Zmiany w prawie po aferze AmberGold

Komentarze ekspertów

Wszyscy pamiętamy tzw. aferę AmberGold  i widok zdenerwowanych ludzi przed oddziałami tej firmy, których mniej więcej rok temu pokazywano w programach informacyjnych wszystkich stacji telewizyjnych.

Wszyscy pamiętamy tzw. aferę AmberGold  i widok zdenerwowanych ludzi przed oddziałami tej firmy, których mniej więcej rok temu pokazywano w programach informacyjnych wszystkich stacji telewizyjnych.

Właściwie można nawet śmiało zaryzykować twierdzenie, iż była to największa większa afera finansowa w naszym kraju w XXI wieku. Wtedy przedstawiciele rządu zapowiedzieli także wnikliwą analizę popełnionych przez różne instytucje błędów i wyciągnięcie z nich stosownych wniosków legislacyjnych, które miałyby pozwolić na uchronienie Polaków w przyszłości przez nieuczciwymi podmiotami oferującymi usługi finansowe. Po publikacji odpowiedniego raportu Komitetu Stabilności Finansowej, ministerstwo finansów opublikowało projekt założeń odpowiedniej ustawy odpowiadającej na stwierdzone wcześniej nieprawidłowości  czy też luki w przepisach.

Generalne kierunki przedstawionych propozycji legislacyjnych zmierzają do zwiększenia poziomu ochrony klientów instytucji finansowych nieobjętych obecnie nadzorem ze strony Komisji Nadzoru Finansowego i są  przez Związek Banków Polskich oceniane pozytywnie.

Co najmniej w jednym przypadku przyszłe przepisy powinny nadawać organom państwowym więcej uprawnień niż miało to miejsce do tej pory. W projekcie przewiduje się upoważnienie KNF do żądania informacji od podmiotów spoza sektora bankowego, co do których istnieje podejrzenie, że prowadzą działalność polegającą na gromadzeniu środków finansowych innych osób. Biorąc pod uwagę doświadczenie ww. afery oraz jej negatywne skutki społeczne, uzasadnione wydaje się sięgnięcie do bardziej radykalnych rozwiązań. I tak Związek zaproponował  przyznanie Komisji uprawnień oskarżyciela publicznego w takich sprawach w szczególności, gdy liczba potencjalnie poszkodowanych klientów potencjalnie może być znacząca. Alternatywnym rozwiązaniem byłby powrót do rozwiązania obowiązującego niegdyś na rynku kapitałowym, kiedy to Komisja Papierów Wartościowych i Giełd, jako organ nadzoru państwowego, mogła występować jako oskarżyciel posiłkowy w danej sprawie.

Za wręcz niezbędne z punktu widzenia ochrony  interesów konsumenta należy uznać wprowadzenie obowiązku rejestracji w odrębnym rejestrze podmiotów prowadzących działalność polegającą na udzielaniu kredytów konsumenckich. Czeka nas jednak jeszcze dyskusja na temat  optymalnej oraz precyzyjnej definicji takich instytucji pożyczkowych. Nie wydaje się, aby objęcie tym obowiązkiem małych sklepów prowadzących sprzedaż ratalną lub z odroczoną płatnością było posunięciem celowym, jako że oznaczałoby rozszerzenie ponad wszelką miarę liczby podmiotów ujętych w rejestrze, co w konsekwencji spowoduje obniżenie poziomu kontroli i daleko posuniętą dysfunkcjonalność samego rejestru. Nowe przepisy powinny także stwarzać możliwość uporządkowania rynku niebankowych pożyczkodawców i jednym z narzędzi prawnych do stymulowania takiego procesu jest minimalnym poziom kapitałów własnych. W opinii ZBP  w przyszłej ustawie należy ustalić, iż jednym z warunków wykonywania działalności przez instytucje pożyczkowe będzie posiadanie kapitałów na poziomie co najmniej 1 mln zł.  W  dłuższym horyzoncie czasowym powinno się to przyczynić do podniesienia poziomu ochrony konsumenta, a z drugiej strony spierać przedsiębiorców  chcących działać w sposób stabilny i długofalowy.

Trudno natomiast uznać za poprawne rozwiązanie uzależniające zgodę na pracę danej osoby w zarządzie instytucji pożyczkowej od wcześniejszego zatrudnienia w podmiocie, w stosunku do którego wydana została decyzja o uznaniu praktyki za naruszającą zbiorowe interesy konsumentów.  Decyzja ma bowiem charakter sankcji administracyjno-karnej, od której przepisy prawa przewidują możliwość odwołania do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, tymczasem, wskazanie tego warunku w projektowanych założeniach sugeruje, iż sama decyzja może rodzić skutek w postaci wykluczenia danego podmiotu z możliwości wykonywania działalności pożyczkowej.

Autorzy projektu założeń ustawy słusznie przyjęli założenie, iż  dla bezpieczeństwa systemu finansowego oraz przeciwdziałania zjawisku nadmiernego zadłużenia konsumentów niezbędne jest zobowiązanie instytucji pożyczkowych do udziału w systemie wymiany informacji niezbędnej do oceny zdolności kredytowej konsumentów. Aby jednak uzyskać określone wcześniej pozytywne cele społeczne takich zmiany, bardziej adekwatnym byłoby wprowadzenie dodatkowego obowiązku  przekazywania informacji zarówno pozytywnych (o samym fakcie zadłużenia), jak i negatywnych danych (np. o zaległościach w spłacie) zbieranych przez niebankowych kredytodawców do Biura Informacji Kredytowej. W ten sposób powstałaby wreszcie baza, która pozwoliłaby na pełną analizę ryzyka kredytowego związanego z każdym klientem.

Natomiast dziwić może podjęta przez autorów założeń próba powrotu do limitowania różnymi sposobami oprocentowania czy innych kosztów związanych z kredytami konsumenckimi poprzez wprowadzenia maksymalnej wysokości odsetek za opóźnienie w spłacie oraz odsetek od odsetek oraz ograniczenia całkowitego kosztu kredytu konsumenckiego. W pierwszym z tych przypadków mamy wszakże częściowo do czynienia z opłatami, które nie stanowią przychodów baku, ale obejmują także opłaty sądowe oraz postępowania egzekucyjnego. Ponadto, opłaty z tytułu zaległości w spłacie kredytu są następstwem zachowania klienta, na przykład  częstotliwości popadania kredytu w stan nieregularny. Żadne kredytodawca nie jest w stanie przewidzieć w chwili podpisywania umowy kredytowej, jak często klient będzie powodował powstanie zaległości i w jaki sposób będzie reagował na działania podejmowane w tej sprawie.

W projekcie założeń proponuje się także,  aby wprowadzić ograniczenie całkowitego kosztu kredytu do 30% kwoty udzielonego kredytu konsumenckiego (z wyłączeniem odsetek). Taka propozycja oznaczałaby niejako  powrót do usuniętych wcześniej przepisów, które okazały się nieskuteczne wobec  pozabankowych kredytodawców, przez co zresztą były mocno krytykowane. Z punktu widzenia interesów kredytobiorców bardziej efektywnym wariantem byłoby więc skierowanie takiego przepisu  do segmentu instytucji pożyczkowych, które do tej pory nie są objęte nadzorem państwowych. Ograniczenie to mogłoby mieć miejsce poprzez wskazanie np., że odnosi się ono do pożyczek/kredytów konsumenckich w określonej wysokości (np. do 1.500 zł) i na wskazany relatywnie krótki okres (pożyczki krótkoterminowe np. do 6 miesięcy), ponieważ to właśnie na rynku tzw. "chwilówek" najczęściej wskazywane są przypadki pobierania rażąco zawyżonych opłat czy innych kosztów związanych z udzieleniem kredytu.

Norbert Jeziolowicz
Dyrektor Zespołu Bankowości Detalicznej i Rynków Finansowych
Związek Banków Polskich

Udostępnij artykuł: