Zmiana stanowiska Niemiec w sprawie Paktu Stabilności i Wzrostu?

Gospodarka

Niedawno Berlin przedstawił stanowisko, w którym konstruktywnie odnosi się do propozycji reformy Paktu Stabilności i Wzrostu proponując pewne luzowanie zasad, pisze Piotr Gałązka, adwokat, Dyrektor Przedstawicielstwa ZBP w Brukseli.

Flagi unijne przed budynkiem Komisji Europejskiej
Fot. stock.adobe.com/Grecaud Paul

Niedawno Berlin przedstawił stanowisko, w którym konstruktywnie odnosi się do propozycji reformy Paktu Stabilności i Wzrostu proponując pewne luzowanie zasad, pisze Piotr Gałązka, adwokat, Dyrektor Przedstawicielstwa ZBP w Brukseli.

Przypomnijmy, że Pakt Stabilności i Wzrostu to zbiór przepisów określających, jak koordynować krajowe polityki budżetowe w UE. Ma zapewnić solidne finanse publiczne – warunek stabilności cen oraz silnego, trwałego wzrostu gospodarczego, który sprzyja tworzeniu miejsc pracy.

Realizuje dwie funkcje. Profilaktyczną, zgodnie z którą w całym cyklu koniunkturalnym polityka budżetowa będzie zrównoważona, czyli że osiągany będzie średniookresowy cel budżetowy, indywidualny dla każdego państwa członkowskiego.

Oraz realizuje funkcję korekcyjną, która stanowi, że państwo UE ma obowiązek podjąć działania korekcyjne, jeśli jego krajowy deficyt budżetowy przekracza 3% PKB lub gdy dług publiczny przekracza 60% PKB. Wartości te wynikają wprost z TFUE ( Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej ).

Czas na reality check

Od pewnego czasu pojawiają się głosy, że Pakt należy znowelizować, gdyż po pierwsze, nie jest przestrzegany przez państwa członkowskie UE, a po drugie, ponieważ Komisja nie podejmuje decyzji w sprawie przymuszania tychże państw do realizacji założeń Paktu.

W 2016 roku, ówczesny przewodniczący Komisji Europejskiej – Jean-Claude Juncker – zapytany po raz kolejny przez dziennikarzy dlaczego Francja otrzymała na kolejny rok z rzędu zgodę na wyłączenie stosowania Paktu, czyli de facto zgodę na nadmierny deficyt odpowiedział z rozbrajającą szczerością „bo to Francja" (fr. parce que c'est la France).

Po dwuletnim okresie pandemii, gdy gospodarka europejska pracowała na zaciągniętym ręcznym hamulcu i konieczne były ogromne wydatki z budżetów państwowych na wsparcie dla gospodarki, co przejawia się teraz rosnącą inflacją, karmioną również skutkami konfliktu rosyjsko-ukraińskiego – wiele państw członkowskich nie jest w stanie spełnić wymogów paktu i domaga się zmiany.

W niedalekiej perspektywie pojawią się również duże wydatki na transformację energetyczną, by spełnić założenia Porozumienia paryskiego co do obniżenia emisyjności oraz wydatki na obronność w świetle zmieniającej się globalnej geopolityki.

W ubiegłym roku Włochy i Francja – czyli państwa istotnie łamiące Pakt – zaproponowały pewne zmiany w jego treści, które w dużej mierze dotyczyły zasadniczo poluzowanie dotychczasowych reguł. Niemcy były do tej pory bardzo negatywnie nastawione do takiego podejścia, lecz niedawno Berlin przedstawił stanowisko, w którym konstruktywnie odnosi się do propozycji reformy Paktu, proponując pewne luzowanie zasad.

Istota niemieckiej propozycji

Propozycja Niemiec jest ciekawa z tego względu, że zakłada zmianę w pewien sposób ustrojową, zgodnie z którą narodowe plany budżetowe poszczególnych państw byłyby oceniane przez wszystkie państwa członkowskie UE, a nie jak do tej pory przez Komisję Europejską.

W tym zakresie proponuje się także wzmocnienie znaczenia Europejskiej Rady Budżetowej (ang. European Fiscal Board), która jest obecnie ciałem doradczym KE (w jej skład wchodzi np. Mateusz Szczurek – były Minister Finansów), a miałaby uzyskać niezależnie kompetencje w zakresie ww. oceny.

To co równie ważne, to nieistniejąca wcześniej aprobata ze strony Berlina co do odejścia od zasady, że państwo, którego poziom zadłużenia przekracza 60% PKB, jest obowiązane je redukować o aż 5% rocznie.

Niemcy przyznają, że w obecnych realiach jest to niemożliwe i należy szukać innego rozwiązania. Z drugiej strony Niemcy sprzeciwiają się daleko idącym propozycjom Francji i Włoch, aby pewne wydatki – dotyczące "prima facie" ochrony środowiska i obrony – wyłączyć całkowicie, gdyż obawiają się destabilizacji budżetowej.

Nie należy spodziewać się ostatecznych rozwiązań czy decyzji w najbliższym czasie, na pewno nie za obecnej kadencji Komisji Europejskiej, ale warto obserwować tę dyskusję, w której biorą udział najważniejsi gracze, i która może zaowocować konkretnymi propozycjami zmian.

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: