Zmiany, zmiany, zmiany…

Blogi / Przemysław Szubański

Przemysław Szubański
Przemysław Szubański, "Parkiet", fot. Krzysztof Skłodowski "FOTORZEPA"

Pamiętają Państwo, jak kiedyś wyglądały placówki banków? Te wysokie parapety, malutkie okienka w grubych szybach, do których należało kierować uniżone prośby - najlepiej głośno, żeby usłyszała kasjerka i wszyscy naokoło? No to zmieniło się (i zmienia nadal) prawie wszystko.

Czy w dobie bankowości internetowej, a zwłaszcza mobilnej, oddziały banków są jeszcze potrzebne? Przy bardziej skomplikowanych produktach - jeszcze tak #banki #oddziały

Szyb już nie ma (jeżeli, to jako skromne parawany pomiędzy stanowiskami), klient siedzi na ogół wygodnie. A właśnie przeczytałem w PRNews, jakie to będą placówki przyszłości. A czy w dobie bankowości internetowej, a zwłaszcza mobilnej, są jeszcze potrzebne? Przy bardziej skomplikowanych produktach, gdzie niezbędna jest konsultacja z fachowcem (i to nie na czacie czy przez telefon) – jeszcze tak. Ale już bez okienek i kasjerek… no, nie wszędzie. Bo ciągle dużo jest osób, dla których internet nie istnieje, a telefon służy tylko do prowadzenia rozmów. Ale w innych przypadkach kasjerkę zastępują bankomaty i wpłatomaty, a placówka to “wygodne fotele, automaty do kawy i sprzęt elektroniczny służący do prezentacji produktów i oferty banku”.

Czytaj także: Banki na całym świecie zamykają oddziały przez zmianę zachowań klientów i nowe technologie >>>

W Santanderze – jak mówi PRNews Ewa Krawczyk z biura prasowego banku – będzie “Work/Café Santander. Miejsce, które łączy prawdziwą kawiarnię, przestrzeń co-workingową, a także profesjonalną obsługę bankową. Klienci, oprócz miejsc do pracy i dobrej kawy, do dyspozycji będą mieli m.in. możliwość bezpłatnej rezerwacji sal spotkań”. Niech inne banki wybaczą, że nie zacytowałem ich przedstawicieli. Ta kawiarnia mnie powaliła.

A dlaczego napisałem, że zmieniło się prawie wszystko? Ano, przepływ informacji na terenie placówki pozostał. O okienku, do którego trzeba było krzyczeć, już było. Tak gdzieś na początku 2000 roku moja żona miała odebrać kilkadziesiąt tysięcy (za sprzedawane mieszkanie) z oddziału pewnego dużego banku. Takich operacji dokonywano w osobnym pomieszczeniu. – Proszę kasjerkę do pokoju, będzie większa wypłata – zabrzmiało z głośnika na cały (dość zatłoczony) oddział, przez który małżonka do tego pomieszczenia musiała przemaszerować. Że wyjdzie z pieniędzmi, wiedzieli już wszyscy.

Czytaj także: Wideoanalityka uratuje efektywność oddziałów bankowych >>>

Rok 2019, kolega siedzi w oddziale tego samego banku. Open space sprawia, że czekając na pracownika słyszy w zasadzie wszystkie rozmowy. Również tę, podczas której bankowiec oferuje mocno starszej pani możliwość ulokowania sporej sumy. Podkreślając jej wiek, sugeruje bezpieczną przystań – na przykład fundusze obligacji korporacyjnych – stwierdza. Reaguje szybko scenicznym szeptem jego koleżanka: nie, to nie jest bezpieczne. Lepiej fundusze obligacji skarbowych – podpowiada. To ja już wolę przez telefon…

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: