Zagranica: Socjalizm XXI wieku

BANK 2018/05

Gdyby na Saharze wprowadzić socjalizm, to wkrótce zabrakłoby tam piasku – ta popularna parafraza słów Miltona Friedmana chyba najlepiej pasuje do obecnej sytuacji w Wenezueli. Mimo największych rezerw ropy naftowej na świecie, kraj ten od 2016 r. musi ją importować. Przyczyną jest załamanie przemysłu naftowego, który działa dziś poniżej 40% swojego potencjału.

Gdyby na Saharze wprowadzić socjalizm, to wkrótce zabrakłoby tam piasku – ta popularna parafraza słów Miltona Friedmana chyba najlepiej pasuje do obecnej sytuacji w Wenezueli. Mimo największych rezerw ropy naftowej na świecie, kraj ten od 2016 r. musi ją importować. Przyczyną jest załamanie przemysłu naftowego, który działa dziś poniżej 40% swojego potencjału.

Dr Marek Radzikowski doradca zarządu Związku Banków Polskich, adiunkt Szkoły Głównej Handlowej

Przedsiębiorstwa wenezuelskie nie są w stanie zaspokoić nawet krajowego popytu na paliwa, co powoduje, że kolejki samochodów na stacjach benzynowych, które jeszcze kilka lat temu byłyby nie do pomyślenia, od niedawna stały się codziennością. Dotowanie przez państwo paliwa doprowadziło do absurdów rodem z socjalizmu – ponieważ część importu ropy jest przeznaczana na rynek krajowy, oznacza to, że państwo importuje ją po cenie ok. 70 dolarów za baryłkę i sprzedaje… praktycznie za zero, a dokładniej po 0,01 dolara za litr, mniej niż w Wenezueli kosztuje filiżanka kawy. Według portalu branżowego globalpetrolprices.com jest to najniższa cena na świecie, w następnym pod tym względem Iranie cena benzyny jest, bagatela, trzydzieści razy wyższa.

Ekonomiści już od dawna twierdzą, że bogactwa naturalne nie są żadną gwarancją dobrobytu. Po tym jak w zeszłym roku Wenezuela nie spłaciła na czas zobowiązań w wys. 1,5 mld dolarów, agencja ratingowa Standard & Poor’s ogłosiła jej selektywne bankructwo. Na koniec 2017 r. jej całkowity dług zagraniczny wynosił ok. 150 mld dolarów, podczas gdy jej rezerwy walutowe nie przekraczały 10 mld dolarów. Według prognoz Międzynarodowego Funduszu Walutowego inflacja w tym roku może sięgnąć tam niebotycznych 13 000%, a PKB spaść o 15%. Oznacza to, że od 2013 do końca 2018 r. wyparuje połowa gospodarki Wenezueli! Tym samym można uznać, że jest to największy kryzys w historii Ameryki Łacińskiej – regionu, który był już świadkiem wielu spektakularnych upadków, jak chociażby kryzys argentyński z przełomu XX i XXI w.

Od socjalistycznej gospodarki do socjalnej katastrofy

Ale kryzys gospodarczy to tylko jedna strona medalu. Druga, to skutki społeczne. Według MFW bezrobocie w Wenezueli sięgnie w tym roku 30%. Ci, którzy mają pracę, mogliby więc uważać się za szczęściarzy, gdyby nie to, że przytłaczająca większość z nich zarabia równowartość zaledwie kilku dolarów miesięcznie. Do tego dochodzi niedobór podstawowych produktów, tak poważny, że dochodzi do przypadków, że ludzie grzebią w śmietnikach w poszukiwaniu jedzenia. Jak wskazują badania jednego z tamtejszych uniwersytetów, 87% ludności Wenezueli nie ma wystarczających środków na zakup niezbędnej żywności, a 30% dzieci w wieku szkolnym jest niedożywionych. Brakuje artykułów higienicznych, jak papier toaletowy czy mydło, i medycznych – nie tylko niezbędnych antybiotyków, ale również tak podstawowych przyborów jak gaza. Według szacunków Wenezuelskiej Federacji Farmaceutycznej 85% podstawowych leków jest niedostępnych lub trudno dostępnych. Do kraju powróciły choroby, których nie notowano od dekad – jak choćby malaria czy błonica. Śmiertelność niemowląt wzrosła o 30%, a umieralność okołoporodowa aż o 65%.Na ulicach zapanowała przestępczość. Według Wenezuelskiego Obserwatorium Przemocy, niezależnej organizacji pozarządowej, wskaźnik zabójstw w kraju jest obecnie najwyższy w historii i jednocześnie drugi najwyższy na świecie.Kryzys w Wenezueli nie jest już jednak wyłącznie jej sprawą wewnętrzną, bowiem katastrofa humanitarna w tym kraju rozlała się daleko poza jego granice, głównie do sąsiedniej Kolumbii i Brazylii, gdzie każdego dnia przybywa nawet kilka tysięcy emigrantów. Według Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji w ciągu ostatnich dwóch lat Wenezuelę opuściło prawie milion osób. Niektóre szacunki wskazują zaś, że w ciągu ostatnich dwóch dekad mogło z niej wyemigrować nawet 3 mln osób, czyli 10% ludności!

Dobre złego początki

Jak do tego doszło w kraju niegdyś uważanym za jeden z najbardziej dostatnich i stabilnych w targanej kryzysami Ameryce Łacińskiej? Przyczyn należy szukać jeszcze w okresie rządów Hugo Chaveza. Na fali populistycznych haseł walki z ubóstwem i nierównościami za pomocą dochodów z ropy, w 1998 r. wygrał on wybory prezydenckie. Swoją politykę nazywał „socjalizmem XXI wieku”. W praktyce jednak socjalizm ten niczym nie różnił się od tego z wieku XX – wywłaszczono właścicieli milionów akrów ziemi i znacjonalizowano setki przedsiębiorstw, w tym także zagraniczne koncerny paliwowe. Jednocześnie Chavez rozdymał wydatki socjalne, m.in. na żywność i mieszkalnictwo, opiekę zdrowotną i programy edukacyjne. Wskaźnik ubóstwa spadł za jego rządów z ok. 50 do 30%, dzięki czemu zyskał poparcie mas. Zresztą jego popularność wyszła daleko poza granice kraju, a dla środowisk lewicowych z całego świata stał się wręcz idolem. Wyśmiewano przy tym ekonomistów, którzy przestrzegali, że dobrobyt Wenezueli jest złudny, bo opiera się na wątłych fundamentach gospodarczych. W imię równo ści przymykano także oczy na to, że gwałcił on porządek konstytucyjny, m.in. przejmując kontrolę nad sądem najwyższym.Po śmierci Chaveza wybory prezydenckie w 2013 r. wygrał jego bliski współpracownik, Nicolas Maduro, który obiecywał kontynuację socjalistycznej rewolucji.

Dom na piasku

Dobrobyt oparty na ropie okazał się tak samo niestabilny jak biblijny dom wybudowany na piasku. Przez lata dobrej koniunktury rekordowe dochody z ropy naftowej były trwonione. Rozdawnictwo, nacjonalizacja większych przedsiębiorstw i przeregulowanie pozostałych sprawiły, że stłamszono prywatną inicjatywę i w gospodarce nie rozwinęły się nowe gałęzie. Tym samym pozostała ona głęboko uzależniona od ropy, która przynosi ok. 96% równo dochodów eksportowych i generuje 25% PKB Wenezueli. Dlatego spadek cen ropy na świecie ze 112 dolarów za baryłkę w 2012 r. do 44 dolarów w 2016 r. miał dla niej tak opłakane skutki.Konsekwencje fatalnej polityki gospodarczej, które były maskowane w okresie prosperity, zostały bezlitośnie obnażone, gdy nadszedł czas dekoniunktury. Ścisła kontrola cen wielu produktów, która miała chronić ubogich, spowodowała, że wielu producentom nie opłacało się ich wytwarzać. Produktywność została także podkopana przez nacjonalizację – dość stwierdzić, że państwo bezpośrednio kontroluje ponad pięćset firm (z których większość notuje straty), na czele z państwowym czempionem – całkowicie upolitycznioną firmą naftową, Petroleos de Venezuela, S.A. (PDVSA), która otrzymała monopol na wydobycie, produkcję i eksport tego surowca.Reszty zniszczenia dokonała hiperinflacja i gwałtowna deprecjacja waluty – czarnorynkowy kurs dolara, który w 2014 r. wynosił ok. 100 boliwarów, niedawno przebił 400 000 boliwarów, notabene oficjalnie nazywanych fuerte, czyli „silny”. Ponieważ ceny towarów zagranicznych poszybowały w górę, załamał się import. Kontrola walut, wprowadzona jeszcze przez Chaveza w celu ograniczenia odpływu kapitału, doprowadziła do powstania czarnego rynku i jeszcze powiększyła, już i tak wszechobecną, korupcję. Według rankingu Transparency International Wenezuela plasuje się obecnie pod względem korupcji na 166 miejscu na 176 krajów.
Konsekwencje fatalnej polityki gospodarczej, które były maskowane w okresie prosperity, zostały bezlitośnie obnażone, gdy nadszedł czas dekoniunktury. Ścisła kontrola cen wielu produktów, która miała chronić ubogich, spowodowała, że wielu producentom nie opłacało się ich wytwarzać.

Antydemokracja

Podobnie jak poprzednik Maduro, by utrzymać się przy władzy, także sukcesywnie niszczy ostoje demokracji, jakie jeszcze zostały. Gdy opozycja po raz pierwszy od 16 lat uzyskała większość w Zgromadzeniu Narodowym (parlamencie Wenezueli), kontrolowany przez niego sąd najwyższy podjął próbę jego rozwiązania, z której wycofał się dopiero po masowych protestach społecznych. Maduro jednak nie ustępował – powołał nową instytucję – Zgromadzenie Konstytucyjne, które ma jeszcze bardziej osłabić Zgromadzenie Narodowe i odpowiednio zmienić konstytucję. Natomiast komisja wyborcza, także zależna od niego, zdelegalizowała dwa ugrupowania opozycyjne, uniemożliwiając im start w zbliżających się wyborach prezydenckich. Lider opozycji przebywa obecnie w areszcie domowym, a inny, który w 2013 r. nieznacznie przegrał z Maduro, dostał zakaz kandydowania w najbliższych wyborach.Działania Maduro spotkały się z ostrą reakcją nie tylko ze strony Stanów Zjednoczonych, które wprowadziły sankcje gospodarcze i personalne, ale także wielu państw Ameryki Łacińskiej. W kraju zaś, w masowych demonstracjach przeciwko władzy do tej pory zginęło ponad 130 osób, a 4800 zostało aresztowanych, w tym także wielu opozycjonistów i dziennikarzy. Zresztą wolne media już od dawna są szykanowane, zaś media państwowe są usłużnym narzędziem propagandy władzy. W tym roku Wenezuela została jednym z dwóch krajów zachodniej półkuli, obok Kuby, uznanych przez Freedom House za w pełni niedemokratyczne.

Na problemy więcej socjalu

W styczniu br. Maduro ogłosił, że będzie kandydował na drugą sześcioletnią kadencję. Mimo fatalnych w skutkach rządów, jego porażka wcale nie jest jednak przesądzona. Jest tak nie tylko dlatego, że kontroluje on publiczne media, szykanuje prywatne, represjonuje opozycję i zapewne posunie się do oszustw wyborczych. Nie tylko dlatego, że wielu niechętnych władzy obywateli nie zagłosuje po prostu dlatego, że nie ma ich już w kraju. Ale także dlatego, że duża część społeczeństwa, to po prostu zakładnicy jego polityki socjalnej. Sam Maduro twierdzi, że 6 mln paczek żywnościowych, zwanych CLAP (hiszp. Comité Local de Abastecimiento y Producción), rozdawanych co miesiąc uboższym, to jego najsilniejsza broń w walce o głosy.To jednak nie wszystko, mimo zapaści gospodarczej i fiskalnej państwa, Maduro wciąż rozdaje bowiem nowe świadczenia. W listopadzie ub.r. przekazał czterem milionom rodzin „dodatek świąteczny” o wartości 500 tys. boliwarów, a na początku br. ogłosił wprowadzenie dla kobiet w ciąży świadczenia 700 tys. boliwarów miesięcznie i 1 mln boliwarów po urodzeniu dziecka. Z okazji Święta Pracy, czyli na trzy tygodnie przed wyborami, ogłosił zaś 95-procentową podwyżkę płacy minimalnej, już trzecią w tym roku. Inna ważna część politycznej klienteli Maduro to oddany aparat władzy – od urzędników wysokiego i średniego szczebla do wojskowych, którzy pomagają mu zapewnić względny porządek, a w zamian korzystają z przywilejów władzy, w tym także z benefitów korupcji. W ten sposób Wenezuela wpadła w spiralę populizmu, która powoduje, że kraj ten coraz bardziej stacza się w otchłań gospodarczej, społecznej i politycznej katastrofy. Nie wiadomo, gdzie jest jej dno. Jedyne, co pewne, to to, że warto z tej lekcji wyciągnąć wnioski.
Artykuł wyraża osobiste poglądy autora, a nie instytucji, z którymi jest związany
Udostępnij artykuł: