Zakup mieszkania prawie o połowę tańszy niż najem

Komentarze ekspertów / Nieruchomości / Rynek

Sytuacja, w której lokatorzy płacą więcej niż kredytobiorcy to nie tylko nasza specyfika, ale też standard w większości krajów europejskich. Z biegiem lat argumenty przemawiające za własnością są coraz mocniejsze ‒ podkreśla Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments.

Bartosz Turek, główny analityk, HRE Investments.
Bartosz Turek, główny analityk, HRE Investments. Źródło: HREI

Sytuacja, w której lokatorzy płacą więcej niż kredytobiorcy to nie tylko nasza specyfika, ale też standard w większości krajów europejskich. Z biegiem lat argumenty przemawiające za własnością są coraz mocniejsze ‒ podkreśla Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments.

Ostatnie perturbacje na rynku mieszkaniowym spowodowały, że czynsze najmu mieszkań, po latach wzrostów, zaczęły spadać. Czy to znaczy, że najem okazał się rozwiązaniem tańszym niż zakup?

W żadnym wypadku, bo przecież w międzyczasie raty złotowych kredytów mieszkaniowych także spadły ‒ i to do najniższego poziomu w historii.

Lepiej kupić niż wynajmować

Najłatwiej zobrazować to na przykładzie. Załóżmy, że mamy taki komfort, że możemy wybrać – kupujemy 50-metrowe mieszkanie w Warszawie albo stajemy się najemcą takiego lokum. Za najem tej wielkości nieruchomości w stolicy trzeba zapłacić przeciętnie około 1,7‒1,8 tys. złotych miesięcznie plus opłaty administracyjne i media – sugerują dane NBP czy Numbeo.

Prawie we wszystkich krajach europejskich najem po prostu mniej się opłaca

Dla porównania chcąc kupić takie lokum na kredyt z 20-proc. wkładem własnym w ramach 30-letniego długu trzeba liczyć się z ratą na poziomie około 1 650 złotych miesięcznie, z czego w pierwszej racie na spłatę odsetek poszłoby mniej niż 950 złotych, a reszta przeznaczona byłaby na spłatę kapitału.

Ta druga część w sensie księgowym nie jest więc kosztem, bo obniżyła zadłużenie wobec banku i podnosi majątek netto kredytobiorcy. W efekcie odsetki od kredytu w naszym przykładzie pochłonęłyby prawie o połowę mniej niż czynsz najmu.

Polska nie jest pod tym względem przypadkiem odosobnionym. Z danych zebranych przez HRE Investments wynika, że prawie we wszystkich krajach europejskich najem po prostu mniej się opłaca.

Nie każdego stać na zakup

Niestety, wybór pomiędzy najmem i własnością przeważnie nie jest aż tak prosty i komfortowy. Aby kupić mieszkanie na kredyt trzeba posiadać wkład własny (co najmniej 10‒20% ceny), pieniądze na pokrycie kosztów transakcyjnych (co najmniej 2‒6% ceny) oraz środki na wykończenie, wyposażenie lub chociaż odświeżenie lokalu (od kilku procent ceny wzwyż). Do tego potencjalny nabywca musi posiadać w oczach banków zdolność kredytową.

Najemca ma tu znacznie łatwiejszą sytuację – wystarczy, aby oprócz czynszu wpłacił właścicielowi kaucję (zazwyczaj jednomiesięczny czynsz). Niektórzy właściciele mogą nawet nie spytać o zawód czy osiągane przez najemcę dochody. I tyle.

Czynsze najmu z czasem także rosną i to przeważnie bardziej niż mogą rosnąć raty kredytów

Przewagą najmu jest też to, że jeśli w mieszkaniu „żywota dokona” pralka czy lodówka, to jeśli nie zepsuł jej lokator, koszty naprawy czy wymiany poniesie właściciel. To właściciel raz na dłuższy czas powinien też zadbać o modernizację lokalu.

Z drugiej strony np. odmalowanie zabrudzonych ścian po okresie najmu, powinno być już obowiązkiem najemcy. I choć te dodatkowe koszty są zauważalne, to w żadnym wypadku nie powinny zmienić faktu, że droga do własności jest rozwiązaniem znacznie bardziej racjonalnym niż najem.

Czytaj także: Koszt najmu wciąż wyższy niż rata kredytu, przeprowadzka do własnego lokalu najbardziej opłaca się w Częstochowie

Czynsze rosną, a raty potrafią spadać

A co, jeśli kredyty podrożeją, a w związku z tym właściciel będzie musiał płacić wyższe raty? Prognozy sugerują, że w perspektywie najbliższych 10 lat jest to faktycznie prawdopodobny scenariusz. Raty za 2‒3 lata powinny być wyższe niż dziś.

Na podstawie dzisiejszych kontraktów terminowych na stopę procentową można nawet oszacować, że za 10 lat rynek spodziewa się takiego wzrostu poziomu stóp procentowych, że rata dzisiejszych kredytów może wzrosnąć o około 20‒30%.

W dalszym ciągu nie niweluje to jednak przewagi własności nad najmem, z kolejnej bardzo prostej przyczyny – czynsze najmu z czasem także rosną i to przeważnie bardziej niż mogą rosnąć raty kredytów.

Dane GUS sugerują na przykład, że w Polsce w latach 2001–2020 czynsze wzrosły aż o 93%. Aby pokazać punkt odniesienia, to towary i usługi zdrożały w tym samym czasie o 47% (inflacja).

Problem z tymi danymi jest taki, że niestety Urząd Statystyczny traktuje tu najem rynkowy i ten nierynkowy jednakowo, i wrzuca wszystkie do jednego worka. Znajdują się w nim zarówno właściciele mieszkań na wynajem, których jest mniej, jak i znacznie liczniejsza grupa mieszkań należących do gmin czy TBS-ów.

I choć pewne jest, że w ostatnich latach najem mocno zdrożał, to niestety dane GUS nie pokazują nam tego, ile prywatni właściciele kazali sobie płacić za wynajmowane po stawkach rynkowych mieszkania czy domy. 

Amerykański rynek nieruchomości ‒ dla porównania

Jeśli więc kogoś nie przekonują dane z Polski, to zawsze radą służą te z USA. Jest to chyba najlepiej zbadany rynek nieruchomości na świecie. Dlatego tam też najłatwiej znaleźć bardzo różne informacje, które do tego sięgają daleko w przeszłość. Nie inaczej jest tym razem.

Podczas gdy w latach 1971‒2021 czynsze najmu wzrosły o 615%, to koszt kredytu fluktuował i dziś jest o 40% niższy niż w punkcie startowym

Na stronach Rezerwy Federalnej znaleźć możemy więc dane na temat tego, jak zmieniały się czynsze najmu, ale też takie, które pokazują jak zmieniał się koszt kredytu.

Efekt? Podczas gdy w latach 1971‒2021 czynsze najmu wzrosły o 615%, to koszt kredytu fluktuował i dziś jest o 40% niższy niż w punkcie startowym.

Przy tym mieliśmy też do czynienia z epizodem znacznie wyższych cen kredytów. W skrajnym przypadku kredyty były o 125% droższe niż w punkcie startowym.

Nie ulega jednak wątpliwości, że w całym badanym okresie wzrost czynszów uderzył najemców po kieszeni ponad trzy razy dotkliwiej niż zmiany rat kredytów, z którymi mierzyli się właściciele.

Jeśli przyjąć, że historia lubi się powtarzać, to trzeba mieć świadomość, że zdarzać się mogą sytuacje, w których osoby zadłużone będą okresowo ponosiły wyższe koszty posiadania mieszkania na własność niż najemcy.

Fakt, że najem z czasem coraz bardziej drożeje, jest też kluczowy z punktu widzenia planów na przyszłość lub emerytur

W ostatecznym rozrachunku ‒ to jednak właściciele mieszkań powinni za swoje mieszkania zapłacić znacznie mniej niż lokatorzy mieszkań na wynajem. Fakt, że najem z czasem coraz bardziej drożeje, jest też kluczowy z punktu widzenia planów na przyszłość lub emeryturę – szczególnie, jeśli nasza perspektywa jest taka, że za najem płacić trzeba będzie coraz więcej, a emerytura ma być jedynie ułamkiem zarobków z okresu aktywności zawodowej.

Czytaj także: Mieszkania drożeją, a mimo to są bardziej dostępne niż kiedyś

Za oceanem raty są bajecznie stałe

Na koniec niezbędne jest jednak jeszcze jedno słowo wyjaśnienia. W naszych obliczenia wzięliśmy pod uwagę amerykańskie dane na temat hipotek ze stałą stopą procentową (na 30 lat).

Zaciągając kredyt z 30-letnią stałą stopą procentową wiemy, jaką ratę będziemy płacić i zmiany stóp procentowych nas nie obchodzą

Takich produktów w Polsce nie ma, dlatego warto mieć świadomość, czym one się różnią od przeciętnego kredytu mieszkaniowego zaciąganego w Polsce. Otóż nad Wisłą zaciągając kredyt musimy liczyć się z tym, że jego rata może rosnąć i spadać w ślad za decyzjami Rady Polityki Pieniężnej, która decyduje o poziomie stóp procentowych.

Za oceanem natomiast, zaciągając kredyt z 30-letnią stałą stopą procentową wiemy przez cały ten okres, jaką ratę będziemy płacić i zmiany stóp procentowych przez Rezerwę Federalną nas nie obchodzą. No, może obchodzą nas jedynie o tyle, że jeśli stopy procentowe pójdą w dół, to z dużym prawdopodobieństwem będziemy mogli zamienić posiadany kredyt na tańszy.

Aby jednak zbliżyć amerykańskie realia do rodzimych potraktowaliśmy stałą stopę procentową tak, jakby była zmienna. W praktyce więc w naszym przykładzie przewaga własności powinna być jeszcze bardziej jaskrawa niż wynika z załączonego wykresu.

Bartosz Turek,

główny analityk HRE Investments.

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: