ich zarobków, a przede wszystkim bonusów. Jednocześnie zdają sobie sprawę, że to istnienie unijnego wolnego rynku ze swobodą przepływu kapitału generuje im pokaźną część obrotów (16,6 bln euro rocznie). W dodatku jedna czwarta pracowników City nie ma brytyjskiego paszportu - korzystając z kolei ze swobodnego przepływu osób.

Brytyjski sektor finansowy zatrudnia około 2 mln osób, wytwarza ponad 12 proc. PKB i zapewnia brytyjskiemu fiskusowi 12 proc. wpływów podatkowych. Jednocześnie bankowcy wysupłują ze swoich kieszeni połowę wszystkich dotacji dla partii politycznych. Dlatego są źli, że premier David Cameron ugiął się przed eurosceptykami w kwestii referendum. (JB)

W szkołach matury, w bankach stress testy. Pod koniec maja europejskie banki czeka kolejna seria stress testów. Tym razem sprawdzana będzie odporność na ostre załamanie koniunktury gospodarczej, warunki głębokiej recesji, gwałtowny wzrost bezrobocia, masową ucieczkę od obligacji i na zagrożenia finansowe płynące ze...wschodu kontynentu. Europejski nadzór bankowy bardzo poważnie potraktował agresywne działania Władimira Putina wobec Ukrainy i ich potencjalny wpływ na europejskie rynki finansowe. Obecne stress testy mają być dużo bardziej kompleksowe od tych z lat 2010-2011, a sito selekcji znacznie gęstsze. Poprzednie testy analitycy, głównie amerykańscy, uznali za niewarte papieru, na którym je wydrukowano. Wszak niektóre banki, które zdały egzamin, krótko potem trzeba było ratować. Zaostrzenie wymagań ma związek także z unią bankową i przejęciem przez Europejski Bank Centralny nadzoru nad największymi unijnymi bankami. 128 z nich zostanie teraz poddanych próbie. Zdaniem niektórych ekspertów, 10 proc. banków może oblać ten finansowy egzamin dojrzałości. Wyniki mają być opublikowane w październiku. Eksperci sugerują, że najsłabsze ogniwa sektora bankowego powinny być wyeliminowane z rynku. Europejczykom nie potrzeba bowiem aż tak dużo banków, lepiej by te, które zostaną, były stabilne i pewne w oczach klientów. (JB)

Skok na skrytki - bankowy prima aprilis? W okolicach 1 kwietnia na stronach niektórych organizacji pozarządowych pojawiły się alarmistyczne doniesienia o tajnym dokumencie Komisji Europejskiej nakazującym otwarcie w lecie skrytek bankowych na terenie całej Wspólnoty. Podobno wszystkie banki unijne miały wyrazić zrozumienie dla akcji. 1000 unijnych inspektorów ma szukać w skrytkach kosztowności i pieniędzy pochodzących z przestępstw czy z unikania płacenia podatków. Kto ma czyste sumienie, nie musi się obawiać - mieli uspokajać brukselscy urzędnicy. Procedura akcji locker2014 miałaby wyglądać tak - posiadacze skrytek i sejfów zostaliby wezwani do ujawnienia ich zawartości i źródła jej pochodzenia. Gdyby nie uczynili tego w ciągu dwóch tygodni, wtedy wkroczyliby inspektorzy i siłą otwarzyli sejfy. Unijne instytucje finansowe zakładają, że w skrytkach mogą być przechowywane walory o wartości nawet kilkuset miliardów euro. Pozyskane z tego źródła pieniądze miałyby pomóc w stabilizacji euro i wspomóc politykę socjalną Unii. Do tej pory część posiadaczy bankowych schowków drży z niepewności - czy to był tylko primaaprilisowy żart, czy coś jest na rzeczy? (JB)

 

Udostępnij artykuł:

Zagranica: Przegląd wydarzeń

BANK 2014/04

Kolejne kłopoty z wirtualną walutą. Hakerzy skradli wszystkie bitcoiny przechowywane przez kanadyjski bank Flexcoin w tak zwanym gorącym portfelu, czyli podłączonym do internetu. Pieniądze warte były 600 tys. dolarów. Bezpieczne okazały się zasoby w tzw. sejfach, czyli na serwerach, które nie mają kontaktu z siecią internetową. Ofiarami włamań w ostatnich tygodniach padły też co najmniej dwie inne firmy zajmujące się tą wirtualną walutą. Wcześniej, także po ataku cyberprzestępców, upadłość ogłosiła giełda wymiany bitcoinów - MtGox. Najpierw nie można było na niej kupować ani sprzedawać waluty. Potem zniknęła strona internetowa giełdy, następnie ogłosiła ona upadłość. W jednym z oświadczeń stwierdzono, że internetowi złodzieje, wykorzystując błąd w zabezpieczeniach, skradli 750 tys. bitcoinów, wartych prawie 490 mln dolarów.

Kolejne kłopoty z wirtualną walutą. Hakerzy skradli wszystkie bitcoiny przechowywane przez kanadyjski bank Flexcoin w tak zwanym gorącym portfelu, czyli podłączonym do internetu. Pieniądze warte były 600 tys. dolarów. Bezpieczne okazały się zasoby w tzw. sejfach, czyli na serwerach, które nie mają kontaktu z siecią internetową. Ofiarami włamań w ostatnich tygodniach padły też co najmniej dwie inne firmy zajmujące się tą wirtualną walutą. Wcześniej, także po ataku cyberprzestępców, upadłość ogłosiła giełda wymiany bitcoinów - MtGox. Najpierw nie można było na niej kupować ani sprzedawać waluty. Potem zniknęła strona internetowa giełdy, następnie ogłosiła ona upadłość. W jednym z oświadczeń stwierdzono, że internetowi złodzieje, wykorzystując błąd w zabezpieczeniach, skradli 750 tys. bitcoinów, wartych prawie 490 mln dolarów.

Jacek Biernacki (JB) i Anna Waśkiewicz (AW) - dział zagraniczny "Panoramy" TVP2

Giełda złożyła wniosek o ochronę przed roszczeniami wierzycieli, a sąd szuka kupca chętnego do jej nabycia. MtGox skorzystała z japońskiego prawa "Minji saisei". Wprowadzona zaledwie 14 lat temu ustawa zezwala na reorganizację firmy i stwarza szansę na rehabilitację. Jeśli reorganizacja zostanie oceniona pozytywnie, klienci będą mogli oczekiwać refundacji powierzonych środków.

Dla zwolenników wirtualnej waluty mamy i dobrą wiadomość - stan Nowy Jork oficjalnie otworzył swe podwoje dla bitcoinów. Uznano, że korzystne może być istnienie giełd bitcoinów na terenie miasta Nowy Jorku - umożliwiłoby to bowiem sprawniejsze sprawowanie nadzoru nad działalnością tego typu firm. (AW)

Chińczycy prywatyzują banki. Mają one działać niezależnie, zgodnie z zasadami rynku. Wśród przedsiębiorstw wybranych do utworzenia pierwszych pięciu prywatnych banków znalazły się dwie firmy internetowe Alibaba i Tencent. Grupa Alibaba to jedna z największych na świecie firm prowadzących handel internetowy, a Tencent Holdings Ltd. to najpopularniejszy w Chinach serwis gier on-line. Obie rozszerzyły działalność o usługi finansowe on-line, oferując wyższe oprocentowanie niż banki państwowe. Powstanie pierwszych prywatnych banków w Państwie Środka zapowiedziano w zeszłym roku. Ma to być część wielkiej reformy zwiększającej rolę sił rynkowych w gospodarce. Zwolennicy reformy wskazują, że banki państwowe hamują rozwój, ponieważ nie udzielają wystarczająco dużo kredytów przedsiębiorcom tworzącym nowe miejsca pracy i napędzającym wzrost gospodarczy. Każdy z nowych banków ma mieć co najmniej dwóch inwestorów prywatnych. Prace przygotowawcze jeszcze się jednak nie zakończyły, nie wiadomo zatem, kiedy pierwsza z prywatnych instytucji rozpocznie obsługę klientów. Pewne jest jedno - już mają swoich przeciwników. Jeden z komentatorów państwowej telewizji nazwał je finansowymi pasożytami, które szkodzą państwowym bankom. Po stronie Alibaby i Tencent opowiedział się premier Li Keqiang i obiecał rozwój usług finansowych on-line.

Wśród przedsiębiorstw mających zainwestować w pierwsze prywatne banki jest m.in. producent części samochodowych Wanxiang, konglomerat Fosun, do którego należy francuska firma turystyczna Club Med, a także grupa deweloperska Huabei. Prywatne banki mają się koncentrować na udzielaniu kredytów małym i średnim przedsiębiorstwom. Tych pojęć używa się w Chinach do określenia firm prywatnych. Prezes chińskiego banku centralnego zapowiedział, że zapewne w ciągu roku - dwóch lat zliberalizowana zostanie polityka sektora bankowego w zakresie oprocentowania depozytów, co umożliwi bankom konkurowanie o klientów.(AW)

Szara strefa w słonecznej Hiszpanii. W 2013 r. do tamtejszych urzędów podatkowych nie trafiły ponad 253 mld euro, kwota równoważna 25 proc. hiszpańskiego PKB - wynika z raportu opracowanego przez urząd skarbowy i barceloński uniwersytet Rovira i Virgili. To dwa razy więcej niż w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Francji. Od 2008 r., czyli odkąd rozpoczął się kryzys, wielkość szarej strefy rośnie rocznie o prawie 15 mld euro. Teraz podatków nie płaci - częściowo lub w całości - co czwarta firma. Najczęściej urząd skarbowy omijają przedsiębiorstwa budowlane, a co piąte biuro nieruchomości czy salon samochodowy godzi się, by mu płacono pod stołem - napisał amerykański dwutygodnik finansowy "Fortune". Najczęściej zatrudnienie w szarej strefie znajdują bezrobotni, którzy ukończyli 55 lat, ale dodatkowych zajęć na czarno nie odmawiają również osoby mające stałe zatrudnienie. Według ekspertów powodów takiego stanu rzeczy jest kilka: przede wszystkim kryzys gospodarczy, niemal zerowa reakcja rządu i wszechobecna korupcja. Kryzys przyczynił się do gwałtownego wzrostu bezrobocia (z 8 do 26 proc.), powstała w ten sposób rzesza osób chętnych do podjęcia każdej pracy. Natomiast ci, którzy nie stracili posad godzą się na pracę za dużo mniejsze pieniądze. Poza tym znacznie wzrósł (o blisko jedną trzecią) odsetek niezapłaconych przez pracodawców nadgodzin. Jednocześnie rząd, chcąc zmniejszyć deficyt budżetowy, podniósł podatki - i to tak, że Hiszpania ma dziś jedne z najwyższych stawek podatkowych od osób fizycznych w Europie.

Autorzy raportu uważają, że oszustwom podatkowym w Hiszpanii sprzyja mentalność społeczeństwa. Jak wynika z sondy, większość mieszkańców Półwyspu Iberyjskiego cicho popiera zarabianie na lewo. Ostatni raport Komisji Europejskiej zauważa, że 95 proc. Hiszpanów jest przekonanych o powszechności korupcji w swoim kraju. Usprawiedliwiają się oni, że korupcyjne zachowania generuje chociażby to, że duże firmy zarabiają miliony i płacą jedynie 3,5 proc. podatku, podczas gdy przeciętni obywatele aż 30 proc. Poprawę sytuacji mogłaby zapewnić reorganizacja systemu podatkowego, konsekwentna walka z korupcją na wszystkich szczeblach i lepsza ściągalność podatków.(AW)

Niemieckie nein dla tajnych kont w szwajcarskich bankach. Socjaldemokratyczny wicekanclerz Niemiec i minister gospodarki Sigmar Gabriel zadeklarował, że należałoby stawiać przed sądem dyrektorów szwajcarskich banków, którzy pomagają niemieckim obywatelom uchylać się przed podatkami. "Mam nadzieję, że osiągniemy teraz nową jakość w walce z unikaniem podatków" - powiedział dziennikowi "Neue Passauer Presse", który poprosił go o komentarz po skazaniu prezesa klubu piłkarskiego Bayern Monachium Ulego Hoenessa na 3,5 roku więzienia za oszustwa wobec fiskusa na kwotę 28,5 mln euro. Wyjaśnijmy, że swoje prywatne interesy Hoeness prowadził za pośrednictwem szwajcarskiego banku.

"Regularnym modelem biznesowym stało się transferowanie milionowych zysków z operacji spekulacyjnych do Szwajcarii, gdzie nie są one opodatkowywane. Dlatego trzeba zmusić szwajcarskie banki do ujawnienia wszystkiego. Jeszcze lepiej byłoby, żeby niektórzy z dyrektorów banków, świadczących tego rodzaju pomoc w unikaniu podatków, także stanęli przed sądem" - zaznaczył Gabriel. Socjaldemokratyczna Partia Niemiec (SPD), od ubiegłego roku koalicyjny partner chadeków w rządzie kanclerz Angeli Merkel, od dawna domaga się zaostrzenia walki z nadużyciami podatkowymi, realizowanymi dzięki kontom w bankach szwajcarskich. Jeszcze jako ugrupowanie opozycyjne socjaldemokraci zablokowali forsowaną przez Merkel konwencję podatkową ze Szwajcarią, argumentując, że nie idzie ona wystarczająco daleko, gdyż chroniłaby anonimowość niemieckich właścicieli kont. Rzeczniczka ministerstwa gospodarki nie chciała komentować wypowiedzi Gabriela, wskazując, że występował on w tym przypadku jako przewodniczący SPD.(AW)

Fundusz ratunkowy strefy euro jest legalny. Tak przynajmniej orzekł 18 marca niemiecki trybunał konstytucyjny w Karlsruhe. Chodzi o Europejski Mechanizm Stabilności (ESM), z którego700 mld euro przeznaczono dla zmagających się z kłopotami krajów Unii Europejskiej. Przypomnijmy, że już w 2012 r. trybunał nie dopatrzył się niezgodności ESM z konstytucją Republiki Federalnej Niemiec. Wówczas jednak sędziowie stwierdzili, że pomoc Niemiec nie może przekroczyć 190 mld euro. Do wyłożenia większej kwoty pieniędzy niezbędna miała być zgoda Bundestagu.

Jeszcze przed wydaniem wyroku Wolfgang Schäuble, minister finansów Niemiec, stwierdził, iż jest pewien, że trybunał uzna, iż 700 mld euro z Europejskiego Mechanizmu Stabilności wydane zostało zgodnie z prawem. Podobne opinie głosili eksperci od prawa europejskiego. Już po orzeczeniu dr Gunnar Beck, ekspert od prawa europejskiego z uniwersytetu w Londynie, stwierdził, że wyrok ten może być wzorem nie tylko dla innych państw, ale i dla innych programów pomocowych Unii Europejskiej. Głównie dla OMT (Outright Monetary Transactions), czyli programu bezwarunkowych transakcji monetarnych Europejskiego Banku Centralnego. Mechanizm ten, ogłoszony w 2012 r., polega na skupie obligacji państw znajdujących się w finansowych tarapatach. (AW)

Włosi nie tracą sentymentu do lirów. Dziewięć lat po unii monetarnej, gdy we Włoszech zaczyna dorastać pokolenie waluty euro, nowe zaskakujące badania trafiły na czołówki tamtejszych gazet. Okazuje się, że Włosi tęsknią za starym lirem. Co trzeci mieszkaniec Italii chciałby powrotu do dawnej krajowej waluty - wynika z sondażu przeprowadzonego dla tygodnika "L'Espresso". Okazało się, że w ciągu 5 lat od początku kryzysu odsetek przeciwników europejskiego pieniądza wzrósł prawie trzykrotnie. Niemal 58 proc. Włochów negatywnie ocenia skutki wprowadzenia wspólnej waluty. Jednocześnie dwie trzecie, mimo swego krytycznego stanowiska do euro, uważa, że Włochy, będąc poza jego strefą, byłyby znacznie słabsze na międzynarodowych rynkach i mniej stabilne. Równie słabe notowania, co wspólna waluta, ma cała Unia Europejska. Podczas gdy w 2006 r. za Wspólnotą opowiadało się 52 proc. mieszkańców Italii, to obecnie można się ich spodziewać zaledwie 32 proc. Jak zauważa "Corriere Della Sera", jest to najniższe poparcie dla UE od wielu lat. Niski poziom zaufania do Unii Europejskiej wiąże się z negatywną oceną działań podjętych przez nią w ramach walki z kryzysem i bezrobociem, które dotkliwie odczuwają Włosi. Jak wynika z raportu Instytutu Demopolis, z roku na roku coraz bardziej krytycznie oceniają oni politykę unijnych instytucji. Poza tym wśród włoskiej opinii publicznej rośnie przeświadczenie, że Wspólnota, prowadząc antykryzysową politykę oszczędności, bardziej chroni siły ekonomiczne, rynki i instytucje finansowe niż samych obywateli. Jest o tym przekonanych 51 proc. Włochów. W 2008 r. za lirami tęskniło zaledwie 12 proc. mieszkańców Italii. Włosi są drugim w Unii Europejskiej najbardziej zadłużonym krajem, ze stosunkiem długu do PKB na poziomie 120 proc.(AW)

Kroplówka dla europejskiej gospodarki. Komisja Europejska przyjęła pakiet rozwiązań, które mają stworzyć nowy, zróżnicowany system długoterminowego finansowania gospodarki, zapewniający zjednoczonej Europie zrównoważony wzrost gospodarczy. Potężnych pieniędzy wymagają programy "Europa 2020" oraz pakiet klimatyczno-energetyczny, zaplanowany do roku 2030. Chodzi o inwestycje w kapitał ludzki, nowe technologie i innowacje, badania i rozwój. Komisja szacuje, że nakłady tylko na transport, energię i telekomunikację wyniosą 1 bln euro. Do tej pory głównym dostarczycielem kapitału inwestycyjnego w Europie były banki (dwie trzecie funduszy, gdy w Stanach Zjednoczonych to tylko jedna trzecia). Kryzys zmniejszył jednak możliwości i zapał sektora finansowego do inwestycji długoterminowych. W ubiegłym roku dla przykładu tylko połowa firm w Hiszpanii czy we Włoszech dostała kredyt bankowy we wnioskowanej wysokości, w Holandii czy Grecji - tylko jedna trzecia. (JB)

Drugi filar unii bankowej uzgodniony. Po 16 godzinach żmudnych negocjacji udało się w końcu uzgodnić porozumienie na linii Parlament Europejski - kraje członkowskie dotyczące wspólnego mechanizmu restrukturyzacji i uporządkowanej likwidacji banków. To drugi filar unii bankowej. "Kończy się era ogromnych pakietów pomocowych dla banków" - podkreślił komisarz ds. rynku wewnętrznego Michel Barnier. Jego zdaniem, w przypadku banków o międzynarodowym zasięgu wspólny system restrukturyzacji i uporządkowanej likwidacji będzie bardziej skuteczny niż działania krajowego likwidatora w państwie członkowskim, w którym dany bank został zarejestrowany.

Przedstawiciele PE podkreślali z kolei, że decyzje o losach banku będą teraz podejmowane w dwa dni, co pozwoli uniknąć żmudnych negocjacji i tym samym obniży ewentualne koszty likwidacji. Europarlamentarzyści mocno krytykowali zasady tworzenia funduszu upadłościowego. Przez pierwszych 10 lat byłby on wspólny tylko z nazwy, gromadzone środki "wkładano by do narodowych kopert." Eurodeputowanym udało się wywalczyć skrócenie okresu przejściowego do 8 lat, przy czym już po 3 latach jako wspólne ma być zapisane 70 proc. wkładów. Docelowo fundusz upadłościowy ma liczyć 55 mld euro. Parlament wymógł też, by decyzje o uruchomieniu środków podejmowała jego rada zarządzająca, a nie sesja plenarna wszystkich krajów członkowskich unii bankowej. Ma to zmniejszyć rolę czynnika politycznego w procesie decyzyjnym. Niemniej uruchomienie dużych transz będzie zależało jednak od decyzji rządów państw członkowskich. (JB)

Banki znów pod lupą. Stopień wypłacalności oraz zdolność do bezpiecznego działania w warunkach kryzysowych - to mają sprawdzić zaczynające się stress-testy 128 największych europejskich banków. Wyniki mają być znane w listopadzie. Podstawowym wskaźnikiem jest Tier I, współczynnik wypłacalności, ustalony na poziomie 6 proc. Spośród sprawdzanych obecnie 128 banków 107 powinno na pewno poradzić sobie z rygorystycznymi testami, reszta jest w trakcie restrukturyzacji i będzie oceniana już po przeprowadzeniu zmian. Testy zmuszają banki do wprowadzenia większej przejrzystości działania. A dzięki temu może dojść do nasilenia fuzji i przejęć, gdy inwestorzy będą mieli jasność co do kondycji upatrzonych banków. (JB)

Podstawowe konto bankowe dla każdego Europejczyka. Kraje członkowskie Unii i Parlament Europejski uzgodniły porozumienie dotyczące zmiany przepisów regulujących zakładanie kont bankowych. Wg urzędników z Brukseli, w dzisiejszych czasach brak konta bankowego utrudnia już obywatelowi normalne funkcjonowanie. Tymczasem, wg szacunków, wciąż aż 58 mln mieszkańców Zjednoczonej Europy, czyli 11 proc. całej populacji - nie korzysta z usług bankowych. We Francji ubankowienie obywateli sięga 99 proc., tymczasem w Bułgarii i Rumunii - ledwie 50 proc. By zachęcić ludzi do zakładania rachunków - porozumienie wprowadza kategorię "konta podstawowego", bez żadnych ukrytych opłat bankowych. Każdy z krajów członkowskich będzie musiał wyznaczyć przynajmniej jeden bank oferujący taki produkt, chyba że krajowe przepisy już coś takiego umożliwiają. Wszystkie banki na terenie Unii ma za to obowiązywać zasada przejrzystości opłat i uproszczenie procedur przenoszenia konta do innej instytucji. (JB)

Fitch obniża rating 18 europejskich banków. Już nie "stabilnie", a "negatywnie" - tak agencja ratingowa Fitch oceniła wiarygodność kredytową 18. wielkich europejskich banków. Są wśród nich m.in. Deutsche Bank, Commerzbank, Societe Generale, grupa Lloyds, Royal Bank of Scotland, Erste Bank i Raffeisen. Fitch przyznaje, że wielomiliardowa pomoc państwowa wpływała dotąd na utrzymywanie wyższego ratingu. Po wejściu w życie unii bankowej, w tym mechanizmu kontrolowanej upadłości, o pomoc państwową będzie trudniej. Zatem Fitch zamierza monitorować uważnie zachowanie się europejskich banków w nowej sytuacji i nie wyklucza obniżenia ratingu w najbliższych latach o jeszcze jeden-dwa stopnie. Dopiero potem mogą powstać warunki do podwyższenia oceny. (JB)

Sankcje wobec Rosji - broń obosieczna? Nie tylko zaangażowanie firm przemysłowych i surowcowych na rosyjskim rynku, ale także zaangażowanie europejskich banków na rosyjskim rynku - to tłumaczy fakt, dlaczego po aneksji Krymu unijne sankcje wobec Rosji wyglądały niemal symbolicznie. Banki z krajów Unii zaangażowały w Federacji Rosyjskiej prawie 200 mld dolarów. Ostre sankcje oznaczałyby utratę tego kapitału - i znów konieczność ratowania banków z kieszeni europejskiego podatnika.

Dla porównania: amerykańskie banki zainwestowały w Rosji raptem równowartość 35 mld dolarów - dokładnie tyle, ile sektor bankowy jednej małej Austrii. Dlatego administracja Obamy może łatwiej decydować się na ostrzejsze restrykcje. Odwrotnie niż Europa - tu Niemcy już sobie wyliczyli, że wojna handlowa z Rosją kosztować ich może utratę minimum 300 tys. miejsc pracy. Banki niemieckie notabene należą do mniejszych inwestorów w Rosji - ulokowały tam 24 mld dolarów. Francuzi zainwestowali aż 51 mld, Włosi - 29 mld, Brytyjczycy - 19 mld, Holendrzy - 18 mld. Łączna suma wszelkich obrotów handlowych i kapitałowych między Unią Europejską a Rosją sięga pół biliona dolarów rocznie.

Nieoficjalnie zachodnioeuropejscy politycy przebąkują, że po tym, jak Edward Snowden zdradził Rosjanom sporo tajemnic amerykańskiego wywiadu - z podsłuchiwaniem unijnych polityków włącznie - spadła w Europie chęć do pójścia za wezwaniem Waszyngtonu. Sytuacja zmienić się może dopiero wtedy, gdy Putin miałby sięgnąć po wschodnią Ukrainę albo Naddniestrze. Z drugiej strony - aneksja przez Putina Krymu może mieć w równej mierze podłoże polityczne, co i ekonomiczne. Chodzić może o skonsolidowanie społeczeństwa wokół Kremla i odwrócenie jego uwagi od pogarszającej się sytuacji gospodarczej. Rosja ma gospodarkę opartą na monokulturze surowcowej i zagranicznych kredytach. Na koniec ubiegłego roku zagraniczne zadłużenie Rosji wynosiło, wg oficjalnych danych banku centralnego, 732 mld euro. Tylko w latach 2012-2013 przyrost zadłużenia sięgnął 200 mld euro. Aneksja Krymu i nawet szczątkowe sankcje i tak spowodowały odpływ z rosyjskiego rynku przynajmniej 70 mld euro zagranicznego kapitału i - generalnie - znaczne pogorszenie klimatu inwestycyjnego. Dlatego zdaniem części polityków europejskich lepiej nie dobijać Rosji dotkliwymi sankcjami, gdyż Zachód nie tylko straci zaangażowany kapitał, ale w sytuacji gospodarczej zapaści polityka rosyjska może stać się jeszcze bardziej agresywna i nieobliczalna. (JB)

Afera z "lewą kasą" hiszpańskich partii politycznych sięga Europejskiego Banku Inwestycyjnego?. Chodzi o wiceszefową EBI, Magdalenę Alvarez. Przed objęciem w roku 2010 Funkcji w Banku była w latach 2004-2009 ministrem robót publicznych w socjalistycznym gabinecie Jose Luisa Rodrigueza Zapatero, a jeszcze wcześniej, w latach 1994-2004, ministrem gospodarki i finansów w regionalnym rządzie Andaluzji.

Zarzuty udziału w aferze korupcyjnej postawiono pani Alvarez w lipcu ubiegłego roku, a teraz podtrzymała je sędzia śledczy Mercedes Alaya, zasądzając prawie 30 mln euro kaucji za pozostawienie wiceprezes EBI na wolności. Afera dotyczy regionalnego funduszu, stworzonego w Andaluzji na wypłaty zabezpieczeń socjalnych dla pracowników zwalnianych przez tamtejsze firmy. Okazało się, że z tych pieniędzy opłacano w dużej mierze działaczy partii socjalistycznej, lewicowych związkowców oraz wspomagano firmy powiązane z socjalistami. Socjaliści czuli się bezkarnie, wszak przez 30 lat to oni wygrywali lokalne wybory w Andaluzji. Wg hiszpańskiej prasy, w latach 2001-2010 socjaliści zdefraudowali z funduszu 140 mln euro, a obecna wiceprezes EBI miała odgrywać w tym procederze kluczową rolę. Pani Alvarez ogłosiła, że złoży odwołanie, gdyż wysokość kaucji jest rażąco za wysoka, poza tym czuje się niewinna, gdyż, w jej mniemaniu, nie miała wpływu na wydatkowanie pieniędzy z lokalnego funduszu. Władze EBI wydały na razie oświadczenie, że "uważnie obserwują sytuację" i respektują "domniemanie niewinności" pani Alvarez, nim nie zapadnie wyrok. Niemniej centrowa Unia na Rzecz Postępu i Demokracji oraz partia katalońskich separatystów wezwały panią Alvarez do ustąpienia z funkcji wiceprezesa EBI, gdyż jej osoba źle wpływa na wizerunek Hiszpanii za granicą. Prasa madrycka nazwała już bowiem aferę "największą w dziejach Hiszpanii". W jej wyniku socjaliści stracili część poparcia w swoim andaluzyjskim mateczniku i musieli dwa lata temu podzielić się władzą w regionie ze skrajną lewicą. Tajny fundusz, choć o dużo mniejszej wysokości, miała także rządząca obecnie Hiszpanią prawica. Obrazu kraju do cna skorumpowanego dopełniają zarzuty stawiane nawet członkom rodziny królewskiej. I to w sytuacji, gdy Hiszpania dotknięta mocno przez kryzys skorzystała z ogromnego wsparcia finansowego Unii, by uratować budżet i system bankowy, zaś tysiące zwykłych jej obywateli straciło pracę, a przynajmniej musi mocno zaciskać pasa. (JB)

 

Udostępnij artykuł:

Zagranica: Przegląd wydarzeń – marzec 2014

BANK 2014/03

Barclays zwalnia. Z powodu niższych zysków i straty w IV kwartale ub. r. zwolnienia zapowiedział trzeci co do wielkości bank Anglii - Barclays. W ramach redukcji kosztów pracę straci 12 tys. osób, z czego 7 tys. w Wielkiej Brytanii. Równocześnie, o paradoksie, bank poinformował o zwiększeniu rocznych premii dla pracowników.

Barclays zwalnia. Z powodu niższych zysków i straty w IV kwartale ub. r. zwolnienia zapowiedział trzeci co do wielkości bank Anglii - Barclays. W ramach redukcji kosztów pracę straci 12 tys. osób, z czego 7 tys. w Wielkiej Brytanii. Równocześnie, o paradoksie, bank poinformował o zwiększeniu rocznych premii dla pracowników.

Opracowała Anna Waśkiewicz - dział zagraniczny "Panoramy" TVP2

Najwyższe - ponad 60 tys. funtów - dostaną pracownicy działu inwestycji, który zatrudnia ponad 26 tys. osób. Pozostali otrzymają premie o 10 proc. wyższe niż w 2012 r., mimo że zysk banku za ubiegły rok był niższy o 32 proc. Posunięcie to wywołało falę krytyki. Władzom instytucji zarzuca się, że nie wyciągnęły wniosków z kryzysu finansowego, do którego przyczyniły się także i banki, podejmując zbyt wysokie ryzyko i ponosząc duże koszty m.in. z powodu zbyt wysokich wypłat dla pracowników. Te z kolei tłumaczyły się, że oferują konkurencyjne płace, ponieważ najlepszych pracowników podkupują im inne instytucje finansowe o światowym zasięgu.

Owocem krytyki jest to, że prezes banku, Antony Jenkins, zrzekł się rocznej premii. W sumie w ubiegłym roku bank wypłacił pracownikom prawie 2,5 mld funtów, podczas gdy jego zyski wyniosły niewiele ponad 5 mld funtów. Z tego powodu specjaliści zalecili mu, by poprawił rentowność. Obecnie 43,2 proc. przychodów Barclays przeznacza na wypłaty dla pracowników, zamierza jednak w najbliższym czasie zmniejszyć ten wskaźnik do 35 proc. 820 z 12 tys. pracowników, którzy zostaną zwolnieni to menedżerowie i dyrektorzy - 400 z nich pracuje w bankowości inwestycyjnej. 2014 będzie drugim z rzędu rokiem zwolnień w Barclays. Rok temu za pracę podziękowano 7,6 tys. pracownikom. W sumie na całym świecie bank zatrudnia 140 tys. osób, jednak w najbliższym czasie planuje zamknąć ¼ oddziałów i otworzyć punkty obsługi klienta w supermarketach. Ponadto usługi bankowe mają być dostępne przez smartfony.

Austriacka afera bankowa.

Spokojnym Wiedniem wstrząsnęła afera bankowa. Na ławie oskarżonych zasiadł m.in. były wiceszef banku centralnego. Prokuratura oskarża kierownictwo Austriackiej Drukarni Banknotów i Papierów Wartościowych (Österreichische Banknoten und Sicherheitsdruckerei, OeBS), a także zarząd państwowej austriackiej mennicy o to, że wypłacało łapówki członkom władz banków centralnych Azerbejdżanu i Syrii, dla których drukowano banknoty i bito monety. Prowizje te, wynoszące w przypadku Azerbejdżanu 20 proc., a w przypadku Syrii 14 proc. wartości całego zamówienia, były zapłatą za wybranie dostawcy austriackiego jako partnera kontraktu.

Według ustaleń śledztwa w latach 2005-2011 w ramach tego procederu za pośrednictwem spółek zarejestrowanych w państwach trzecich przekazano łapówki w łącznej kwocie 14 mln euro. Na ławie oskarżonych zasiadło dziewięć osób, w tym były wicegubernator banku centralnego Wolfgang Duchatczek, który w czasie wypłacania łapówek był przewodniczącym rady nadzorczej OeBS. Głównym oskarżonym jest były dyrektor OeBS Michael Wolf. Postawione w tej sprawie zarzuty obejmują zawiązanie przestępczego spisku, pomoc w sprzeniewierzeniu, pranie pieniędzy, łapownictwo i fałszowanie ksiąg rachunkowych. Oskarżonym grozi do 10 lat pozbawienia wolności.

Portugalskie banki dołują.

Kryzys zmusił portugalskie banki do poważnej restrukturyzacji, w rezultacie z mapy kraju zniknęło ćwierć tysiąca oddziałów. Jak obliczył dziennik Dinheiro Vivo, tylko w 2013 r. pięciu gigantów branży finansowej zlikwidowało 7 proc. wszystkich placówek - najwięcej właściciel Banku Millennium, spółka BCP. Pracę straciło ponad 1,2 tys. osób. Największe redukcje personelu przeprowadziła należąca do skarbu państwa generalna kasa depozytowa (CGD). Drastyczne posunięcia w sektorze bankowym są próbą wyjścia z rekordowych strat - ponad 2 mld euro. To najgorsze wyniki w historii. Z kryzysem najgorzej radzi sobie właściciel Banku Millennium, który zanotował prawie 750 mln euro strat - mimo to jego sytuacja nie jest zła, odnotowuje bowiem dobre wyniki na rynkach zagranicznych: w Polsce, Mozambiku czy Angoli. Ponad pół miliarda strat odnotowała państwowa Generalna Kasa Depozytowa, Banco Espirito Santo oraz Banif. Nawet te instytucje, które osiągnęły zyski, jak bank BPI czy Santander, nie mają zbyt wielu powodów do zadowolenia, ponieważ za sprawą kryzysu ich profity spadły w porównaniu do 2012 r. nawet o 70 proc. Paradoksalnie w tym samym czasie portugalski fiskus zanotował całkiem przyzwoite wpływy z podatku od sprzedaży domów - 390 mln euro, czyli o 5 mln więcej niż w 2012 r. Dzieje się tak mimo kryzysu na rynku nieruchomości, a to z powodu rekordowego popytu na luksusowe posiadłości. Okazuje się, że piękne wille wykupują przede wszystkim Chińczycy i Rosjanie. Wystarczy, że nabędą nieruchomość o wartości ponad pół miliona euro, a zyskują tak zwaną złotą wizę, która umożliwia nieograniczone poruszanie się po Wspólnocie.

Rosja idzie z duchem czasu.

Amerykańskie, europejskie, a nawet azjatyckie firmy stały się ofiarami cyberataków ze strony... rosyjskiego rządu - poinformowała firma CrowdStrike, zajmująca się bezpieczeństwem w sieci. Wśród ofiar rosyjskiej kampanii szpiegowskiej w internecie są przede wszystkim firmy energetyczne i technologiczne. Rosyjscy hakerzy to jedna z 50 grup, które były szczególnie aktywne w minionym roku. Ministerstwo spraw wewnętrznych Rosji nabrało wody w usta i nie komentuje informacji. - Wydaje się, że motywem tych ataków były interesy rosyjskiego rządu, który chce pomóc swojemu przemysłowi zachować konkurencyjność w kluczowych obszarach mających znaczenie dla kraju - powiedział agencji Reutera współzałożyciel CrowdStrike Dmitrij Alperowicz. To pierwszy przypadek, że Moskwa kojarzona jest ze szpiegostwem w sieci w celach ekonomicznych, a nie politycznych. O tym, że Rosjanie mają najnowszy sprzęt do kontrolowania internetu głośno było choćby przy okazji igrzysk olimpijskich w Soczi, które okazały się najbardziej inwigilowanymi igrzyskami w historii. Pod pretekstem zapewnienia bezpieczeństwa rosyjskie władze uznały, że konieczna jest kontrola elektroniczna, dlatego służby bezpieczeństwa dostały nieograniczony dostęp do sieci telefonii komórkowej i WiFi. Niezbędny do tego sprzęt Rosjanie kupili w Izraelu i Stanach Zjednoczonych. Dotychczas eksperci od cyberbezpieczeństwa o większość ataków w sieci wymierzonych w korporacje oskarżali chiński rząd, mimo że Pekin stanowczo zaprzeczał. Chociaż zjawisko znane jest co najmniej od ponad 30 lat i właściwie wszystkie kraje mają swoje programy inwigilacji w sieci, to dopiero w ostatniej dekadzie rządy niektórych krajów zaczęły używać cyberszpiegostwa do zdobywania danych, które pomagają im promować własne interesy gospodarcze. Mająca siedzibę w Kalifornii firma CrowdStrike od dwóch lat śledzi działalność rosyjskiej grupy hakerów, którą nazwała "Energicznym Niedźwiedziem". Zdaniem CrowdStrike wskaźniki techniczne, a także analiza wybranych celów i wykradzionych danych wskazują na to, że kampanię zorganizował rosyjski rząd. - Jesteśmy tego pewni - zapewnia Dmitrij Alperowicz.

Wśród ofiar, oprócz firm energetycznych, znalazły się osoby współpracujące ze służbami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo narodowe, firmy technologiczne i agencje rządowe - wynika z opublikowanego w internecie dorocznego raportu. Celem rosyjskich hakerów były też firmy produkcyjne i budowlane w Stanach Zjednoczonych, Europie oraz na Bliskim Wschodzie, a także firmy świadczące usługi medyczne. Dodajmy, że CrowdStrike zbiera informacje wywiadowcze o działalności grup hakerskich na świecie i sprzedaje oprogramowanie do udaremniania takich ataków.

Argentyna przeciwko zagranicznym bankom.

Prezydent Argentyny Cristina Kirchner oskarżyła zagraniczne banki o ataki spekulacyjne na waluty wschodzących gospodarek. Na swym koncie na Twitterze napisała po spotkaniu z prezydent Brazylii Dilmą Rousseff, że "głównym jego tematem były presje spekulacyjne" na waluty krajów wschodzących.

"Kto to robi? Ci co zawsze" - dodała Kirchner, odnosząc się do zagranicznych banków i grup finansowych. Tylko banki mogą dokonywać takich manewrów spekulacyjnych, ale dzieje się to "przy współpracy grup interesów, m.in. eksporterów i importerów" - napisała prezydent Argentyny. Wcześniej kraj ten zniósł częściowo restrykcje dotyczące zakupu dolarów amerykańskich, ale tylko za 20 proc. deklarowanych dochodów i nie więcej niż 2 tys. dolarów miesięcznie. Argentyńczycy, aby nabyć dolary, będą musieli wypełnić formularz dostępny na stronach internetowych władz podatkowych i jeśli zostanie on zatwierdzony przez fiskusa, będą mieli 72 godziny na wymianę stosownej sumy w banku.

Po kryzysie z 2001 r. i załamaniu argentyńskiego sektora bankowego, który pozbawił ludzi oszczędności zdeponowanych w bankach, Argentyńczycy wciąż obawiają się zarówno oszczędzania we własnej walucie, jak też trzymania rezerw w krajowych instytucjach finansowych. Ceny nieruchomości są np. ustalane w dolarach, choć płacone w lokalnej walucie. Nakłada się to na doświadczenia ostatnich 40 lat, kiedy to w Argentynie utrzymywała się inflacja na przemian z hiperinflacją. Zamożni obywatele otwierają więc konta bankowe w Stanach Zjednoczonych, Europie czy w sąsiednim Urugwaju.

Argentyńczycy nie ufają nadal peso, dlatego w kraju funkcjonuje tzw. błękitny dolar, czyli dolar czarnorynkowy, którego cena odbiega od kursu oficjalnego. Ułatwienia dotyczące nabywania dolarów mają zlikwidować to, co Argentyńczycy nazywają "błękitnodolarową gospodarką", ale ekonomiści nie są przekonani, że te ograniczone reformy przyniosą skutek. W ciągu ubiegłych 12 miesięcy rezerwy dewizowe Argentyny spadły o 40 proc., osiągając poziom najniższy od siedmiu lat. Skłoniło to rząd do zmniejszenia kwoty obcych walut przeznaczonej na podtrzymywanie oficjalnego kursu waluty krajowej. W rezultacie kurs peso wobec dolara obniżył się o 16 proc., do około 8 do 1.

W ostatnim czasie drastycznie spadła nie tylko wartość peso, ale również notowania walut kilku wschodzących gospodarek, w tym rubla, tureckiej liry i południowoafrykańskiego randa. Ekonomiści tłumaczą to zjawisko wewnętrznymi problemami tych krajów, które po latach silnych wzrostów weszły w okres spowolnienia, jednak wcześniej nie przeprowadziły koniecznych reform i tracą teraz zaufanie inwestorów. A także odchodzeniem Fed, banku centralnego Stanów Zjednoczonych, od polityki luzowania ilościowego, która zwiększała zainteresowanie walutami krajów rozwijających się.

Do gwałtownych spadków notowań walut odniósł się szef eurogrupy Jeroen Dijsselbloem, który powiedział, że strefa euro nie powinna się obawiać, iż te niepokoje na rynkach walutowych mogą przenieść się znów do Europy. Jednak "turbulencje dewizowe, zwłaszcza te w gospodarkach wschodzących, powinny nam przypomnieć, że nadal istnieje zagrożenie i nie możemy sobie pozwolić na najmniejsze kompromisy we wdrażaniu reform gospodarczych" - tłumaczył dziennikarzom Dijsselbloem.

 

Udostępnij artykuł:

Zagranica: Przegląd wydarzeń – luty 2014

BANK 2014/02

Szwedzki sposób na korki. Władze szwedzkie chcą podwyższyć tzw. podatek od tłoku. Płacą go wszyscy kierowcy za każdorazowy wjazd do strefy centralnych dzielnic Sztokholmu oraz drugiego co do wielkości miasta kraju, Göteborga. To myto wprowadzono w stolicy latem 2007 r., stanowi - w zależności od pory dnia, w której przekracza się granice wyznaczonej strefy - równowartość 8, 13 i 18 zł. Opłata od początku wzbudzała niechęć wśród kierowców, tym bardziej że pobierana jest również za wyjazd z miasta. Ponadto na całym obszarze miejskim obowiązują opłaty parkingowe.

Szwedzki sposób na korki. Władze szwedzkie chcą podwyższyć tzw. podatek od tłoku. Płacą go wszyscy kierowcy za każdorazowy wjazd do strefy centralnych dzielnic Sztokholmu oraz drugiego co do wielkości miasta kraju, Göteborga. To myto wprowadzono w stolicy latem 2007 r., stanowi - w zależności od pory dnia, w której przekracza się granice wyznaczonej strefy - równowartość 8, 13 i 18 zł. Opłata od początku wzbudzała niechęć wśród kierowców, tym bardziej że pobierana jest również za wyjazd z miasta. Ponadto na całym obszarze miejskim obowiązują opłaty parkingowe.

Opracowała ANNA WAŚKIEWICZ - dział zagraniczny "Panoramy" TVP2

Teraz rząd chce, by podatek ten wzrósł w stolicy od 2016 r. aż o 75 proc. W Göteborgu podobne opłaty mają wzrosnąć od 2015 r o 25 proc. Rząd powołuje się na dane, z których wynika, że wprowadzenie podatku od tłoku spowodowało ograniczenie ruchu samochodowego w obu miastach: w Göteborgu o 11 proc., a w Sztokholmie od 18 do 22 proc. Ponadto pieniądze uzyskane z jego poboru są przeznaczane na rozbudowę metra w Sztokholmie, a w Göteborgu na budowę nowego tunelu i mostu dla ruchu kołowego. Podatku nie płacą kierowcy samochodów z zagraniczną rejestracją. Swego rodzaju ciekawostką jest to, że Szwedzi protestują nie tylko przeciwko podwyżce podatku od tłoku, ale również przeciw obniżeniu podatków jako takich. Rząd premiera Frederika Reinfeldta zapowiedział, że w 2014 r. obniży podatek od dochodu. Dzięki temu przeciętnie zarabiający pracownik w Szwecji otrzyma "podwyżkę" w wysokości 270 koron, czyli ok. 30 euro miesięcznie. To już piąta od 2007 r. obniżka obciążeń fiskalnych, którą przeprowadza centroprawicowy rząd, tym razem jednak wzbudziła obawy o pogorszenie jakości opiekuńczego państwa.

Hiszpańskie banki z dodatkowym podatkiem? Rząd Katalonii zapowiedział, że opodatkuje banki, które przejęły mieszkania, ale ich nie wynajmują. W całej Hiszpanii jest ok. 1,2 mln pustych mieszkań. Co najmniej połowa z nich należy do banków, bo przejęły je albo od rodzin, których nie było stać na spłacanie kredytów, albo od firm budowlanych, które zbankrutowały. Banki nie zamierzają pozbywać się nieruchomości w czasie kryzysu, gdy ceny są niewysokie. Z tego powodu na rynek trafiło niespełna 200 tys. mieszkań. Mimo że ich cena spadła niemal o połowę, to i tak nie ma na nie chętnych. Głównym powodem jest również fakt, że te same banki z powodu kryzysu niechętnie udzielają kredytów. W tej sytuacji Katalonia chce zmusić banki, aby wynajmowały przejęte mieszkania, i to po zaniżonej cenie. Jeśli nie zechcą, będą płacić nowy podatek, uzależniony od powierzchni niewykorzystanych mieszkań.

Banki nie płacą także czynszów za przejęte mieszkania. A w Hiszpanii oprócz czynszu trzeba uiszczać co miesiąc tzw. opłatę za schody. Z pieniędzy tych spółdzielnia mieszkaniowa pokrywa koszty drobnych remontów, konserwacji wind czy oświetlenia klatki schodowej. Zdarza się, że banki, które przejęły mieszkania, od ponad roku zalegają z tymi opłatami. Jak informuje Naczelna Rada Administracji Budynków Mieszkalnych, w całej Hiszpanii są winne spółdzielniom mieszkaniowym prawie 230 mln euro. Nie tylko rząd Katalonii próbuje zmobilizować banki. Już wcześniej kary finansowe na te, które dysponują pustostanami, ale nie chcą ich np. wynajmować, zapowiedział lewicowy rząd Andaluzji. Tutejsze władze poszły nawet dalej - postanowiły zająć mieszkania należące do banków, i to na okres trzech lat, jeśli nieruchomości te są zamieszkiwane przez rodziny, które mogą zostać eksmitowane.

Chińczyk potrafi. Chińscy biznesmeni wykazują się dużą kreatywnością nie tylko jeśli chodzi o pomnażanie majątku, ale również, a może nawet jeszcze większą, jeśli chodzi o ukrywanie go. Ponieważ oficjalnie partia walczy z korupcją, to jej członkowie, którzy zdobyli pieniądze nielegalnie, nie mogą umieścić gotówki na kontach bankowych. Dziennik Pekiński opisał najbardziej pomysłowe przykłady ukrywania nielegalnie zgromadzonego majątku. Były szef policji w Chongqingu, Wen Qiang, 20 mln juanów, czyli ponad 3 mln dolarów, zakopał pod oczkiem wodnym z rybami. Hu Fangyu, jeden z wysokich rangą urzędników miasta Changshun w Guizhou, swój majątek lubił mieć blisko siebie. Mężczyznę okradziono podczas snu. Złodzieje opróżnili zasobne kieszenie urzędnika, a jego spodnie wraz z paskiem - porzucili.

Okazało się, że w skrytce pod klamrą paska znajdowały się poręczenia depozytów na ponad 60 tys. dolarów. 4 mln juanów do dziupli schował skorumpowany urzędnik z Jiangsu. Większą kreatywnością musiał wykazać się Ma Junfei, którego skazano na karę śmierci za przyjęcie łapówek na sumę 130 mln juanów. Według źródeł, na które powołuje się gazeta, większość tej sumy ukrył w ścianach swoich mieszkań w Pekinie i Mongolii Wewnętrznej, skąd pochodził. Chińskie władze, ustami jednego z najważniejszych urzędników finansowych Yi Ganga, szefa chińskiego nadzoru transakcji zagranicznych, zapowiadają wprowadzenie podatku od spekulacji walutowych. Ma to zapewnić ochronę przed kapitałem spekulacyjnym.

 

Udostępnij artykuł:

Zagranica: Przegląd wydarzeń – styczeń 2014

BANK 2014/01

Chudsze portfele. Aktywa europejskich banków zmniejszyły się między grudniem 2011 a czerwcem 2013 r. o 817 mln euro - podał Europejski Urząd Nadzoru Bankowego. To pierwszy wyraźny efekt podporządkowania się regułom Bazylei III. Banki muszą zapewnić środki na stabilizację swoich bilansów, a jednocześnie wyzbywać się ryzykownych aktywów. Działania stabilizacyjne doprowadziły też do spadku rentowności. Jeszcze w 2008 r. kilkunastoprocentowa stopa zwrotu z zainwestowanego kapitału nie była niczym nadzwyczajnym, teraz to już rzadkość. W tym samym czasie aktywa europejskich banków zmniejszyły się o 12 proc. - do 29,5 bln euro. One same zaś stały się statystycznie mniejsze, ale jednocześnie bardziej stabilne finansowo - uważa część ekspertów. Inni jednak przestrzegają, że w roku 2014 w bilansach europejskich banków wciąż będzie dziura wysokości 280 mld euro - i najlepiej przygotowywać się na kolejną fazę kryzysu. (JB)

Chudsze portfele. Aktywa europejskich banków zmniejszyły się między grudniem 2011 a czerwcem 2013 r. o 817 mln euro - podał Europejski Urząd Nadzoru Bankowego. To pierwszy wyraźny efekt podporządkowania się regułom Bazylei III. Banki muszą zapewnić środki na stabilizację swoich bilansów, a jednocześnie wyzbywać się ryzykownych aktywów. Działania stabilizacyjne doprowadziły też do spadku rentowności. Jeszcze w 2008 r. kilkunastoprocentowa stopa zwrotu z zainwestowanego kapitału nie była niczym nadzwyczajnym, teraz to już rzadkość. W tym samym czasie aktywa europejskich banków zmniejszyły się o 12 proc. - do 29,5 bln euro. One same zaś stały się statystycznie mniejsze, ale jednocześnie bardziej stabilne finansowo - uważa część ekspertów. Inni jednak przestrzegają, że w roku 2014 w bilansach europejskich banków wciąż będzie dziura wysokości 280 mld euro - i najlepiej przygotowywać się na kolejną fazę kryzysu. (JB)

Opracowali: JACEK BIERNACKI (JB) i ANNA WAŚKIEWICZ (AW) - dział zagraniczny "Panoramy" TVP2

Konto dla każdego. Każdy obywatel Unii Europejskiej ma prawo do konta bankowego. Co więcej - każdy, kto legalnie przebywa na jej terenie będzie mógł otworzyć rachunek bankowy. To projekt dyrektywy, którą poparł już Parlament Europejski. Komisja Europejska obliczyła, że aż 59 mln Europejczyków nie ma w ogóle rachunku bankowego, choć połowa chciałaby go mieć. 2,5 mln dostało odmowę ze strony banków, na przykład ze względu na niewypłacalność. Dyrektywa unijna wprowadzi kategorię tak zwanego podstawowego rachunku bankowego. Będzie on umożliwiał wpłaty i wypłaty oraz dokonywanie transakcji na terenie UE. Rachunek podstawowy ma być bezpłatny bądź obciążony niewielką opłatą. Każdy bank będzie musiał zresztą zagwarantować, że jest on najtańszy w jego ofercie. (JB)

Wciąż pod kreską, ale pomocy unijnej nie trzeba. Po przeprowadzeniu stress-testów słoweński bank centralny ogłosił, że w tamtejszym sektorze bankowym wciąż brakuje 4,8 mld euro. Jednak na razie Słowenia nie będzie występować o pomoc unijną. Rząd w Lublanie czeka na formalną zgodę Komisji Europejskiej, by dziury w bilansach trzech największych banków załatać własnymi środkami. Głównie dokapitalizowaniem gotówką, ale też emisją obligacji rządowych i przerzuceniem części strat na posiadaczy obligacji tych banków. Pięć mniejszych instytucji finansowych ma zdobyć w ciągu roku ponad miliard euro kapitału prywatnego. Urzędnicy brukselscy generalnie nie stawiają przeszkód, ale podkreślają, że reforma bankowa powiedzie się wtedy, gdy Słowenia poprawi warunki funkcjonowania biznesu. Słoweńcy natomiast zapewniają, że po zastosowaniu programu ratunkowego będą mieli jedne z najlepiej dokapitalizowanych banków w Europie. (JB)

Największe kary w historii Unii. 1,7 mld euro - taką gigantyczną karę nałożyła Komisja Europejska na osiem wielkich amerykańskich i europejskich banków oraz instytucji finansowych, które, według niej, dokonały zmowy kartelowej dla manipulowania wskaźnikami stóp procentowych LIBOR, EUROIBOR i TIBOR przy ustalaniu oprocentowania kredytów i derywatów. A i tak wszystko odbyło się na zasadach ugody, inaczej kara byłaby jeszcze o 10 proc. wyższa. Najwyższą karę jednostkową - 725 mln euro - zapłaci Deutsche Bank. Jeden z banków biorących udział w procederze wywinął się od płacenia uczestnictwem w programie leniency, czyli pomocy w ujawnieniu kulis zmowy w zamian za złagodzenie kary. Zdaniem komisji, na zmowie kartelowej straciło aż 40 proc. kredytobiorców w UE. Na całym świecie kary za manipulacje wskaźnikami stóp procentowych sięgnęły już 3,7 mld euro. To nie koniec, bo Komisja Europejska prowadzi postępowania przeciwko kolejnym winowajcom. Część z nich odmówiła ugody, dlatego prowadzone jest przeciwko nim normalne postępowanie antymonopolowe. Banki, spodziewając się kar, uwzględniły już je w swoich bilansach. (JB)

Wariant cypryjski dla całej UE... - czyli II filar unii bankowej. Za ratowanie systemu bankowego na Cyprze płacili także posiadacze depozytów. Teraz ma się to stać normą w całej Unii Europejskiej. Odpowiednie porozumienie zawarły Komisja Europejska, Parlament Europejski i przedstawiciele krajów członkowskich. Nadrzędnym celem było odejście od finansowania upadających banków z pieniędzy publicznych. Uzgodniony bail-in nakazuje bankom przedstawianie planów działań na wypadek kryzysu. Ustala też, że koszty ich upadłości banków będą ponosić w kolejności: udziałowcy, wierzyciele oraz posiadacze depozytów powyżej 100 tys. euro. Czyli w założeniu co najwyżej ci najlepiej sytuowani obywatele Unii. Wreszcie - mają powstać krajowe fundusze ratowania zagrożonych banków. Złożą się nań same banki, docelowo w 2025 r. wysokość funduszu ma odpowiadać 1 procentowi depozytów zgromadzonych w kraju członkowskim UE. Na etapie przejściowym możliwa będzie jeszcze pomoc państwa.

Przy czym będzie mogło ono nałożyć wtedy dodatkowe opłaty na krajowe banki lub wykorzystać inny kapitał krajowy. Jeśli i tego nie wystarczy, państwo będzie mogło się zwrócić o pożyczkę z Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego. Uregulowania przejściowe zostały wprowadzone, gdyż według założeń, fundusze na ratowanie banków będą gromadzone stopniowo przez 10 lat. Oczekuje się, że w skali całej strefy euro zgromadzone środki wyniosą 55 mld euro. Fundusz ratowania banków też będzie mógł występować o pożyczki, ale za spłatę zobowiązań będą musiały już odpowiadać same banki. Inicjatorem likwidacji banku ma być Komisja Europejska. Urzędnicy brukselscy liczą, że regulacje dotyczące unii bankowej przejdą teraz szybką ścieżkę legislacyjną i już w kwietniu zostaną zatwierdzone. Wcale jednak tak stać się nie musi. (JB)

Grecja wraca na wokandę. Według Komisji Europejskiej Grecy nadużywają zakazu przejmowania domów przez banki, gdy znajdujący się w trudnej sytuacji właściciele nie spłacają pożyczek. - Zachęcamy władze greckie, by przemyślały sposoby ochrony najbardziej narażonych rodzin i gospodarstw domowych. Chcemy upewnić, że chronieni są naprawdę narażeni ludzie, a nie wszyscy - tłumaczył rzecznik KE ds. gospodarczych i walutowych Simon O’Connor. - Obecny system daje możliwość nadużyć tym, którzy nie potrzebują ochrony i jest to prawdziwy problem, bo do nadużyć dochodzi systematycznie.

Z tego powodu kłopoty mają greckie banki i kredytowanie gospodarki jest utrudnione, bo nie udzielają one pożyczek zwłaszcza małym i średnim przedsiębiorstwom. To z kolei hamuje inwestycje i wzrost zatrudnienia.

Niedawno przedstawiciele Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Komisji Europejskiej i Europejskiego Banku Centralnego przerwali misję, której celem był przegląd realizacji programu pomocowego przez Grecję. Kłopoty na runku krajowym nie ułatwią Atenom przejęcia przewodnictwa w Radzie UE. Dotychczasowe programy pomocowe przyznane Grecji na lata 2010-2014 w zamian za bolesne dla społeczeństwa cięcia, oszczędności i reformy są warte 240 mld euro. Choć program pomocowy powinien dobiec końca w bieżącym roku, to jednak już w lipcu ub. roku KE przyznała, że pod koniec 2014 r. Grecja może mieć "relatywnie niewielką lukę w finansowaniu". Komisja wspomniała o kwocie rzędu 2,8-4,6 mld euro. Szacunki MFW mówią o 10,9 mld euro luki na lata 2014 i 2015. (AW)

Polska mniej skorumpowana niż w 2012 r. Według najnowszego raportu Transparency International korupcja w sektorze prywatnym pozostaje jednym z najpoważniejszych problemów. Do najmniej skorumpowanych krajów należą Dania i Nowa Zelandia. Polska awansowała z 41. na 38. miejsce ex aequo z Brunei. Badania objęły 177 krajów. Dwie trzecie z nich ma poważne problemy z korupcją. Największe Sudan, Afganistan, Korea Północna i Somalia. Zagrożenie dotyczy wszystkich szczebli władzy - zarówno lokalnego, jak i krajowego. W europejskiej rodzinie uwagę przykuwa spadek Hiszpanii o 10 miejsc w rankingu. Afery obejmują wszystkie poziomy w administracji publicznej, a nawet rodzinę królewską. Z raportu hiszpańskiego urzędu podatkowego wynika, że rocznie do fiskusa nie trafia 72 mld euro, z czego 42 mld euro to pieniądze nie zapłacone przez najbogatszych. Zazwyczaj ukrywane są one na zagranicznych kontach. Drugim sposobem jest założenie firmy w krajach, w których nie płaci się podatków. Jedynym wydatkiem wtedy jest 300 do 500 euro za założenie firmy, a za zyski czy depozyty bankowe nie płaci się nic. Jeśli w Hiszpanii, wzorem Francji, zostałby ustanowiony podatek od wielkich fortun, do kasy państwa wpłynęłoby rocznie ponad 3 mld euro. Inspektorzy podatkowi oskarżają rząd, że unika takiego rozwiązania z obawy przed narażeniem się najbogatszym. W UE krajem najgorzej ocenianym przez Transparency International jest Grecja. Swoją pozycję nieznacznie poprawiły Niemcy, przesuwając się o jedno oczko z 13. na 12. miejsce. Według szefowej niemieckiej sekcji TI głównym problemem naszych zachodnich sąsiadów jest działalność lobbystów i dotacje od prywatnych firm dla partii politycznych. Dosyć surowo Transparency oceniła Ukrainę, która wylądowała na 144. miejscu. W czołówce krajów mających najmniejszy problem z korupcją znalazły się Finlandia, Szwecja, Norwegia i Singapur. (AW)

Bank Światowy poprawił prognozy gospodarcze dla Polski. Z najnowszego raportu wynika, że wzrost PKB w naszym kraju w 2013 r. wyniesie 1,5, a w tym roku 2,8 proc. Bank Światowy prognozuje, że w przyszłym roku Europa Środkowa i Wschodnia zanotuje wzrost gospodarczy na poziomie 2,3 proc, czyli ponad dwukrotnie wyższy niż Zachodnia. W Polsce będzie on o 0,8 proc. wyższy niż przewidywano w poprzednim raporcie. Wzrost PKB dla Polski w 2013 r. podniesiono o pół punktu procentowego. W publikacji wskazano, że na początku ub. roku gospodarki naszego regionu zamarły, ale trend ten odwrócił się w drugim półroczu. Był to efekt ożywienia gospodarczego w strefie euro, której w drugim kwartale udało się wyjść z recesji. Bank Światowy zwraca uwagę na pozytywne sygnały z polskiej gospodarki, w tym poprawę sytuacji na rynku pracy. Jego eksperci zauważają, że poziom zatrudnienia w naszym kraju powraca do poziomu sprzed kryzysu. Zwracają też uwagę na poprawę sytuacji polskiego budżetu. Główny ekonomista Banku Światowego dla regionu Europy i Azji Środkowej Theo David Thomas powiedział, że z raportu wynika, iż widać ogólną poprawę w UE, sytuacja w strefie euro ustabilizowała się, a działania poszczególnych rządów wsparły wzrost. Odrodzenie gospodarki było dość słabe, ale będzie mocniejsze w 2014 r. (JB)

Uwaga na bitcoiny! Czarne chmury gromadzą się nad wirtualną walutą. Najpierw posługiwania się bitcoinami zakazały Chiny, potem Apple wycofał go z iTunes, a teraz brukselscy urzędnicy przestrzegają, by unikać transakcji w bitcoinach. Dlatego, że omyłkowo dokonywanych transakcji w bitcoinach nie da się już anulować. Po drugie, zdarzały się już wirtualne kradzieże z kont, hackerzy mają bowiem łatwiejszy dostęp do bitcoinów niż do rachunków w realnym pieniądzu. Po trzecie, posługiwanie się wirtualną walutą rodzi całkiem realne zobowiązania podatkowe. Po czwarte - gwałtowny wzrost notowań bitcoinów względem dolara miał charakter czystej bański spekulacyjnej, na której można solidnie stracić. Zyskali tylko ci, którzy pierwsi zdążyli zamienić bitcoiny na dolary - jak w klasycznej piramidzie finansowej. (JB)

Szwecja rezygnuje z gotówki? W ciągu ostatnich sześciu lat zdecydowanie zmniejszyło się użycie gotówki w handlu detalicznym i branży restauracyjno-hotelowej. W 2007 r. w obrocie było 109 mld koron w banknotach i monetach. Na przełomie 2012/2013 - 94 mld. Natomiast na początku listopada ub. roku już tylko 84,5 mld. Tendencja odchodzenia od gotówki i zastępowanie jej kartami jest więc widoczna. Potwierdza to szwedzki bank narodowy, organizacje handlowe, media i obserwacje obywateli. Nad kasami w wielu marketach i sklepach sprzedających np. droższe meble czy towary luksusowe pojawiają się coraz częściej napisy, że nie przyjmuje się gotówki. (AW)

Bogaczy nie brakuje. Majątek 300 najbogatszych obywateli Szwajcarii wzrósł o 10 proc. i przekroczył rekordową sumę 560 mld franków - informuje szwajcarski magazyn ekonomiczny Bilanz, który od 25 lat prowadzi odpowiednie statystyki. Oznacza to, że najbardziej zamożni Szwajcarzy potrzebowali sześciu lat, by przezwyciężyć skutki kryzysu, który uszczuplił ich aktywa o 70 mld franków. Jak podsumowuje Bilanz w rękach dziesięciu najbogatszych szwajcarskich rodzin znajduje się majątek wart 159 mld franków, czyli o 18 mld większy niż w zeszłym roku. Listę szwajcarskich miliarderów otwiera niezmiennie od 11 lat Szwed Ingvar Kamprad, właściciel sieci IKEA. Także w Portugalii krezusi mają się świetnie. Na pierwsze miejsce wśród najbogatszych wrócił król korkowego imperium Americo Amorim, którego fortunę szacuje się na 45,5 mld euro. Na drugim znalazł się właściciel grupy Jeronimo Martins, do której należą między innymi sklepy "Biedronka". Według magazynu Exame, na kontach Alexandre Soaresa Dos Santosa znajduje się 2,2 mld euro. Ranking potwierdza, że w czasie gdy większość obywateli zmuszanych jest do wyrzeczeń w imię walki z kryzysem, pierwsza dziesiątka na liście najbogatszych w ciągu ostatniego roku znacznie się wzbogaciła. Obecnie wartość ich fortun wynosi blisko 16,7 mld euro, co stanowi 10 proc. PKB Portugalii. We Włoszech skutki kryzysu również w największym stopniu odczuwają najbiedniejsi. Jak podsumował w swym raporcie narodowy bank emisyjny, w ciągu ostatnich dwóch lat zarobki pracowników najemnych spadły o ponad 800 euro w skali roku. Jednocześnie do 32 proc. wzrosła liczba młodych ludzi, którzy znaleźli pierwszą pracę w najgorzej opłacanych zawodach. Kryzys, jak w wielu innych krajach europejskich, ominął natomiast włoskich bankierów. 109 menedżerów w bankach gromadzi rocznie na swych kontach ponad milion euro. (AW)

Unia stawia na e-faktury. Ministrowie odpowiedzialni za sprawy związane z konkurencyjnością w poszczególnych krajach przyjęli nową dyrektywę dotyczącą stosowania e-faktur w zamówieniach publicznych. Propozycja wydania dyrektywy pojawiła się już w czerwcu ub. roku. Jej inicjatorem była Komisja Europejska. Bruksela wychodzi z założenia, że powszechne stosowanie elektronicznych faktur przyczyniłoby się do oszczędności rzędu 2 mld euro. Obecnie państwa członkowskie UE stosunkowo rzadko posługują się elektronicznymi fakturami. W zależności od państwa stosowanie elektronicznych dokumentów kształtuje się na poziomie od 4 do 15 proc. całości wystawionych faktur. Ma się to zmienić dzięki wprowadzeniu nowej dyrektywy. Unijny komisarz ds. rynku wewnętrznego Michel Barnier ma nadzieję, że wynegocjowana dyrektywa wejdzie w życie jak najszybciej, jeszcze przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. (AW)

Bankierzy trzymają kasę. 2714 bankierów londyńskiej finansjery zarabia ponad 1 mln euro rocznie (833 200 funtów). Na te wpływy składają się: pensje, premie i pakiety emerytalne - ogłosił Europejski Urząd Nadzoru Bankowego EBA. City bije na głowę bankierów w Niemczech, we Włoszech i w Francji. W całej Unii Europejskiej zarobki powyżej 1 mln euro osiąga 3529 bankierów. Jak widać, dotychczasowe zabiegi zmierzające do ukrócenia płacowych ekscesów City są całkowicie nieskuteczne, a finansjera nie wyciągnęła żadnych wniosków po krachu na globalnym rynku finansowym z 2008 r. W tym samym czasie roczna płaca w Wielkiej Brytanii wzrosła o 0,8 proc. Być może sytuację zmienią nowe przepisy, które wchodzą w życie w tym roku. Ograniczają one maksymalną wysokość premii w bankowości do rocznych zarobków. Nowe rozporządzenia obejmują wszystkich pracowników, którzy zarabiają powyżej 500 tys., czyli ok.10 tys. osób w samym tylko Londynie. Tuż przed wejściem w życie nowych zasad londyńskie banki podnosiły płace i świadczenia socjalne, obawiając się odpływu kluczowych pracowników do Stanów Zjednoczonych i Szwajcarii. Brytyjski rząd zaskarżył nawet rozporządzenia EBA do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu, argumentując, że zaszkodzą one randze Londynu jako centrum światowej finansjery. (AW)

Udostępnij artykuł:

Zagranica: Przegląd wydarzeń – grudzień 2013

BANK 2013/12

PE bada możliwość prawnego zmuszenia banków do aktywności kredytowej. Ujawnił to przewodniczący Parlamentu Europejskiego, niemiecki socjalista Martin Schulz na spotkaniu w berlińskiej redakcji gazety "Sueddeutsche Zeitung". Według Schulza jedną z metod walki z kryzysem miało być udzielanie przez Europejski Bank Centralny oprocentowanych wręcz symbolicznie pożyczek dla banków komercyjnych. Wszystko po to, by one poprzez kredyty inwestycyjne wpompowały te pieniądze w gospodarkę, doprowadzając do jej ożywienia. Banki chętnie sięgały po pieniądze z ECB, ale albo je kumulują, albo przeznaczają na własne zyskowne przedsięwzięcia, zamiast przekazywać je przedsiębiorcom. W efekcie od roku 2010 liczba udzielanych w strefie euro kredytów spadła o 6 proc. Według Schulza przyszła pora na zbadanie prawnych możliwości skłonienia banków do aktywniejszej akcji kredytowej.

PE bada możliwość prawnego zmuszenia banków do aktywności kredytowej. Ujawnił to przewodniczący Parlamentu Europejskiego, niemiecki socjalista Martin Schulz na spotkaniu w berlińskiej redakcji gazety "Sueddeutsche Zeitung". Według Schulza jedną z metod walki z kryzysem miało być udzielanie przez Europejski Bank Centralny oprocentowanych wręcz symbolicznie pożyczek dla banków komercyjnych. Wszystko po to, by one poprzez kredyty inwestycyjne wpompowały te pieniądze w gospodarkę, doprowadzając do jej ożywienia. Banki chętnie sięgały po pieniądze z ECB, ale albo je kumulują, albo przeznaczają na własne zyskowne przedsięwzięcia, zamiast przekazywać je przedsiębiorcom. W efekcie od roku 2010 liczba udzielanych w strefie euro kredytów spadła o 6 proc. Według Schulza przyszła pora na zbadanie prawnych możliwości skłonienia banków do aktywniejszej akcji kredytowej.

Opracowali: Jacek Biernacki, Anna Waśkiewicz - dział zagraniczny "Panoramy" TVP2

Pierwszy islamski bank w strefie euro.

Eurisbank - tak ma nazywać się pierwszy islamski bank w strefie euro, którego otwarcie planowane jest na ostatni kwartał przyszłego roku. Bank będzie miał siedzibę w Luksemburgu, a oddziały w Brukseli, Paryżu, Frankfurcie nad Menem i jednym z miast holenderskich. Kapitał zakładowy ma wynosić 60 mln euro. Udziałowcami są rodzina szejka - prezydenta Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz konsorcjum tamtejszych biznesmenów. Bank ma działać zarówno na rynku inwestycyjnym, jak też kredytowym, obsługiwać zarówno firmy, jak i osoby prywatne. Luksemburski nadzór bankowy zaaprobował już pomysł i przekazał udziałowcom komplet dokumentów, których wypełnienie umożliwi przyznanie licencji Eurisbankowi. Eksperci szacują, że skoro w krajach Europy Zachodniej mieszka ponad 20 mln muzułmanów, stworzył się już wystarczająco duży rynek dla produktów bankowych zgodnych z prawem islamskim. Według niektórych opinii islamskie banki mogą stanąć do współzawodnictwa z bankami europejskimi, oferując w dalszej perspektywie swe produkty także niemuzułmanom.

Kredyty nie dla maluczkich.

Spada liczba kredytów udzielanych małym i średnim firmom w Unii Europejskiej. Tak przynajmniej wynika z raportu opublikowanego przez Komisję Europejską oraz Europejski Bank Centralny. Aż jedna trzecia firm skarżyła się, że nie dostała w formie pożyczek tych pieniędzy, o jakie wnioskowała na 2013 r. 13 proc. firm banki odrzuciły wnioski kredytowe, 18 proc. przyznano jedynie część wnioskowanej kwoty. Najbardziej ostrożnie specjaliści od udzielania kredytów podchodzili do małych firm. Aż 28 proc. z tych, które działały krócej niż dwa lata - nie dostało pieniędzy. Także 18 proc. najmniejszych firm, zatrudniających poniżej 10 osób, odmówiono finansowania lub znacznie je ograniczono. Bankowcy wciąż za to mają zaufanie do korporacji - tylko 3 proc. dużych i wielkich firm spotkało się z odmową udzielenia kredytu.

Najwięcej odmów kredytowych było w Grecji i Holandii - aż 31 proc. oraz na Litwie - 24 proc. Zdarzały się też przypadki, że firmy same rezygnowały z przyjęcia przyznanej pożyczki - uznając warunki banku za niemożliwe do spełnienia. Aż 16 proc. małych firm w Irlandii oraz 15 proc. w Grecji czy na Cyprze w ogóle zrezygnowało z ubiegania się o kredyt bankowy. Dlatego Komisja Europejska postanowiła uruchomić program COSMO, mający ułatwić małym i średnim przedsiębiorcom dostęp do kredytów. Ma on oferować zabezpieczenie spłaty pożyczki do wysokości 150 tys. euro. Komisja szacuje, że do końca tej dekady z programu COSMO skorzysta prawie 350 tys. firm.

Będzie pomoc dla banków.

Potwierdzili to ministrowie finansów UE. Jeśli przegląd bilansów bankowych w 2014 r. wykaże wartości ujemne, kraje które przystąpią do wspólnego nadzoru bankowego będą wspierać zagrożone instytucje finansowe. Jednak w pierwszym rzędzie ewentualne straty pokrywać będą udziałowcy banków. Bank będzie miał też obowiązek starać się o dodatkowy kapitał na rynku lub z innych źródeł prywatnych. Dopiero gdy te metody zawiodą, wkroczy państwo, korzystając z krajowych zabezpieczeń lub mechanizmu uporządkowanej likwidacji. W ostateczności, ze względu na wagę banku na międzynarodowych rynkach finansowych, uruchomione miałyby być zabezpieczenia na poziomie strefy euro lub nawet całej Unii.

Badanie kondycji europejskich banków przebiegnie w dwóch etapach. Najpierw, do października 2014 r. Europejski Bank Centralny prześwietli bilanse 130 największych banków na terenie UE, a potem z kolei Europejski Urząd Nadzoru Bankowego przeprowadzi stress testy europejskich banków

Totalnie nieprzejrzyste, a innym dyktują warunki.

Najbardziej nieprzejrzyste instytucje zajmujące się pomocą finansową to... Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy i Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju. Taki zaskakujący wniosek wynika z opublikowanego wskaźnika ATI, czyli Indeksu Przejrzystości Instytucji Pomocowych. Przebadano 60 takich instytucji, w tym 17 międzynarodowych. Brano pod uwagę 39 czynników związanych z gotowością do przejrzystego działania, rzeczywistą otwartością w procesie przyznawania pomocy i przejrzystością struktur oraz sposobów podejmowania decyzji.

Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju wylądował na ostatnim miejscu wśród instytucji międzynarodowych i na przedostatnim miejscu w ogólnym bilansie. Jego wskaźnik przejrzystości to zaledwie 24,5 proc. EBOR zarzucono m.in. mało przejrzyste kryteria wyboru finansowanych projektów i jeszcze mniejszą przejrzystość w informowaniu, na co tak naprawdę wykorzystywane są pieniądze. Zresztą, co podkreślono, EBOR jest jedyną międzynarodową instytucją pomocową, która publikuje swoje dane w sposób nie nadający się do szybkiego komputerowego przetworzenia. Niewiele lepiej wypadły: Europejski Bank Inwestycyjny - ze wskaźnikiem przejrzystości 26,6 proc., Bank Światowy - 30,31 proc. i Międzynarodowy Fundusz Walutowy - 31,83 proc. Wszystkie dostały ocenę niedostateczną. Na ich tle szczytem przejrzystości okazał się nawet Afrykański Bank Rozwoju z wynikiem 63,7 proc. i oceną dobrą. Średni wynik dla wszystkich 60 przebadanych organizacji to 33 proc., a dla 17 międzynarodowych - 53 proc. Rezultaty wiodących i najbardziej rozpoznawalnych instytucji pomocowych są zatem co najmniej zawstydzające.

Sześciu za jednego.

Sześć spośród najważniejszych światowych banków centralnych: Bank Japonii, Rezerwa Federalna (Fed), Europejski Bank Centralny, Bank Anglii, Bank Kanady i Szwajcarski Bank Narodowy ogłosiło, że będą trwale udostępniać sobie tak zwane swapy walutowe, czyli doraźne pożyczki zapewniające im stałą płynność kredytową w walutach obcych. Dotychczas transakcje te odbywały się w ramach oddzielnych porozumień i były uważane za przedsięwzięcia tymczasowe. Prezesi banków podkreślili, że istniejące do tej pory czasowe porozumienia swapowe wielokrotnie pomogły w złagodzeniu napięć na rynkach finansowych i osłabieniu ich wpływu na warunki gospodarowania. "Porozumienia stałe będą nadal służyć jako skuteczna gwarancja płynności" - czytamy we wspólnym komunikacie.

- Postanowiliśmy nadać swapom charakter stały, by uniknąć niepewności, że mogłyby wygasnąć w lutym - powiedział na konferencji prasowej w Tokio gubernator Banku Japonii Haruhiko Kuroda. I dodał, że nie planuje się rozszerzenia umów o swapach poza sześć banków centralnych. W przypadku wystąpienia braku dolarów amerykańskich, każdy z uczestniczących w porozumieniu banków centralnych może od Fed kupić odpowiednią ich sumę za emitowaną przez siebie walutę, a potem odsprzedać po tym samym kursie, płacąc jedynie odsetki w ustalonej wysokości. Jako że kurs wymiany ustalany jest przez banki centralne między sobą, transakcje takie nie wpływają na rynek walutowy, a jednocześnie rozwiązują problem przejściowych niedoborów dolarów amerykańskich.

Kompromisowy budżet.

Jest kompromis budżetowy na 2014 r. między Parlamentem Europejskim a rządami państw Unii. Po 16-godzinnych negocjacjach strony ustaliły, że w przyszłym roku zobowiązania unijnego budżetu wyniosą 142,6 mld euro, a płatności - 135,5 mld euro, czyli o pół miliarda więcej niż proponowały rządy. Parlament Europejski domagał się płatności na poziomie 136,4 mld euro. Wydatki z unijnej kasy i tak będą jednak o blisko 9,4 proc. mniejsze niż w tym roku.

Parlamentarzyści ustalili również korektę tegorocznego budżetu Unii o 400 mln euro, które mają trafić do Niemiec, Austrii i Czech na usuwanie skutków powodzi oraz do Rumunii, którą w tym roku nawiedziła susza. Część tej kwoty, 250 mln euro, pochodzić ma z niewydanych środków, przesuniętych z innych działów, a 150 mld - już z pieniędzy na przyszły rok. Europejskie rządy przystały też na propozycję PE, by 200 mln euro niewykorzystanych dotąd środków na 2013 r. przesunąć na wspieranie badań naukowych. - Cieszę się, że porozumienie między Parlamentem Europejskim a Radą zapewni finansowanie bardzo potrzebnych w dzisiejszych czasach inwestycji dla europejskiego biznesu, naukowców, miast, regionów i studentów - skomentował unijny komisarz ds. budżetu Janusz Lewandowski.

Polityka oszczędności w UE przestaje funkcjonować.

Co prawda jeszcze w 2009 r. deficyt budżetowy państw strefy euro sięgał 6,4 proc., a w 2013 r. spadł do 3,1 proc. to jednak również mocno spadło tempo obniżania deficytu - ogłosiła Komisja Europejska. Część krajów eurolandu znów się zadłuża, dlatego na 2014 r. KE prognozuje deficyt w wysokości 2,5 proc., a na 2015 r. - 2,4 proc. Dziura budżetowa Hiszpanii wzrośnie w 2015 r. do poziomu 6,6 proc., a Grecji - do 13,5 proc., czyli wartości z najgłębszej fazy kryzysu. Co gorsza, Komisja Europejska oficjalnie skonstatowała, że mimo pakietu ratunkowego Grecja wcale nie stanęła na nogi. Pieniądze przeznaczono bowiem faktycznie nie na ożywienie gospodarki i pomoc obywatelom, a na ratowanie zadłużonych banków. Podobnie było w Irlandii, która niby trochę odetchnęła, ale gospodarka ciągle funkcjonuje niemrawo, a młodzi Irlandczycy zaczęli emigrować w poszukiwaniu pracy. Według Komisji Europejskiej, niemożliwe jest rozruszanie gospodarki bez unii bankowej - tylko wzięcie banków pod ostry nadzór wspólnotowy uwolni środki finansowe na pobudzanie wzrostu ekonomicznego i walkę z bezrobociem.

Wielka Brytania imigrantami stoi.

Są lepiej wykształceni, bardziej zaradni i znacznie rzadziej korzystają ze świadczeń socjalnych niż rdzenni mieszkańcy Wysp Brytyjskich. Według najnowszego raportu ośrodka badań i analiz londyńskiego University College imigranci, którzy przybyli między rokiem 2000 a 2011, zwłaszcza z państw Europejskiego Obszaru Ekonomicznego, wnieśli do brytyjskiej gospodarki, w postaci podatków, około 22 mld funtów - o 34 proc. więcej niż uzyskali w formie zasiłków. W tym samym czasie miejscowa ludność miała ujemny wkład netto do finansów publicznych oceniany na -11 proc., co odpowiada kwocie 624,1 mld funtów. Z kolei raport ośrodka badawczego NIESR (National Institute for Economic and Social Research) podkreśla, że gałęzie przemysłu zatrudniające imigrantów są bardziej produktywne niż te, które ich nie zatrudniają. Widać to zwłaszcza w przemyśle wytwórczym i budownictwie.

Oba raporty ukazały się wkrótce po tym, jak David Cameron podczas wizyty w Oksfordzie powiedział, że rodzime firmy powinny przestać zatrudniać imigrantów z Europy Wschodniej kosztem młodych Brytyjczyków. Premier Wielkiej Brytanii wyraził niezadowolenie z faktu, że przybysze z Polski, Litwy czy Łotwy są dominującą siłą roboczą na Wyspach - czytamy na telegraph.co.uk. Zaś "Daily Express" rozpoczął krucjatę przeciwko imigrantom zarobkowym z Europy. Dziennik stworzył specjalną petycję, którą w ciągu 5 dni podpisało ponad 75 tys. osób. Celem akcji jest zmiana przepisów dotyczących otwartego rynku pracy w Wielkiej Brytanii. Według prawa, aby wywrzeć nacisk na brytyjski rząd i zainicjować parlamentarną debatę na ten temat, wymagane jest zebranie 100 tys. podpisów. Wielka Brytania jest jedynym państwem należącym do Unii Europejskiej, w którym powstała oficjalna inicjatywa skierowana przeciwko obywatelom innych państw członkowskich.

Piracki biznes.

Ekscentryczny i nieustraszony Jack Sparrow mógł tylko pomarzyć o takich zyskach, jakie zgarniają współcześni piraci. W ciągu siedmiu lat piraci ze wschodniej Afryki zarobili na swych przestępczych wyprawach 400 mln dolarów - wynika z raportu opracowanego wspólnie przez ONZ i Bank Światowy we współpracy z Interpolem. Przy czym sami piraci otrzymują ułamek tych pieniędzy, mniej niż 0,1 proc. Większość zysków przejmują sponsorzy, którzy zajmują się operacjami finansowymi. Jak zeznawali zatrzymani oraz byli piraci, pieniądze z okupów, które przekazywali szefom były inwestowane w legalne interesy albo w kolejne przestępstwa - takie jak handel bronią, przemyt ludzi czy wspieranie zbrojnych milicji.

ONZ i Bank Światowy podkreślają, że jeśli walka z piratami ma być skuteczna, to powinna powstać oddzielna organizacja, która zwalczałaby siatki zajmujące się praniem brudnych pieniędzy. Pomóc należy również lokalnym społecznościom w Somalii, tak by ludzie ci nie byli skazani na utrzymywanie się ze sprzedaży piratom choćby żywności. Po apogeum w 2011 r. liczba ataków pirackich na wodach Rogu Afryki zmalała - rozmieszczono tam bowiem międzynarodową morską misję antypiracką utworzoną przez 29 krajów. Mimo to napady zwiększają koszty transportu morskiego o 18 mld dolarów rocznie.

Londyńskie City kontra Brytyjczycy.

Dwie trzecie respondentów najnowszego sondażu dotyczącego stosunku Brytyjczyków do Unii Europejskiej internetowej gazety "Huffington Post" chce wystąpienia z UE. W nieco ponad dobę w sondażu zagłosowało prawie 17,5 tys. osób. W tym samym czasie Londyńska City i organizacja pracodawców, Brytyjska Konfederacja Przemysłu CBI, opowiedziały się zdecydowanie są za pozostaniem Wielkiej Brytanii w europejskiej wspólnocie. Również ponad 80-proc. poparcie dla pozostania w Unii wykazał inny sondaż - wśród dyrektorów w sektorze finansowym, przeprowadzony przez organizację lobbystyczną City UK.

"Wyjście z Unii Europejskiej poważnie zagroziłoby naszej pozycji światowego centrum finansowego numer jeden" - napisał dyrektor CBI John Cridland. CBI przeprowadziła sondaż wśród 400 swoich członków. 80 proc. z nich zamierza głosować za pozostaniem w UE w zapowiadanym przez premiera Camerona referendum w 2017 r. Jednak badania pokazują, że jedynie 8-9 proc. respondentów zgadza się, że ich firmy nie przetrwałyby wystąpienia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. 64 proc. badanych Brytyjczyków na pytanie o pozostanie w UE odpowiedziało: "powinniśmy wystąpić i już". Kwestie korzyści ekonomicznych zeszły na drugi plan. W tej sytuacji Konfederacja Brytyjskiego Przemysłu CBI zainicjowała kampanię na rzecz przekonania eurosceptyków do pozostania w Unii.

Przymusowa abstynencja.

W mijającym roku popyt na wino przekroczył dostawy o 300 mln skrzynek. To największy niedobór w dostawach od 40 lat. Sytuacja na rynku produkcji wina systematycznie się pogarsza od 2004 r., kiedy to zanotowano rekord w produkcji - 600 mln skrzynek nadwyżki w stosunku do potrzeb rynku.

Morgan Stanley informuje w raporcie, że na świecie jest ponad milion producentów wina, którzy dostarczają rocznie około 2,8 mld skrzynek. Jednak w Europie od lat obserwujemy spadek produkcji wina, spowodowany złą pogodą, która wstrzymuje proces rozwoju winogron. Na dodatek choć wino stało się modne i sięgamy po nie znacznie częściej niż po wysokoprocentowe trunki, jego popularność nie przekłada się na zyski producentów. Szczególnie trudna sytuacja panuje w Europie, gdzie produkcja w 2012 r. spadła o 10 proc. Lepiej jest na innych kontynentach, gdzie odnotowano wzrost produkcji. Z raportu wynika także, że Francuzi nadal spożywają najwięcej wina - ok 12 proc., na drugim miejscu znaleźli się obywatele Stanów Zjednoczonych. Zaskakująco rośnie apetyt na wina, szczególnie francuskie, w Chinach, gdzie coraz liczniejsza klasa średnia ceni sobie europejskie gusta.

 

Udostępnij artykuł:

Zagranica: Przegląd wydarzeń – listopad 2013

BANK 2013/11

Pierwsza kobieta za sterami Fed. Od pięciu lat wspierała Bena Bernanke jako jego zastępczyni, teraz stanęła na czele amerykańskiego banku centralnego jako pierwsza kobieta w jego 100-letniej historii. 67-letnia Janet Yellen będzie miała większy wpływ na życie Polaków, którzy wzięli kredyty we frankach niż minister finansów Jacek Rostowski. A to dlatego, że wysokość miesięcznych rat zależy od zmiany kursu złotego wobec franka, a ten uzależniony jest od kursu dolara względem euro.

Pierwsza kobieta za sterami Fed. Od pięciu lat wspierała Bena Bernanke jako jego zastępczyni, teraz stanęła na czele amerykańskiego banku centralnego jako pierwsza kobieta w jego 100-letniej historii. 67-letnia Janet Yellen będzie miała większy wpływ na życie Polaków, którzy wzięli kredyty we frankach niż minister finansów Jacek Rostowski. A to dlatego, że wysokość miesięcznych rat zależy od zmiany kursu złotego wobec franka, a ten uzależniony jest od kursu dolara względem euro.

O tym, ile będą kosztować dolary na rynku walutowym decydować będzie Janet Yellen, szef Fed ma bowiem możliwość obniżania i podnoszenia stóp procentowych. Wiadomo jednak, że utytułowana pani profesor ekonomii nie ma zwyczaju szaleć ze stopami i bardziej niż jej dotychczasowy przełożony, Ben Bernanke, jest zwolenniczką niskich stóp procentowych i taniego pieniądza, co jej zdaniem służy poprawie sytuacji na rynku pracy, sprzyjając nowym inwestycjom i zatrudnianiu. Nie ma więc wątpliwości - rewolucji monetarnej za rządów Yellen nie będzie. Można za to spodziewać się dalszego drukowania tanich dolarów (obecnie co miesiąc Fed dodrukowuje aż 85 mld dolarów). Od dłuższego czasu ekonomiści liczyli na to, że zacznie ograniczać dodruk jeszcze w tym roku. Po nominacji Yellen obstawiają, że stanie się to dopiero w połowie 2014 r.

Tym bardziej że pani profesor nie ukrywa, iż w sytuacji 7,5-proc. bezrobocia oczkiem w głowie jest dla niej zapewnienie pracy Amerykanom, nawet kosztem wzrostu inflacji. Dotychczas nie odpowiedziała jednak na pytanie, jakich instrumentów może jeszcze użyć, aby pobudzić rynek pracy, skoro rekordowo niskie stopy procentowe i dodruk dolarów nie działają na niego tak uzdrawiająco, jak by chciał Fed.

Yellen, z powodu trafnych przewidywań, które przygotowywała w czasie swej kariery, ma opinię czołowego prognostyka Fed i to nie tylko dlatego, że w banku centralnym spędziła ponad pół życia i w domowym zaciszu może liczyć na rady noblisty z ekonomii, czyli męża, którego poznała w bankowej kafeterii. Prywatnie stanowią zgrany duet, który choć nigdy nie zarabiał kokosów, to - jak donosi New York Times - zdołał zaoszczędzić ok. 14 mln dolarów, które są ulokowane między innymi w akcjach amerykańskich firm, a także w bogatej kolekcji znaczków

Przejrzysty bank watykański. Pierwszy raz w historii Instytut Dzieł Religijnych, powszechnie znany jako bank watykański ujawnił sprawozdanie finansowe. W dziesięciostronicowym dokumencie czytamy, że bank odnotował w ubiegłym roku ponad 86 mln euro zysku. W porównaniu z rokiem 2011 zyski wzrosły aż czterokrotnie, co pozwoliło watykańskiemu bankowi przekazać blisko 55 mln euro do budżetu Stolicy Apostolskiej, a prawie 32 mln do własnych rezerw. W dokumencie pojawiły się informacje o sześciu podejrzanych transakcjach z minionego roku. Dwie z nich już trafiły do prokuratora, nie wyjaśniono jednak o jakie operacje chodziło. Jak podkreślił we wstępie do raportu prezes Ernst von Freyberg, instytut służy globalnej misji Kościoła katolickiego, chroniąc majątek osób związanych ze Stolicą Apostolską i samego Kościoła. Jego klienci prowadzą szpitale, szkoły i misje, a nie zajmują się biznesem. Dlatego przystąpiono do rewizji około 20 tys. kont, by zamknąć te, które nie mają nic wspólnego z charakterem banku. Do tej pory zamknięto już 6 tys., głównie z powodu podejrzeń wobec ich właścicieli.

W 2012 r. wysokość wkładów powierzonych watykańskiemu bankowi przez klientów przekroczyła 6 mld euro. O ponad 7 proc. spadły natomiast przychody z tytułu tzw. świętopietrza oraz ze strony zgromadzeń zakonnych i diecezji, zobowiązanych prawem kanonicznym do pomocy finansowej Stolicy Świętej. Ponadto w minionym roku zarejestrowano prawie 2400 deklaracji złożonych przy bramach wejściowych Watykanu o transferze pieniędzy przez jego granice, dotyczących sum powyżej 10 tys. euro. Zgodnie z obowiązującym prawem każdy, kto wkracza na teren państwa Watykan lub go opuszcza z taką kwotą, musi o tym poinformować. Jak tłumaczy w wywiadzie dla Corrie della Sera Ernst Von Freyberg, 54-letni niemiecki bankier, jednym z celów instytutu jest poprawa reputacji banku oraz jego relacji z zagranicznymi partnerami, poczynając od Banca d’Italia (centralnego banku Włoch). (AW)

Kto zapłaci za ratowanie banków? Na razie szczyt Unii wezwał kraje członkowskie do przygotowania krajowych zabezpieczeń na wypadek, gdyby stress testy wykazały konieczność pilnego dokapitalizowania określonych banków. Negocjowany wciąż SRM ma dysponować specjalnym funduszem na ratowanie banków. Ale jego tworzenie, z zasobów bankowych, nie państwowych, i tak ma trwać około 10 lat. Zatem niezbędne są środki krajowe. Francja i kraje południa Europy postulują, by w razie konieczności wkraczał do akcji Europejski Mechanizm Stabilizacyjny. Tu wiele wątpliwości miały Niemcy, choćby z racji obaw o kolejne sięganie do kieszeni podatników. Wszak w latach 2008-2011 euroland wydał na ratowanie banków jedną trzecią PKB. Dlatego generalnie system kontrolowanej likwidacji banków ma iść w tym kierunku, by przerzucić na udziałowców i niektórych wierzycieli część strat upadającego banku. Niewykluczone, że dla krajów spoza eurolandu potrzebujących środków na pomoc dla banków ma być utworzona specjalna spółka córka w ramach SRM. Polska wywalczyła sobie na szczycie w Brukseli, że będzie miała głos decydujący, na ile polski bank będący własnością zagraniczną bądź polską filią zagranicznego banku może uczestniczyć w ewentualnym ratowani spółki matki. Ale na razie nasz kraj, choć popiera unię bankową, chce do niej przystąpić dopiero wtedy, gdy uzna, że jest to bezpieczne. (JB)

Najpierw jednak czekają je stresy. Nadchodząca zima to początek kolejnych stress testów europejskich banków przed objęciem ich wspólnym nadzorem. Najpierw EBC ma prześwietlić 130 największych unijnych instytucji finansowych, przede wszystkim pod kątem jakości ich aktywów. Dokładnie zbada, ile największe banki udzieliły złych kredytów i czy mają dość środków na pokrycie ewentualnych strat. Te o rozmiarach wpływających na kondycję całego sektora będą musiały mieć dodatkowe zabezpieczenia kapitałowe. Po kontroli EBC typowe stress testy dla pozostałych banków ma przeprowadzić EBA, czyli Europejski Nadzór Bankowy. Część specjalistów obawia się, że może skończyć się to ujawnieniem kapitałowych dziur europejskich banków - i co za tym idzie - kolejną paniką na rynkach finansowych. (JB)

Banki pod specjalnym nadzorem. Unijny komisarz do spraw rynku wewnętrznego Michel Barnier proponuje objęcie największych banków w Unii specjalną troską. Chodzi o uniknięcie sytuacji, gdy bank jest zbyt duży, by pozwolić mu upaść, gdyż zatrzęsłoby to całym sektorem finansowym. Wtedy trzeba by topić miliardy w ratowanie takiego banku. Barnierowi podoba się propozycja szefa fińskiego banku centralnego, Erki Liikanena, by wielkie banki oddzieliły działalność depozytowo-kredytową od działalności inwestycyjnej. Wtedy nie można byłoby obarczać klientów detalicznych stratami z ryzykownych inwestycji. Propozycje Barniera chłodno przyjęto jednak w londyńskim City. (JB)

Pierwsza w Europie islamska karta płatnicza już wkrótce. International Bank of Azerbaijan, największy bank w Azerbejdżanie (pakiet kontrolny należy do państwa), zapowiedział wypuszczenie wkrótce pierwszej w Europie islamskiej karty płatniczej. W założeniu ma to być karta debetowa, niemniej na przynależnym do karty koncie bank może udzielać także odnawialnego kredytu, nadając karcie pewne cechy kredytowej. Ma ona funkcjonować jako Master Card Platinum. Posiadacz będzie mógł nią normalnie płacić, pobierać za jej pomocą gotówkę z bankomatu. Dodatkowo karta będzie miała wmontowany elektroniczny kompas, wskazujący Mekkę z każdego zakątka świata. Dlatego karta ma nosić nazwę Qibla - co po arabsku oznacza kierunek na Mekkę, który każdy wierny musi obrać podczas codziennych modlitw. (JB) www.aleBank.pl

Za rok EBC przejmie nadzór nad bankami. Od listopada 2014 r. ma ruszyć wspólny unijny nadzór nad bankami. Bezpośrednim nadzorcą będzie Europejski Bank Centralny. Brukselski szczyt przywódców Unii pod koniec października br. wezwał kraje członkowskie do zakończenia drugiego etapu unii bankowej. Chodzi o stworzenie SRM, czyli wspólnej procedury restrukturyzacji i kontrolowanej likwidacji banków, które znalazły się w sytuacji bez wyjścia. Według planów unijne kraje powinny ustalić wspólne stanowisko w sprawie SRM do końca grudnia, by nowe regulacje mógł zatwierdzić Parlament Europejski jeszcze w obecnej kadencji, czyli do końca maja 2014 r. (JB)

Łagodniej w sprawie bonusów dla bankowców? Krytyka ze strony City i energiczne działania brytyjskiego rządu zaczynają przynosić efekty. Europejski nadzór bankowy chce złagodzić obostrzenia dotyczące bonusów dla top menedżerów bankowych. Ich wprowadzenie wynikało z przekonania, że mając w perspektywie nawet pięcio- czy sześciokrotne pomnożenie swoich rocznych zarobków poprzez bonusy, bankowcy rzucali się na dochodowe, ale ryzykowne dla ich firmy przedsięwzięcia, co skończyło się pęknięciem bańki spekulacyjnej na rynku finansowym, kryzysem gospodarczym i koniecznością ratowania upadających banków z pieniędzy podatników. Unia wprowadziła zatem zasadę, że bonusy nie mogą przekroczyć wysokości rocznego uposażenia, a tylko w wyjątkowych przypadkach rada nadzorcza może potroić sprawnemu menedżerowi roczne zarobki. Najostrzej protestowali Brytyjczycy, bojąc się, że odpływ bankowców poza granice Unii pozbawi City miana pierwszego centrum finansowego świata. Zaczęło się zresztą zatrudnianie top menedżerów w filiach banków poza Unią Europejską, gdzie bonusy zaczęto im wypłacać znów dowolnie. W tej sytuacji europejski nadzór bankowy proponuje, by bankowcy mogli dostawać dodatkowy bonus w wysokości połowy rocznych zarobków, ale miałby on być wypłacany dopiero po pięciu latach. Nie wiadomo jednak, czy to szybko złagodzi sztuczne wyprowadzanie top menedżerów poza obszar Unii Europejskiej. (JB)

Chcieli zarobić na lewo - to teraz zapłacą. Kończy się unijne śledztwo w sprawie manipulacji Liborem i innymi wskaźnikami międzybankowymi. Komisarz do spraw konkurencji Joaquin Almunia zapowiedział osiągnięcie do grudnia porozumienia z bankami zamieszanymi w skandal. Zgodnie z unijnym prawem grożą im miliardowe kary. Część ekspertów zakłada, że będą to jedne z najwyższych kar, jakie kiedykolwiek nakładała Komisja Europejska. Może to być nawet 30 proc. rocznych obrotów banku. Komisja jednak sugeruje nieoficjalnie, że banki, które przyznały się do winy i współpracowały w śledztwie, mogą liczyć na łagodniejsze potraktowanie. (JB)

Unia walutowa coraz bardziej realna? Rosną szanse na europejskie porozumienie dotyczące drugiego filaru unii bankowej. Jak informował niemiecki dziennik Handelsblatt, Komisja Europejska jest gotowa do kompromisu w sprawie mechanizmu restrukturyzacji zagrożonych upadkiem banków. Gazeta cytowała unijnego komisarza ds. rynku wewnętrznego Michela Barniera. Polityk był gotów do ustępstw w sprawie mechanizmu naprawy upadających banków. Dotychczas Barnier domagał się, aby to Komisja Europejska decydowała o restrukturyzacji albo likwidacji banków. Na to nie zgadzały się jednak Niemcy. Oprotestowywały przede wszystkim pomysł powołania paneuropejskiego funduszu gwarancyjnego. Powodem tego sprzeciwu jest m.in. to, że niemieckie banki musiałyby składać się na gwarancje np. dla banków hiszpańskich, na ubezpieczenie ich depozytów itd. Niemiecki minister finansów Wolfgang Schaeuble twierdzi, że "likwidacja banków musi opierać się na jasnych i niepodważalnych zasadach", co wymaga zmiany unijnych traktatów. Tymczasem EBC stoi na stanowisku, że dla stworzenia mechanizmu ratowania banków wystarczy obecne prawo Unii Europejskiej.

Prezes niemieckiego Bundesbanku Jens Weidmann również wypowiedział się przeciwko przejęciu na stałe przez Europejski Bank Centralny nadzoru nad bankami w strefie euro. Wskazywał na niebezpieczeństwo konfliktu interesów pomiędzy zadaniami EBC wynikającymi z nadzoru a prowadzeniem przez niego polityki monetarnej. Najnowsza propozycja zakłada, że KE tylko początkowo kontrolowałaby proces naprawy banków. Następnie odpowiedzialność miałby przejąć Europejski Mechanizm Stabilizacyjny, czyli gigantyczny fundusz powołany do ratowania zagrożonych bankructwem krajów Unii. Aby do tego doszło, musi on jednak stać się unijną instytucją, co wymaga zmiany traktatów. Nie wiadomo, czy Niemcy zgodzą się na takie rozwiązanie. Michel Barnier ma nadzieję, że porozumienie uda się osiągnąć do końca roku. I tym samym powołać rdzeń unii bankowej.

Były szef Europejskiego Banku Centralnego Jean Claude Trichetz apeluje z kolei, by Europa jak najszybciej wprowadziła realną unię bankową w postaci silnej instytucji centralnej, która będzie miała władzę nad borykającymi się z problemami bankami. - Ożywienie jest dobre, bo znów mamy pozytywne, a nie negatywne dane - powiedział. - Musimy jednak zrobić wszystko co możliwe, aby poprawa koniunktury była trwała i bardziej przekonująca, więc nie jest to czas na samozadowolenie. (AW)

Kryzys sprzyja hiszpańskim bankierom. W pogrążonej od pięciu lat w kryzysie Hiszpanii w ciągu roku liczba milionerów wzrosła o ponad 13 proc. - wynika z najnowszego raportu Credit Suisse Global Wealth. Przybywa jachtów i willi w słynnym kurorcie Marbella, który jest hiszpańskim odpowiednikiem francuskiego Saint Tropez. Chociaż na tamtejszych promenadach słychać głównie rosyjski, a do 110 rosyjskich oligarchów należy 35 proc. bogactwa kraju, to Rosja nie przybliżyła się do najbogatszych krajów świata, bo przepaść między milionerami a resztą społeczeństwa jest jedną z największych na świecie. Obecnie w Hiszpanii co najmniej 402 tys. osób ma milion euro na koncie. Milionerzy to przede wszystkim bankierzy, których siedmiocyfrowe pensje są najwyższe we wszystkich europejskich krajach. W Hiszpanii bogatych bankierów przybywa znacznie szybciej niż choćby w Wielkiej Brytanii. Ponadto do milionerów dołączyli przemysłowcy, hodowcy, producenci znanych win, a także filmowcy i aktorzy. Na liście najbogatszych ludzi świata znalazł się choćby potentat odzieżowy Amancio Ortega (współzałożyciel firmy Zara) - zajmuje na niej piąte miejsce i jest najbogatszym Europejczykiem.

Według raportu nowo upieczeni hiszpańscy milionerzy tworzą elitarną grupę rodzin, których fortuny łącznie szacowane są na 26 bln euro. Zyski z wciąż rosnącego eksportu i obrót taniejącymi nieruchomościami, to - według ekonomistów - główne źródła bogactwa hiszpańskich milionerów. Dzięki rosnącym szybko fortunom o ponad 100 proc. wzrosła sprzedaż luksusowych samochodów i dzieł sztuki, częściej też Hiszpanie kupują drogie wille i mieszkania. Równocześnie przybywa osób żyjących w skrajnej biedzie. Narodowy Instytut Statystyki informuje, że 1,7 mln rodzin jest bez pracy, z czego 600 tys. rodzin straciło wszystkie środki do życia. Na całym kontynencie w ciągu ostatniego roku przybyło ok. 100 tys. milionerów. (AW)

Finansiści i gangsterzy. Mizuho, trzeci co do wielkości bank w Japonii, świadomie pożyczał pieniądze japońskim gangsterom - przyznało jego kierownictwo. Dwaj następujący po sobie prezesi doskonale wiedzieli o tym, że kredyty o wartości 200 mln jenów trafiły na konta yakuzy i żaden nie podjął jakichkolwiek działań w tej sprawie. Pierwszy raz prezes Satoru Nishibori został poinformowany o pożyczce w sprawozdaniu zarządu w 2010 r., ale dopiero ostatnio wszczęto wewnętrzne śledztwo. Sprawa wyszła na jaw, kiedy powiązana z bankiem firma kredytowa Orient Corp., znana jako Orico, zwiększyła kredyt dla gangsterów. Transakcje wykryła japońska Agencja Usług Finansowych (Kinyu-cho, Financial Services Agency), która udzieliła reprymendy bankowi Mizuho, nakazując zaprzestanie udzielania pożyczek yakuzie. W sumie wykryto ok. 230 transakcji o łącznej wartości 200 mln jenów (około 6 350 000 zł).

Władze banku wyraziły wprawdzie żal z zaistniałej sytuacji, ale nie przewidują żadnych dymisji. Prezes zapowiedział natomiast, podjęcie kroków mających na celu zrewidowanie polityki banku, związanej z udzielaniem pożyczek. Mizuho ma przedstawić szczegółowy plan działania mający na celu wdrożenie obiecanych zmian w życie. To nie pierwsze kłopoty banku z prawem - dwa lata temu Mizuho otrzymało podobną reprymendę, kiedy za sprawą błędu w systemie komputerowym utrudniony został przesył pieniędzy po trzęsieniu ziemi i tsunami. (AW)

Władze Londynu wspierają islamską bankowość. Magistrat Londynu powołał specjalny zespół zadaniowy, mający ułatwić klientom banków dostęp do islamskich produktów bankowych. Wiceburmistrz brytyjskiej stolicy sir Edward Lister nie ukrywa, że londyńskie islamskie instytucje finansowe mają rzucić wyzwanie tym, które działają na Bliskim Wschodzie i również tą drogą umacniać pozycję City jako najważniejszego centrum finansowego świata. Teraz działają w Wielkiej Brytanii 22 islamskie instytucje finansowe. Brytyjscy eksperci szacują, że do roku 2020 dołączyć do nich może jeszcze 150 - i znajdą klientów. Bo już za 4 lata, według prognoz, obroty islamskiej bankowości na świecie przekroczą 2,5 bln dolarów. Średni roczny wzrost tego rynku to bowiem aż 30 proc. A Londyn jest postrzegany przez bogatych muzułmanów jako bezpieczna przystań dla ich kapitału. Islamscy specjaliści od finansów zachwalają zalety bankowości opartej na szariacie szczególnie w czasach kryzysu. Tu nie ma pogoni za zyskiem, bo prawo islamskie nie pochwala riba (odsetek), uważając je za lichwę. Kredytów udziela się na konkretne inwestycje, a zyskiem banku jest udział w zwiększeniu obrotów kredytowanej firmy. Obowiązuje zasada - muzułmanin obraca pieniądzem nie tylko dla bogactwa własnego, ale by przysparzać bogactwa także bliźnim. Wszelkie transakcje finansowe mają opierać się na zasadzie sprawiedliwości i przejrzystości oraz równej odpowiedzialności stron. Haram (nieczyste) są wszelkie spekulacje, ryzykowne transakcje czy transakcje fikcyjne niemające oparcia w realnym towarze, derywaty etc. Dlatego islamskie banki chwalą się, że nie ma u nich złych kredytów, złych papierów i innych przynoszących straty papierów. A islamscy finansiści twierdzą wręcz, że ich zasady to powrót do korzeni bankowości, recepta na wszystkie ujawnione przez kryzys bolączki sektora finansowe. Tyle przynajmniej teoria. O praktyce europejski klient przekona się dopiero wtedy, gdy islamskie banki zdecydują się wyjść szeroko poza krąg wyznawców Mahometa i zechcą zaoferować swoje produkty także przeciętnemu Europejczykowi, konkurując z tradycyjnymi bankami. (JB)

Szwajcarskie banki raczej nie unikną rozbudowy przedstawicielstw na terenie Unii. Unia bankowa i nowe regulacje na rynku finansowym mają swoje następstwa, które są raczej niemile widziane przez szwajcarskich bankierów. Od roku 2016 banki spoza Unii, jeśli będą chciały oferować usługi finansowe bądź zarządzanie majątkiem na terenie UE, będą musiały czynić to poprzez swoje przedstawicielstwa w UE, a nie zdalnie z centrali. Chodzi o ochronę interesów obywatela Unii - by w ewentualnym sporze z zagranicznym bankiem mógł się odwoływać do placówki na miejscu, a nie do centrali działającej poza unijną jurysdykcją. Władze szwajcarskie próbowały lobbować u komisarza Michela Barniera, by dla szwajcarskich instytucji finansowych uczynić wyjątek. Wszak Szwajcaria jest z krajami Unii we Wspólnym Obszarze Gospodarczym. Komisarz Barnier pozostał jednak nieugięty. W efekcie Szwajcarzy liczą się z likwidacją u siebie po 2016 r. kilku tysięcy miejsc pracy w sektorze bankowym, względnie z koniecznością nakłaniania części pracowników, by przenieśli się do filii w krajach unijnych. (JB)

Udostępnij artykuł:

Zagranica: Przegląd wydarzeń – wrzesień 2013

BANK 2013/09

Mniej za transakcje kartą. Komisja Europejska chce także obniżenia wysokości opłat od transakcji dokonywanych kartą płatniczą. Jej zdaniem opłaty interchange są za wysokie i kosztują obywateli Unii dziesiątki miliardów euro rocznie. Według propozycji KE powinny wynosić 0,2 proc. wartości transakcji kartą kredytową. Komisja postuluje też wiele regulacji umożliwiających rozwój transakcji internetowych. Okres przejściowy na wprowadzenie w życie nowych regulacji trwałby jednak aż 22 miesiące, by i banki, konsumenci i operatorzy systemów kart płatniczych mogli dostosować się do nowej sytuacji. Brukselscy urzędnicy obawiają się, że przymusowe obniżenie opłat za transakcje kartami skłoni europejski sektor bankowy do powetowania sobie strat podniesieniem opłat za wydanie kart płatniczych.

Mniej za transakcje kartą. Komisja Europejska chce także obniżenia wysokości opłat od transakcji dokonywanych kartą płatniczą. Jej zdaniem opłaty interchange są za wysokie i kosztują obywateli Unii dziesiątki miliardów euro rocznie. Według propozycji KE powinny wynosić 0,2 proc. wartości transakcji kartą kredytową. Komisja postuluje też wiele regulacji umożliwiających rozwój transakcji internetowych. Okres przejściowy na wprowadzenie w życie nowych regulacji trwałby jednak aż 22 miesiące, by i banki, konsumenci i operatorzy systemów kart płatniczych mogli dostosować się do nowej sytuacji. Brukselscy urzędnicy obawiają się, że przymusowe obniżenie opłat za transakcje kartami skłoni europejski sektor bankowy do powetowania sobie strat podniesieniem opłat za wydanie kart płatniczych.

Porównanie opłat bankowych w internecie. Komisja Europejska domaga się, by każdy obywatel UE mógł porównać w internecie koszty kredytów, operacji bankowych i obsługi kont, oferowanych przez instytucje finansowe. W każdym kraju członkowskim miałaby powstać co najmniej jedna internetowa porównywarka kosztów. Dzięki temu klient mógłby wybrać najoszczędniejszą dla siebie propozycję, a jednocześnie miałoby to skłonić banki do rezygnacji z różnych ukrytych kosztów, w zawieranych umowach podpisywanych z klientami.

Komisja chce też wprowadzić ujednolicony europejski wzór tabeli opłat za konto oraz ułatwienia w procedurach przenoszenia konta z kraju do kraju. Umocniłoby to zasadę swobody przepływu kapitału, będącą jednym z filarów jednolitego rynku wewnętrznego

Za dużo cyfr, za mało czasu na wdrożenie. Formalnie od 1 lutego przyszłego roku wszystkie unijne banki powinny posługiwać się już tylko numerami kont według wzoru SEPA. Okazuje się jednak, że to zbyt poważne wyzwanie dla wielu instytucji w krajach uważanych za gospodarczych i organizacyjnych liderów Unii Europejskiej. Stowarzyszenie niemieckich banków alarmuje, że przez pięć miesięcy nie uda się doprowadzić operacji do końca. Wciąż bowiem zdecydowana mniejszość firm posługuje się nowymi kontami o większej liczbie cyferek - w handlu jedynie 5 proc. przedsiębiorstw, w przemyśle - 20 proc. Co więcej - pracownicy banków czują się przeciążeni zadaniami, bo większość wniosków o zmianę numeru konta jest w Niemczech obrabiana ręcznie. Bez dodatkowego personelu nie da się wszystkiego zrobić do lutego - alarmują niemieccy bankowcy. Jednak zdecydowana większość banków - bojąc się generowania nowych kosztów - nie planuje naboru pracowników do obsługi przekształcenia kont. Zagrożeniem jest także niefrasobliwość wielu przedsiębiorców. Niewielu z nich planuje szybkie zabranie się do zmieniania numeru konta. Tymczasem posługiwanie się starymi kontami po 1 lutego może prowadzić do opóźnień w realizacji przelewów i innych operacji bankowych. A takie zatory mogą doprowadzić nawet do bankructwa firm. Tak czy inaczej, chaos wydaje się nie do uniknięcia - ostrzegają niemieccy bankowcy. W całej zjednoczonej Europie już 50 proc. wszystkich operacji dokonuje się za pomocą kont według standardu SEPA. W Niemczech - ledwie 9 proc.

Luki w unijnym prawie umożliwiły złe transak - cje w Ameryce. Europejskie banki mogą sporo stracić na inwestycjach w amerykańskie obligacje komunalne. Wszystkiemu winne poluzowanie unijnych przepisów. Przez lata obowiązywała dyrektywa EWG z 1989 r., która zezwalała co prawda na zak up obligacji komunalnych poza wspólnym rynkiem, ale uznawała, że są to trans - akcje obciążone wysokim stopniem ryzyk a - aż 80-proc. W roku 2000 obniżono ten próg dla obligacji ameryk ańskich do 20 proc. W rok u 2006 jeszcze poluzowano prze - pisy w kontekście wytycznych Bazylei II. Pozostawiono 20-proc. wskaźnik ryzyka jako bazowy, ale banki mogły same szacować ryzyko na jeszcze niższym poziomie. W związku z tym europejscy bank owcy zaczęli skupować obligacje amerykańskich miast. Bańka zaczęła pękać teraz, gdy Detroit ogłosiło bankructwo, mając 18,5 mld dolarów długu. Europejskie banki wyk upiły obligacje Detroit za co najmniej 1,4 mld dolarów. I zaczynają już te pieniądze wpisywać w straty. Rodzi to obawy, że za chybione inwestycje w Ameryce zapłaci w k onsekwencji europejski podatnik. Tym bardziej że sporo amerykańskich miast jest w finansowej zapaści i grozi im bankructwo. A wiele z nich sprzedawało obligacje europejskim bankom.

 

Udostępnij artykuł:

Zagranica: Przegląd wydarzeń – lipiec-sierpień 2013

BANK 2013/07-08

Cypr jednak był pralnią... Pokaźna część cypryjskiego systemu bankowego nastawiła się na pranie brudnych pieniędzy. Potwierdził to raport Deloitte, wykonany na zlecenie ministrów finansów Euro - grupy, oraz agencji Moneyval przy Radzie Europy. Deloitte przyjrzało się przepływom na kontach w sześciu cypryjskich bank ach. Ich nazwy oraz nazwiska klientów nie zostały ujawnione.

Cypr jednak był pralnią... Pokaźna część cypryjskiego systemu bankowego nastawiła się na pranie brudnych pieniędzy. Potwierdził to raport Deloitte, wykonany na zlecenie ministrów finansów Euro - grupy, oraz agencji Moneyval przy Radzie Europy. Deloitte przyjrzało się przepływom na kontach w sześciu cypryjskich bank ach. Ich nazwy oraz nazwiska klientów nie zostały ujawnione.

Jeden z bank ów miał aż 58 proc. klientów obracających podejrzanymi pieniędzmi. W dodatku aż w jednej czwartej przypadk ów banki nie znają nazwi - ska ani kraju pochodzenia właściciela k onta, nie wiedzą także, kim jest jedna dziesiąta kredytobiorców. Wynika to m.in. z tego, że aż trzy czwarte cypryjskich zagranicznych operacji finansowych prowadzo na jest przez pośredników - firmy, kancelarie prawne i bankierów, łańcuszek pośredników bywa w dodatku dość długi. Wewnętrzne kontrole bankowe prowadzono tak, by nie wyk azały żadnych podejrzanych przepływów kapitału.

W dodatku raport Deloitte wskazuje, że 10 proc. podejrzanych kont należy do osób na wysokich stanowisk ach politycznych. To tłumaczyłoby wcześniejsze zapewnienia cypryjskich polityków, że tutejszy system bank owy jest przejrzysty, a skala prania brudnych pieniędzy nie odbiega od średniej unijnej. T ajemnicą poliszynela jest, że Cypr to jedno z ulubionych miejsc inwestow ania i przechowywania kapitałów bogatych Rosjan. Nieprawidłowości jako pierwszy ujawnił w swoim raporcie niemiecki wywiad BND.

Żegnaj tajemnico bankowa?

Komisja Europejska zaproponowała rozszerzenie zakresu informacji o klientach, które banki powinny przekazywać władzom. Ma to być bankowy wkład w walkę z unikaniem podwójnego opodatkowania.

Algirdas Semeta, odpowiedzialny w Komisji Europejskiej za politykę podatkową, poinformował, że banki miałyby ujawniać bilans kont klientów, w tym wpływy z dywidend i inne zyski kapitałowe, do ujawniania których nie zmuszają obecne uproszczone przepisy unijne. Propozycja spotka się jednak z silnym sprzeciwem Luksemburga, który rywalizuje o miano europejskiego centrum bankowego ze Szwajcarią i nie chce być zmuszony do przekazywania dokładniejszych informacji o operacjach finansowych klientów banków niż czynią to Szwajcarzy. Dlatego Luksemburczycy, choć formalnie zgodzili się od roku 2015 uchylić rąbka informacji na temat kont, to zakulisowo starają się sprawić, by zakres informacji był jak najmniejszy. Co prawda to Szwajcaria jest największą w świecie bankową przystanią dla zagranicznego kapitału (około 2 bln dolarów), to maleńki Luksemburg z wkładami rzędu 0,5 bln dolarów również ma wiele do stracenia. I z niepokojem patrzy na rozpoczynające się rozmowy UE-Szwajcaria na temat zakresu ujawniania tajemnicy bankowej.

Obywatelu poratuj swój bank...

Komisja budżetowa Parlamentu Europejskiego zgodziła się, by posiadacze wkładów powyżej 100 tys. euro brali udział w ponoszeniu kosztów ratowania upadającego banku. Ma to być jednak ostateczność. Podobne stanowisko zajęli ministrowie finansów większości krajów Unii. Jako pierwsi do udziału w ratowaniu banków mają być zobligowani ich udziałowcy i inwestorzy. W następnej kolejności - posiadacze obligacji banku, na końcu - posiadacze nieubezpieczonych wkładów. Pod naciskiem Europejskiego Banku Centralnego Komisja Europejska przedstawiła także propozycję utworzenia wspólnego funduszu, który ma posłużyć restrukturyzacji I kontrolowanej likwidacji banków.

 

Udostępnij artykuł:

Zagranica: Przegląd wydarzeń – styczeń 2013

BANK 2013/01

Błogosławieństwo dla banków w Estonii. Część Rosjan przenosi jednak swoje oszczędności z Cypru do Estonii - pisze z k olei gazeta "Eesti Express". Boją się, że jeżeli Grecja ogłosi bankructwo, wystąpi ze strefy euro i przyjmie drachmę - podobny los czek a także mocno powiązany gospodarczo z Atenami Cypr. W efekcie od początku roku depozyty w estońskich bank ach wzrosły o 11,2 proc. Ale o ile obywatele estońscy powiększyli swoje oszczędności tylko o 7,8 proc., to cudzoziemcy - aż o 28,2 proc. W przypadk u zagranicznych firm przyrost jest jeszcze większy - o 34 proc. R osjanie wiedzą, że choć władze Estonii miewają na pieńku z Moskwą, to jednak członk ostwo Tallina w Unii Europejskiej i potężna mniejszość rosyjska czynią ten kraj "przyjaznym dla pieniędzy Rosjanina". Estońskie banki też nie narzek ają, gdyż zastrzyk gotówki daje im więk szą niezależność wobec banków matek ze Skandynawii.

Błogosławieństwo dla banków w Estonii. Część Rosjan przenosi jednak swoje oszczędności z Cypru do Estonii - pisze z k olei gazeta "Eesti Express". Boją się, że jeżeli Grecja ogłosi bankructwo, wystąpi ze strefy euro i przyjmie drachmę - podobny los czek a także mocno powiązany gospodarczo z Atenami Cypr. W efekcie od początku roku depozyty w estońskich bank ach wzrosły o 11,2 proc. Ale o ile obywatele estońscy powiększyli swoje oszczędności tylko o 7,8 proc., to cudzoziemcy - aż o 28,2 proc. W przypadk u zagranicznych firm przyrost jest jeszcze większy - o 34 proc. R osjanie wiedzą, że choć władze Estonii miewają na pieńku z Moskwą, to jednak członk ostwo Tallina w Unii Europejskiej i potężna mniejszość rosyjska czynią ten kraj "przyjaznym dla pieniędzy Rosjanina". Estońskie banki też nie narzek ają, gdyż zastrzyk gotówki daje im więk szą niezależność wobec banków matek ze Skandynawii.

Opracował: Jacek Biernacki

Na wzór amerykański? Niezależnie od działań ratunkowych podejmowanych już przez Unię Europejską, niezbędny jest jeszcze fundusz ratunkowy dla europejskich banków na wzór amerykańskiego TARP. Tylko w ten sposób można będzie przywrócić zaufanie rynków i zwiększyć chęć do udzielania kredytów. Tak uważają Jim Millstein, były specjalista od restrukturyzacji w amerykańskim departamencie finansów oraz John Studzinski, dyrektor zarządzający firmy Blackstone Advisory Partners LP. Zdaniem Millsteina, banki europejskie są bardziej zadłużone i mają obecnie więcej złych kredytów, niż miały banki amerykańskie na początku kryzysu. Według Studzinskiego, tradycyjny model europejskiej bankowości już się ostatecznie rozsypał.

Banki pod specjalnym nadzorem. Wierzyciele Grecji chcą specjalnego nadzoru nad bankami, które będą korzystać z publicznej pomocy ratunkowej. Trojka, czyli Komisja Europejska, Europejski Bank Centralny i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, chce mieć swoich obserwatorów w każdym banku, który z pomocy skorzysta. Obserwatorzy mieliby nadzór nad działaniami restrukturyzacyjnym i i polityką kredytową. Chodzi nie tylko o nowe kredyty, ale również o zarządzanie portfelem starych, w tym złych kredytów. Bacznie przyglądaliby się także, czy banki nie udzielają nadzwyczaj korzystnych pożyczek "krewnym i znajomym królik a", czyli członkom zarządu, rady nadzorczej, pracownikom i ich bliskim. Według gazety "Kathimerini", obserwatorzy trojki w bankach mieliby otrzymać jeszcze jedno poufne zadanie - przeciąć sieć powiązań pomiędzy greckim sektorem finansowym a elitami politycznymi i gwiazdami mediów. Ich przedstawiciele byli podobno traktowani w sposób uprzywilejowany przy udzielaniu pożyczek. Przypomnijmy - grecki e partie polityczne mają już 200 mln euro długu, spadają ich przy chody, politycy chętnie sięgnęliby zatem po tani kredyt...

Udział w nadzorze bankowym - opłacalny? Euroland da krajom spoza strefy euro prawo do głosowania w radzie wspólnego nadzoru bankowego - uzgodnili ministrowie finansów Unii. Kraje spoza strefy euro, jeśli przystąpią do nadzoru, będą głosować na równi z krajami strefy euro - zapewnił k omisarz ds. rynku wewnętrznego Michel Barnier. Tym samym spełniono postulat Polski i Szwecji, by kraje spoza eurolandu były traktowane "sprawiedliwe lub równo". Był jednak pewien haczyk - głos decydujący w Europejskim Banku Centralnym (EBC) miała rada prezesów, których wyłaniają tylko kraje euro. Dlatego wszczęto prace nad mechanizmem mającym zapewnić automatyzm decyzji rady prezesów - czyli w zasadzie zatwierdzanie wynik ów głosowania na szczeblu państw.

Z drugiej strony Daniel Gros, szef bruk selskiego think tanku CEPS uważa, że kraje, takie jak P olska nie powinny za bardzo zabiegać o udział we wspólnym nadzorze bank owym. Mają przecież silny kra - jowy nadzór. W dodatku, gdy do nadzoru przystąpiłyby kraje spoza strefy euro, nie będzie wspólnej gwarancji płynności. Krajom eu ro zapewnia ją bowiem EB C, krajom spoza niej - banki narodowe. T rzeba by zatem tworzyć dodatk owy, wspólny mechanizm dla wszystkich uczestników nadzoru. Według Grosa lepiej byłoby oferować krajom spoza strefy euro pakiet - dostaniesz udział w nadzorze bank owym automatycznie po przyjęciu euro.

Koniec z poczuciem stabilizacji. Dla pracowników banków na całym świecie utrzymanie posady zaczyna przypominać stąpanie po polu minowym - wylecę ja czy k olega. Od połowy ubiegłego roku, gdy banki zaczęły ogłaszać zwolnienia grupowe na dużą skalę, ogłoszono likwidację już 158 tys. miejsc pracy. Część banków tnie przy tym liczbę personelu bardziej, niż to wcześniej ogłaszała. Na przykład szwajcarski UB S do ogłoszonego w ubiegłym roku zwolnienia 3500 pracowników, w tym roku dołożył cięcie kolejnych aż 10 tys. etatów - w związk u z wycofaniem się z części sektorów bankowości. Analitycy zauważają, że zwolnienia w Europie przybierają dużo większą skalę niż w Ameryce czy Azji. Oprócz banków szwajcarskich mocno redukują zatrudnienie banki brytyjskie. Wymusza to spadek dochodów sektora bankowego na wyspach - z 70 mld funtów w rok u podatkowym 2007/2008 do 40 mld funtów przewidywanych na bieżący rok podatkowy. Zagrożeni są nawet menedżerowie i specjaliści od bankowości inwestycyjnej. Ich gaże stają się zbyt dużym obciążeniem w sytuacji, gdy i ten sektor notuje spadek obrotów. Część z nich odchodzi sama, tworząc małe firmy doradcze. Ale i małe banki czy firmy k onsultingowe tną personel, co nie jest w dodatk u ujmowane w statystykach, obejmujących tylko duże instytucje finansowe. Zachodnioeuropejscy bankowcy pocieszają się jednak, że zasada "zwalniają, znaczy będą zatrudniać" wciąż jeszcze działa. Wielkie banki ogłosiły co prawda likwidację prawie 160 tys. miejsc pracy, ale jednak w tym samym czasie stworzyły 83,5 tys. etatów.

Pomoc dla banków czy mafiosów? Federalna Służba Informacyjna (BND), czyli niemiecki wywiad, ostrzegła w tajnym raporcie, że unijna pomoc dla cypryjskiego sektora bankowego oznacza przede wszystkim gwarancje bezpieczeństwa dla "czarnych kont", zakładanych przez obywateli Rosji. Napisał o tym niemiecki tygodnik "Der Spiegel". Według ustaleń BND Rosjanie zdeponowali w cypryjskich bankach 20 mld euro - to nieco więcej niż roczny PKB Cypru. Spora część tych pieniędzy pochodzi z mocno niejasnych źródeł. Cypr co prawda formalnie przystąpił do międzynarodowych porozumień dotyczących walki z praniem brudnych pieniędzy i stworzył odpowiednie instytucje, ale z praktyką bywa różnie. Według BND bogaci Rosjanie bardzo łatwo uzyskują obywatelstwo cypryjskie, co stwarza im możliwości obracania niejasnego pochodzenia pieniędzmi na całym obszarze Unii bez zwracania na siebie nadmiernej uwagi. Cypryjskie paszporty ma już 80 oligarchów.

Dymisja w proteście. Mihaly Patai, prezes Stowarzyszenia Węgierskich Banków poczuł się tak "zszokowany" podwyższeniem opodatkowania sektora bankowego, że postanowił odejść ze stanowiska. Przypomniał przy tym, że wcześniej węgierski rząd obiecywał obniżenie podatku o połowę. Tymczasem stało się odwrotnie. Węgierski parlament głosami Fideszu uchwalił, że od 1 stycznia 2013 r. podatek od transakcji bankowych wzrośnie z 0,1 do 0,2 proc. Premier Viktor Orban użył argumentu, że banki zaczęły wycofywać swoje aktywa i zaprzestały udzielania pożyczek. A wyższe stawki podatkowe zmuszą sektor finansowy do większego ponoszenia kosztów kryzysu. W dodatku pozwolą na tyle zwiększyć dochody budżetu, by deficyt nie przekroczył 3 proc. PKB i tym samym UE nie miała pretekstu do zamrożenia funduszy rozwojowych dla Węgier. Patai kontrargumentował, że podwyżka podatków skłoni właścicieli węgierskich banków do większego przerzucania kapitału za granicę. W dodatku Międzynarodowy Fundusz Walutowy uzależniał rozmowy o pomocy dla Węgier od redukcji obciążeń bankowych.

Patai, z wykształcenia ekonomista, był prezesem Stowarzyszenia Węgierskich Banków od kwietnia 2011 r. Wcześniej był dyrektorem giełdy budapeszteńskiej i dyrektorem generalnym węgierskiego oddziału banku UniCredit.

Chcesz zarobić, napisz donos... Komisja Europejska postuluje wprowadzenie nagród finansowych dla informatorów pomagających ujawniać przestępstwa gospodarcze. Chodzi głównie o nielegalne działania na rynku finansowym, takie jak spekulacje akcjami na podstawie uzyskanych poufnych informacji, manipulowanie rynkiem, zmowy bankowe etc. Oferta miałaby być skierowana głównie do pracowników instytucji finansowych, którzy chcieliby ujawnić nieprawidłowe mechanizmy działania swoich przedsiębiorstw lub choć podzielić się przypuszczeniami, że takie działania mają miejsce. Przykład idzie z Ameryki, gdzie premia Whisteblower jest już powszechnie stosowana. W Europie pomysł budzi cały czas olbrzymie kontrowersje.

Najgłośniej protestują Niemcy. Tamtejsze firmy uważają, że premia Whistleblower może storpedować wewnętrzne dochodzenia w przedsiębiorstwach, gdyż zachęceni premiami pracownicy będą zwracać się raczej do państwowych instytucji. Tymczasem w Niemczech, po aferach korupcyjnych, firmy rozbudowały wewnętrzne działy kontroli, zajmujące się ujawnianiem nieprawidłowości. W dodatku praktyka amerykańska pokazała, że informatorzy sami są często wplątani w działania korupcyjne. Jak były bankier Bradley Birkenfeld, który dostał za swoje informacje aż 104 mln dolarów, co mu w pełni osłodziło 40 miesięcy więzienia. Komisja Europejska ma jednak i swoje argumenty: 16 wielkich banków, w tym także Bundesbank, Bank of America, UBS, Barclays są pod lupą śledczych z powodu domniemanej manipulacji stopami LIBOR. A wysokość premii dla informatorów jest wciąż do uzgodnienia

Temida bierze się za banki. 2 lata i 8 miesięcy więzienia dostał Thomas Amman, pracownik londyńskiego oddziału Mizuho International za handel poufnymi informacjami. Ammann namówił dwie przyjaciółki do sk upowania akcji holenderskiego producenta kopiarek Oce, wiedząc, że wkrótce zostanie przejęty przez Canona. Cała trójka podzieliła się zyskami ze skoku notowań Oce po ujawnieniu wiadomości o przejęciu. Niemiecka policja przeszukała z kolei mieszkania i domy aż 500 pracownik ów Deutsche Banku. Prokuratura kraju związkowego Hesja wydała nakazy aresztowania pięciu z nich. Ale aż 25 podejrzewa się o poważne nadużycia podatkowe, pranie pieniędzy i usiłowanie ukrycia przestępstwa. Śledzt wem objęto nawet jednego z dwóch prezesów Deutsche Bank u - Jurgena Fitschena oraz dyrektora finansowego Stefana Krausego. Szwajcarski bank UBS zapłaci 1,4 mld franków szwajcarskich (1,1 mld euro) grzywny za manipulacje stopą kredytu międzybank owego LIBOR. UBS przyznał się do oszustw i zawarł ugodę z władzami finansowymi Stanów Zje dnoczonych, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii. W lipcu 2012 r. za to samo 450 mln dolarów zapłacił brytyjski bank Barclays. Natomiast HSB C zgodził się na wpłacenie władzom amerykańskim 1,92 mld dolarów grzywny za umożliwienie prania pieniędzy kartelom narkotykowym.

FED dokręca śruby. Rezerwa Federalna chce zmusić zagraniczne banki, działające w Stanach Zjednoczonych, do większego zaangażowania kapitałowego. Regulacje dotyczą instytucji finansowych o bilansie w sk ali światowej przekraczającym 50 mld dolarów, czyli np. Deutsche Bank u czy Barclays. Zagraniczne banki muszą poddać się bardzo ostrym stress testom, zaplanowanym na rok 2015. Amerykańskie spółki córki m.in. muszą być w stanie same pokrywać swoje straty, bez pomocy zagranicznych centrali czy obcych rządów. Chodzi o to, by nie transferowały wolnego kapitału do zagranicznych centrali, a inwestowały go w Stanach Zjednoczonych w przedsięwzięcia, które w razie deficytu na k oncie będzie można łatwo sprzedać.

Polowanie na europejskie banki. Miliarder Wilbur Ross, właściciel prywatnego funduszu powierniczego WL Ross & Co., zamierza agresywnie wykupować europejskie instytucje finansowe zagrożone upadłością. Ma już połowę udziałów w brytyjskim Virgin Money i 9 proc. w Bank of Ireland. Ostatnio zapłacił 8 mln funtów za prawie 38 proc. akcji firmy NBNK, która ma być platformą jego europejskiej ekspansji. 75-letni Ross, który dotąd skupował i restrukturyzował firmy finansowe, transportowe, energetyczne, a nawet medyczne, podkreśla, że jemu nigdy nie zabraknie okazji do zrobienia dobrego interesu. Kryzys może takich okazji tylko przysporzyć.

Niemiecko-niemiecka wojna o szwajcarskie k onta. Mimo usilnych zabiegów rząd Angeli Merk el nie przepchnął przez parlament ratyfikacji umowy ze Szwajcarią, umożliwiającej opodatk owanie lokat niemieckich podatników w szwajcarskich bankach. Umowa przewiduje ryczałtowe opodatkowanie stawką od 21 do 41 proc. za ostatnie 10 lat, przy zachowaniu anonimowości właściciela. Przyszłe lokaty miały być opodatkowane stawką 26,4 proc. Opozycyjni socjaldemokraci i Zieloni uznali umowę za "mało sprawiedliwą" i zażądali jej renegocjacji, by dawała jeszcze wi ększy dostęp niemieckiemu fiskusowi do szwajcarskich kont. "Nie można nagradzać oszustów podatkowych" - uznała niemiecka opozycja. Problem w tym, że rząd szwajcarski ani myśli renegocjować umowy. A niemieckie władze już zapisały w projek cie budżetu na rok 2013 wpływy ze "szwajcarskiego podatk u" w wysokości 10 mld euro. Zakłada się bowiem, że niemieccy podatnicy mogli ukryć przed fiskusem nawet 80 mld euro. W tej sytuacji rządzone przez socjaldemokratów niemieckie landy prawdopodobnie nadal będą próbowały kupować kradzione dane o niemieckich k ontach w Szwajcarii, a rząd federalny będzie oficjalnie protestował, a le nieoficjalnie patrzył na proceder przez palce.

Składka na tunel pod Bosforem. Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju wyłoży 150 mln dolarów na pokrycie kosztów budowy Eurasia Tunel pod Bosforem. Wcześniej 350 mln zadeklarował Europejski Bank Inwestycyjny. Tunel będzie miał długość 5,4 km i pobiegnie 25 m poniżej poziomu morza. Inwestycja obejmuje także zbudowanie dróg dojazdowych o długości 14,6 km. Tunel odciąży użytkowane obecnie dwa mosty i uzupełni będący w budowie tunel kolejowy. Razem ma to usprawnić ruch w wiecznie zakorkowanym 13-milionowym Stambule. Cały Eurasia Tunel ma kosztować 1,4 mld dolarów, powstaje w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. Oprócz EBOiR i EBI, w projekt zainwestowały, w formie pożyczek i gwarancji kredytowych, koreańskie banki Eximbank oraz K-Sure, japońskie SMBC i Mizuho oraz brytyjski Standard Chartered. Gwarantem transakcji jest m.in. Deutsche Bank. Oddanie tunelu do użytk u zaplanowano na rok 2017.

 

..

Udostępnij artykuł: